Ronde van Vlaanderen 2019. Alberto Bettiol: "Nie wyobrażałem sobie tego"

Alberto Bettiol w koszulce 2019

Alberto Bettiol – autor największej sensacji do tej pory w tym sezonie. Włoch, który zwyciężył w Ronde van Vlaanderen, zaskoczył rywali, kolegów i – przede wszystkim – samego siebie.

Gdyby jeszcze dziś rano ktoś postawił na Włocha z pewnością zostałby uznany za szaleńca. 25-letni zawodnik, który jeszcze ani razu w zawodowej karierze nie stanął na najwyższym stopniu podium, wydawał się nie mieć żadnych szans przeciwko światowej czołówce. Na dodatek jeszcze na "Flandryjskiej Piękności", arcytrudnym wyścigu po belgijskich brukowanych ściankach, gdzie jedną z głównych ról gra doświadczenie.

Bettiol już kilka dni temu pokazał co prawda, że jest w niezłej dyspozycji, dojeżdżając na metę E3 BinckBank Classic na czwartej pozycji, a jeszcze nie tak dawno był autorem ataku na Poggio podczas Mediolan-San Remo, lecz mimo tego nikt nie wymieniał go w gronie faworytów niedzielnego monumentu. Rywalizacja przebiegała jednak zupełnie inaczej, niż przewidywano. Na ostatnich kilometrach podczas gdy faworyci patrzyli na siebie, na czele kręcił kolarz w różowej koszulce, który po dynamicznej akcji na Oude Kwaremont szybko uzyskał przewagę.

Nie brakowało kręcenia głowy i nerwów, lecz ostatecznie Bettiol, znany niektórym polskim kibicom dzięki dobrej postawie podczas Tour de Pologne w 2016 roku, dojechał do Oudenaarde na czele z kilkusekundową przewagą nad grupą faworytów.

Wciąż w to nie wierzę. Być może musi minąć trochę czasu zanim zrozumiem, co zrobiłem, biorąc pod uwagę, że nigdy nie wygrałem

szybko podkreślił w rozmowie z "La Gazetta dello Sport".

Ostatnie 14 kilometrów po Paterbergu były najdłuższymi w moim życiu. Słyszałem tylko na radiu jak dyrektor sportowy każe mi jechać ile tylko mogę. Ani razu się nie odwróciłem, a wiatr wiał momentami na moją korzyść. [Sebastian] Langeveld mówił też przez radio: "wszyscy są zmęczeni, po prostu jedź dalej". Linia mety nie chciała jednak nadejść

dodał w rozmowie z portalem "Cyclingnews".

Bettiol dał o sobie znać po raz pierwszy w 2011 roku, gdy zwyciężył w jeździe indywidualnej na czas juniorów podczas mistrzostwach Europy i na Giro della Lunigiana, wyścigu, który w swoim palmarès posiadają również m.in. Vincenzo Nibali, Matej Mohorič i Tao Geoghegan Hart, a więc inni zawodnicy, o których dziś głośno na poziomie UCI WorldTour. To otworzyło mu drogę do światowego kolarstwa po dwóch latach wywalczył on angaż w ekipie Cannondale.

Przez pierwsze lata w peletonie Włoch z Poggibonsi kilkukrotnie zajmował czołowe lokaty w wyścigach z najwyższej klasy był drugi w GP Ouest-France, czwarty w GP Quebec i siódmy w GP Montreal. Potem jednak nastąpił pewien regres, do tego stopnia, że przed rokiem, po transferze do BMC, nie zdziałał za wiele podczas klasyków, a jego największymi indywidualnymi osiągnięciami (poza drużynowym sukcesem w Tirreno-Adriatico) były miejsca 3. i 6. kolejno na etapach Tour of Oman i Arctic Tour of Norway.

W tym sezonie, ponownie pod skrzydłami Jonathana Vaughtersa, 25-latek znów "rozkwitnął" i w swoim czwartym starcie w "De Ronde" wywalczył niesamowity sukces. Został dziewiątym zwycięzcą "Flandryjskiej Piękności" pochodzącym z Półwyspu Apenińskiego i pierwszym od 12 lat, gdy triumfował Alessandro Ballan który również przecinał kreskę w różowo-niebieskim trykocie.

To również trzecie zwycięstwo w "monumencie" w całej historii ekipy Jonathana Vaughtersa autorem pierwszych dwóch był Daniel Martin, gdy w barwach Garmin-Sharp zwyciężył w Liège-Bastogne-Liège (2013) i Giro di Lombardia (2014).

Sam zainteresowany był mocno zaskoczony i nie mógł uwierzyć w to, co zrobił. Szybko popłynęły łzy, pojawiło się krótkie oszołomienie w nagłej rozmowie z "Rai Sports" tuż za kreską, a gdy otrzymał telefon do swojej dziewczyny, rozpoczął od oznajmienia "widziałaś, co zrobiłem?".

Nie wyobrażałem sobie tego. Jechałem za Gregiem Van Avermaetem i czekałem na jego atak, który jednak nie nadszedł. Dyrektor sportowy powiedział, że jeżeli czuję się dobrze, nie powinienem czekać, bo inaczej tacy jak Kristoff czy Sagan, którzy są ode mnie szybsi mogą zostać. Przed płaską częścią Kwaremontu zaatakowałem i nie patrzyłem za siebie. Gdy już był asfalt zerknąłem i nie widziałem nikogo

relacjonował.

Pokazaliśmy, że stać nas na zwycięstwo w Ronde van Vlaanderen. Od teraz powinniście bardziej wypatrywać kolarzy w różu na czele

dodał z uśmiechem.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: