OVO Energy Women's Tour 2019. Duch drużyny, czyli oddana Anna Plichta

Anna Plichta

Anna Plichta na trasie OVO Energy Women's Tour wspiera walczącą o zwycięstwo Lizzie Deignan. Polka na trzecim odcinku wybrana została najwaleczniejszą zawodniczką, a wysiłki jej i jej koleżanek umożliwiły liderce ekipy Trek-Segafredo powrót do wygrywania.

Za zawodniczką z małopolskiej Krzywaczki już pierwsze kilka startów w biało-niebieskich barwach ekipy Trek-Segafredo. W jej szeregach za zadanie ma przede wszystkim wspierać bardziej utytułowane koleżanki, wykorzystując jak najlepiej to, czego nauczyła się przez pierwsze trzy lata wśród światowej elity. Plichta, dla której Trek-Segafredo to już czwarta zawodowa ekipa, miała już bowiem szansę startować w wielu rodzajach wyścigów i pracować w różnych warunkach.

Decyzja o dołączeniu do nowo powstałej amerykańskiej drużyny wydawała się być dość śmiałym ruchem, który otworzył przed 27-latką nową drogę w zawodowym peletonie. W zespole budowanym na strukturach męskiej ekipy Trek-Segafredo Plichta podkreślała od początku bardziej rodzinną, lecz wciąż profesjonalną atmosferę.

Między Boels Dolmans i Trek-Segafredo. Podróż Anny Plichty po zawodowym peletonie

Plichta zdaje się dobrze odnajdywać w tym klimacie, nie tylko w kwestii sportowych wyzwań i stawianych przed nią zadań, ale i rozumienia się z koleżankami. Wszystko wskazuje zatem na to, że przejście do ekipy kierowanej przez Giorgię Bronzini oraz Inę-Yoko Teutenberg, przynajmniej na razie, było właściwym krokiem.

Jest jak widać [śmiech]. Czyli bardzo dobrze. Jestem mega zadowolona, szczególnie z tego, jaką mamy atmosferę i z całego zaplecza. Ekipa stwarza super warunki do trenowania i bycia na jak najwyższym poziomie na wyścigach

– tłumaczyła w rozmowie z "Rowery.org" przed 4. etapem OVO Energy Women's Tour.

fot. Mikołaj Krok/rowery.org

Polka ten sezon rozpoczęła od startu w Setmana Ciclista Valenciana, na trasie której pracowała na wygrywające trzy etapy koleżanki. Marcowych startów w klasykach w większości nie ukończyła, a po dwóch tygodniach odpoczynku wróciła do ścigania podczas Healthy Ageing Tour, na trasie którego zajęła czwarte miejsce na czwartym odcinku i dołożyła się do etapowego sukcesu Lotty Lepisto. Kilka tygodni później, na trasie Gracia Orlova, ukończyła czasówkę na drugim miejscu i uplasowała się na czwartym miejscu w generalce. Z kolei podczas majowej Emakumeen XXXII.Bira Polka pracowała na korzyść Elisy Longo Borghini, która zwyciężyła w ogólnym rankingu.

Pierwsza część sezonu to zatem pewna huśtawka emocji dla 27-letniej zawodniczki, która – jak sama przyznaje – musiała poradzić sobie z innymi wydarzeniami mającymi wpływ na jej dyspozycję.

W pierwszej części sezonu byłam trochę rozczarowana. Zaczęłam dobrze w Walencji, ale potem rozłożyła mnie jedna, druga choroba i musiałam odpuścić kilka wyścigów, do których się przygotowywałam. Potem, na tych wyścigach, na których miało mnie nie być, pokazałam się z dobrej strony. Na przykład na Healthy Ageing Tour, gdzie na jednym etapie byłam czwarta. To był wyścig, który potraktowałam zupełnie na luzie, ale jednak czasem po prostu się udaje

– tłumaczyła.

Potem była Bira, która poszła nam wspaniale, patrząc na to, jak pracowała cała ekipa. Jest kilka takich wyścigów, którymi jestem troszeczkę rozczarowana, ale większość zdecydowanie na plus

– dodała.

Do Anglii ekipa Trek-Segafredo przywiozła bardzo mocny skład, na czele z Lizzie Deignan, która celuje w drugi sukces w klasyfikacji generalnej wyścigu. Polka wraz z koleżankami ma zatem za zadanie zapewnienie wsparcia i pomoc w kluczowych momentach.

Wiadomo, jesteśmy tutaj z mocnym składem, mamy Lizzie, mamy Elisę [Longo Borghini], Ellen [van Dijk]. Są to dziewczyny, które cały czas są blisko w generalce, i każda z nich ma szanse wygrać. Dlatego będziemy walczyć do końca. Tak naprawdę, [w czwartek] już zaczynają się góry i tutaj będzie się rozstrzygać generalka

– analizowała.

Anna Plichta

fot. SWPix.com

W środę Plichta pokazała swoją waleczność i oddanie, atakując w pierwszej części odcinka z metą przy pałacu Blenheim. Zawodniczka Trek-Segafredo przez znaczną część odcinka jechała sama, utrzymując około dwuminutową przewagę nad peletonem. Akcja co prawda nie uzyskała aprobaty, a na końcowej prostej dominowały sprinterki, lecz celem, przynajmniej na początku, nie była etapowa wygrana.

Plan był taki, żeby zaatakować już na pierwszych dwudziestu kilometrach, przed lotnymi premiami, gdzie można było zdobyć bonifikaty. Chciałyśmy te sekundy zgarnąć dla Lizzie [Deignan], żeby nikt nie zwiększał nad nią przewagi w klasyfikacji generalnej. Zaatakowałam jako pierwsza po premii górskiej. Szczerze mówiąc, nie byłam pewna, czy to się uda, ale odjechałam. Niestety sama. Taki odjazd nie jest najlepszą sytuacją, jeżeli do mety jest tak daleko

– wyjaśniła.

Sytuację mocno zmienił wypadek niemal 80 kilometrów przed metą. Wyścig zatrzymano na około czterdzieści minut, a Plichta ponownie wyruszyła do boju z taką przewagą, jaką miała przed incydentem. Jak wytłumaczyła, dopiero ta sytuacja sprawiła, że jechała na czele z myślą walki o zwycięstwo etapowe, musząc jednak powiedzieć "pas" 41 kilometrów przed finiszem.

Po neutralizacji, gdy była ta duża kraksa i zatrzymali nas, skonsultowałyśmy się z dyrektorką sportową. Ona zdecydowała, że to może być dobra sytuacja, bo nie ma teraz żadnej ekipy, która będzie chciała gonić, więc jest szansa na etapowe zwycięstwo. Dlatego próbowałam, jechałam ile mogłam

– podkreśliła.

Wydawało mi się, że będzie strasznie i nie będę mogła ruszyć ponownie. Było potwornie zimno. Ale wiadomo, każda zawodniczka miała dokładnie to samo. Ja dostałam picie, jedzenie, miałam trochę czasu, aby się zregenerować, dojść do siebie

– wspominała.

Plichta na mecie otrzymała tytuł najwaleczniejszej zawodniczki etapu, natomiast na czwartym i piątym odcinku pracowała z koleżankami by umożliwić Deignan odpowiedź na ataki Katarzyny Niewiadomej (Canyon-SRAM). Dla Brytyjki to trzecia etapówka w sezonie i pierwsza, na trasie której szuka zwycięstwa, gdyż do peletonu powróciła w kwietniu po długiej przerwie i urodzeniu córki.

We czwartek, na pierwszym górskim etapie, Deignan była trzecia, a wczoraj, na piątym etapie zmagań, triumfowała. Sukces ten jest o tyle cenny, że liderka Trek-Segafredo udowodniła sobie, że nadal należy do grona najlepszych zawodniczek w peletonie. Triumf dał jej także prowadzenie w wyścigu i tym samym Plichta i spółka do ostatniego etapu przystępują z misją obrony koszulki liderki.

Polka po zakończeniu rywalizacji w Wielkiej Brytanii przystąpi do mistrzostw Polski w kolarstwie szosowym (28-30 czerwca), a następnie wystąpić ma w Giro Rosa (5-14 lipca).

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: