Liege-Bastogne-Liege 2019. Jakob Fuglsang wyczuł swój moment

Wiosna Jakoba Fuglsanga już od kilku tygodni wyglądała fantastycznie, ale dzisiejszy samotny rajd do Liege, po zwycięstwo w 105. edycji "Staruszki", wyniósł ją do statusu najlepszego okresu zawodowej kariery.

Duńczyk, który zajął wcześniej trzecią lokatę w Amstel Gold Race, drugie miejsce w Strzale Walońskiej, tryptyk ardeński zakończył zwycięstwem w Liege-Bastogne-Liege, po solowym rajdzie na ostatnich kilometrach.

Co ciekawe, po Strzale Walońskiej, Fuglsang przed kamerami przyznał, że miejsca 3-2-1 (w takiej kolejności) przed startem w Ardenach obstawiała jego żona. Duńczyk we środę co do wróżb swojej małżonki nie był przekonany, ale w niedzielę na 256-kilometrwej trasie był zdecydowanie najmocniejszy i po zwycięstwo zmierzał niezwykle pewnie.

To fantastyczne uczucie. Tydzień ardeński był dla mnie ważnym celem, więc triumf w takim wyścigu to coś fantastycznego. Nie wiem czemu to przyszło tak późno. Musiałem chyba dorosnąć. W tym sezonie wszystko się ułożyło. Zadziałało. Mam nadzieję, że potrwa to przez kolejne dwa czy trzy lata

– powiedział 34-latek na konferencji prasowej w Liege, sukces odnosząc do biegu swojej kariery.

La Fleche Wallonne 2019. Jakob Fuglsang na fali

Duńczyk na przestrzeni lat ścigał się w barwach SaxoBanku, późnej Leoparda i RadioShacku, by w 2013 roku trafić do Astany. Jego ambicje zawsze związane były z największymi etapówkami, acz w pierwszej fazie kariery startował w Tour de France i Vuelta a Espana jako pomocnik, po drodze zapisując sukcesy w mniejszych wyścigach w Luksemburgu, Słowenii, Austrii czy Danii. Przejście do Astany pozwoliło mu na wywalczenie 7. miejsca w Tour de France (2013), acz do dziś ten wynik pozostaje najwyższym w jego karierze.

Kazachska grupa nie straciła do niego zaufania. Przez kilka sezonów Fuglsang notował tylko przyzwoite miejsca w wiosennych tygodniówkach oraz sporadyczne miejsca w dziesiątkach ardeńskich wyścigów. Po olimpijskim srebrze w 2016 roku jego kariera odżyła wprawdzie wiosna 2017 roku nie była olśniewająca, ale triumf w Criterium du Duphine i dobra jazda na trasie Touru zdawały się dodawać skrzydeł. Fuglsang przed rokiem wyniki w mniejszych etapówkach łączył z pracą na kolegów, a 2. miejscem w Tour de Suisse potwierdził lipcowe aspiracje. Do Paryża dojechał 12. i wynik ten poprawić chce w tym roku.

Duńczyk może śmiało z optymizmem patrzeć w przyszłość. Dziś wysoko trzymał się na La Redoute, a na Cote Roche-aux-Faucons zaatakował. Tym razem sił na odpowiedź zabrakło Julianowi Alaphilippe'owi (Deceuninck-Quick Step), natomiast odpowiedzieli i Davide Formolo (Bora-hansgrohe) i szarpiący już wcześniej Michael Woods (EF Education First).

Przed zjazdem do La Redoute byłem na kole Luisa Leona Sancheza, a Julian Alaphilippe siedział na kole swoich kolegów. Spojrzałem na niego, zobaczyłem, że nie ma nogi. Rzucił do mnie: "mam nadzieję, że wygrasz". Wydaje mi się, że nie był to jego najlepszy dzień, pogoda na Roche-aux-Faucons dała mocno w kość

– relacjonował.

Alaphilippe i Fuglsang między sobą rozgrywali tej wiosny Strade Bianche, Amstel Gold Race i Strzałę Walońską, a ich dwójkowe ataki stały się migawką wiosennego ścigania. O ile Francuz wygrał Strade Bianche i Strzałę Walońską, a także Mediolan-San Remo, lista wyników Fuglsanga pokazuje równość, której Duńczykowi dotychczas brakowało. 34-latek wygrał Vuelta a Andalucia, po etapowym sukcesie jako 3. przyjechał w Tirreno-Adriatico, 4. w Itzulia Basque Country i do ardeńskich klasyków przystępował jako lider Astany.

fot. A.S.O. / G.Demouveaux

Wicemistrz olimpijski w przeszłości potrafił nieźle pojechać w Ardenach, co pokazał m.in. w 2018 roku, pomagając Michaelowi Valgrenowi w wygraniu "Piwnego Wyścigu". Dziś, w deszczowych warunkach czuł się świetnie, a po sformowaniu grupki na ostatnim podjeździe, do poprawki wykorzystał niewielki pagórek, wyrastający po Cote de Roche-aux-Faucons.

Ja wmówiłem sobie, że meta znajduje się na szczycie La Roche-aux-Faucons. Wiedziałem, że z grupki nie wygram. Potem spojrzałem, że Woodsa, on opadał z sił. Formolo był dwa-trzy metry za mną, pomyślałem, że to teraz albo nigdy. Nie wiem, czy nowa trasa bardziej mi sprzyjała, na pewno mi się podoba

– wspominał.

Prowadzący samotnie wyścig Duńczyk nie uniknął jednak kłopotów. Na zjeździe, 5 kilometrów przed metą, na ułamek sekundy stracił kontrolę nad rowerem i by uratować się od upadku na mokrej szosie wykazać się musiał niezwykłą przytomnością umysłu. Moment grozy o palpitację serca przyprawił niemalże wszystkich komentatorów, ale incydent pozostał bez wpływu na dalszą jazdę lidera Astany.

Najadłem się strachu na zjeździe, ale udało mi się opanować rower. Cały dzień czułem się dobrze, próbowałem trzymać się z dala od kłopotów i nie zmarznąć

– tłumaczył.

Fuglsang zwycięstwem w Liege kończy wiosnę i w kolejnych miesiącach przygotowywał się będzie do Tour de France, na trasie którego przez trzy tygodnie spróbuje równość wiosennych występów.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając błędny fragment tekstu i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: