Route d'Occitanie 2019. Alejandro Valverde zamknął usta krytykom

Wrócił stary dobry Alejandro Valverde (Movistar Team). Mistrz świata po nieudanych ardeńskich klasykach odniósł drugie zwycięstwo w sezonie, triumfując na Route d'Occitanie. 

Najpierw mówiło się o klątwie tęczowej koszulki, mówiło się o nadmiarze obowiązków wobec sponsorów. Na to początkowo zwalano nieco słabszy niż zwykle start sezonu 39-latka, którego lista zwycięstw w 2019 roku do niedawna składała się z jednej pozycji – sukcesu etapowego na UAE Tour. Na klasykach zabrakło błysku.

Alejandro Valverde z nadmiarem obowiązków?

 

Potem z kolei nadszedł pech, bo "Bala" stukł kość krzyżową w kraksie i musiał zrezygnować z Giro d'Italia, do którego chciał przystąpić po raz drugi w karierze. Zamiast tego przez niemal dwa miesiące ani razu nie przypiął numeru startowego i dochodził do siebie. 

Na Route d'Occitanie dynamiczny i waleczny Valverde udowodnił jednak, że nie zapomniał, jak walczyć z najlepszymi i – przede wszystkim – jak wygrywać. Już pierwszego dnia pokazał klasę na finiszu na podjeździe, a następnie przez kolejne dni skutecznie bronił koszulkę lidera, finiszując razem z Ivanem Sosą na górskim etapie

Dziś, na płaskim odcinku spokojnie dojechał do mety w peletonie i tym samym odniósł pierwszy triumf w klasyfikacji generalnej jakiegokolwiek wyścigu od ubiegłorocznej edycji imprezy w Oksytanii. 

To był ciężki dzień, bo było gorąco. Tam, gdzie mieszkam, to norma, ale wilgotność była okropna. Cała ekipa znów świetnie pracowała, cały czas kręciła na czele i cały czas miała wszystko pod kontrolą, a ostatecznie zapewniła zwycięstwo. Ważne jest wygrywać, nieważne gdzie

– podkreślił. 

Miałem również szczęście, że wygrywałem wielokrotnie w zasadzie wszędzie, gdzie jechałem. Jestem z tego dumny. Mam za sobą długą karierę, mam już 39 lat... chyba jestem tu najstarszy!

– uśmiechnął się. 

Alejandro Valverde

fot. LaPresse - Fabio Ferrari

Doświadczony Valverde pokazał również, że jest w stanie wykorzystać dłuższą przerwę od rywalizacji, aby dopracować swoją formę. Co prawda wciąż jest ona nieco niepewna, gdyż początkowo jej szczyt miał nadejść miesiąc temu, na "Corsa Rosa", lecz startem we Francji Hiszpan wysłał sygnał, że czuje się dobrze i stać go na walkę. 

Sukces na tym etapie sezonu to równiez dodatkowy wzrost pewności siebie, który zawsze się przydaje.

Tak naprawdę jestem strasznie uradowany. Jak mówiłem kilka dni temu, to pokazuje, że odpoczynek i przygotowania przez ostatnie dwa miesiące były dokładnie tym, czego potrzebowałem. Teraz przede mną mistrzostwa Hiszpanii, a potem – co najważniejsze – Tour de France

– zadeklarował. 

Nad Sekwaną "Bala" nie będzie jednak walczył na własną korzyść, skupiając się na pracy na korzyść swoich kolegów. Własną szansę do walki uzyska najprawdopodobnie dopiero na jesieni, podczas Vuelta a España (24 sierpnia - 15 września).  

Moim celem będzie wspieranie Nairo [Quintany] i Mikela [Landy]. W żadnym wypadku nie będę liderem – chcę dać z siebie 100% dla nich i cieszyć się z jazdy w tęczowej koszulce na Tourze. Gdybym musiał stracić trochę na pierwszych etapach, aby wzmocnić ich szanse, zrobię to z radością. To pomoże nam zdobyć dobre wyniki później i będę miał więcej możliwości, by jechać ofensywnie

– zasugerował. 

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając błędny fragment tekstu i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: