Co zapamiętamy z ardeńskiego tygodnia?

Peleton w akcji

Podsumowanie ścigania w Ardenach - niezwyciężony Alejandro, Kwiatkowski z tarczą, i kolarze, którym udało się połączyć bruki i Ardeny.

Kolejny tryptyk ardeński dobiegł końca. W napięciu trzymał w zasadzie tylko Amstel Gold Race, a nazwiska zwycięzców nie mogły być bardziej oczywiste. Philippe Gilbert, po długim zwycięskim rajdzie na szosach Flandrii, przyjechał do Limburgii i pokonał Michała Kwiatkowskiego w Amstelu, natomiast Alejandro Valverde powtórzył wyczyny z 2006 i 2015 roku, podnosząc ręce najpierw w geście triumfu na mecie Walońskiej Strzały, a następnie na mecie w Liege z dedykacją dla tragicznie zmarłego Michele Scarponiego.

W przeciwieństwie do klasyków brukowych w Ardenach obserwowaliśmy ściganie defensywne, a największe emocje i zainteresowanie prawdopodobnie wzbudzały występy „Kwiatka”.

Alejandro Valverde triumfuje w "Staruszce"

fot. Pressesports

Niepokonany Valverde

Nie na darmo doświadczonego zawodnika z Murcji nazywa się "niepokonanym". Przydomek jest dziś tak samo adekwatny, jak wtedy, kiedy w wieku 13 lat wygrywał lokalne wyścigi. Chociaż Amstel nie ułożył się po jego myśli i Valverde nie liczył się w ostatecznej rozgrywce, w dwóch następnych wyścigach Hiszpan nie miał sobie równych. Na ścianie w Huy kontrolował przebieg sytuacji od początku do końca i po niecałych trzech minutach wspinaczki rywale kolejny raz oglądali duże M na jego plecach. Na przedmieściach Liege nie dał odskoczyć Danielowi Martinowi, którego pewnie ograł w sprincie.

Valverde w zasadzie mógłby skończyć już sezon i przygotowywać się do kolejnej kampanii ardeńskiej. To jednak typ zawodnika, który w wysokiej formie jest od lutego do października, więc kolejnych zwycięstw można się spodziewać niedługo. Co Hiszpan może jeszcze wygrać? Jak co roku zmierzy się z trasą mistrzostw świata, spróbuje po raz kolejny wygrać Clasica San Sebastian i dorzucić do swoich bogatych palmares Il Lombardię. Tour de France? Jeżeli ktoś miałby tego dokonać w wieku 37 lat, to chyba tylko Valverde. W tym sezonie – co jest sporą nowością – jeździ dużo bardziej ofensywnie niż dotychczas. W Ardenach nie miał okazji do bardziej agresywnej jazdy, ale trasa lipcowego touru wręcz do tego zachęca.

Z flandryjskich bergów w Ardeny

Brukowe klasyki i Ardeny? Nietypowy zestaw, ale Gilbertowi perfekcyjnie udało się połączyć ogień z wodą. Po wygranej we Flandrii odstawił rower do kąta i wrócił dopiero na swój ulubiony wyścig – Amstel Gold Race. Organizatorzy pozbawili go Caubergu w końcówce, ale i przy innej konfiguracji trasy nie było mocnych na Phil Gila. Blisko był Michał Kwiatkowski, ale minimalnie zabrakło na finiszu.

Z bruków, tyle, że francuskich, na limburskie i walońskie szosy przeskoczył też Greg van Avermaet. Po wygraniu kostki w Roubaix nie stracił ochoty do ścigania i aktywnie, choć już bez podobnej mocy, przejechał Amstel. W niedzielę do Liege dojechał tuż za czołową „10”.

W ostatnich latach łączenie bruków z Ardenami nie było popularne. Najwięksi „brukowcy” – Tom Boonen i Fabian Cancellara woleli nie mieszać się w rozgrywki górali. Cieszy zatem, że coraz więcej zawodników, którzy z powodzeniem ścigają się na brukach, decyduje się na transfer w Ardeny – oprócz GVA i Gilberta podobny manewr zastosowali Naesen, Colbrelli, czy Benoot.

„Kwiatek” kończy wiosenną kampanię z tarczą

Po wygranej w San Remo Kwiatkowski przyjechał podbić Ardeny i choć nie odniósł ani jednego zwycięstwa, to ma się czym pochwalić. Drugie miejsce w Amstel i podium w „Staruszce” to potwierdzenie dobrej formy, którą prezentuje od wczesnych etapów sezonu. Na szosach Limburgii walczył z Gilbertem do samego końca i gdyby nie błąd na finiszu, mógłby dopisać kolejny duży wyścig do swoich palmares. To, że „Kwiatek” otrząsnął się już po ubiegłorocznych niepowodzeniach, już wiedzieliśmy. Teraz dodał kolejne bardzo dobre rezultaty i śmiało może patrzyć na następną część sezonu, której ukoronowaniem będą pagórkowate mistrzostwa świata w norweskim Bergen.

fot. ASO/G.Demouveaux

Dan Martin musi próbować dalej

Nie udało się na szczycie La Molina, nie udało się w Barcelonie. Zabrakło na szczycie ściany w Huy i zabrakło w Ans. Cztery razy Dan Martin przegrywał już w tym sezonie na finiszu z Valverde. Końca dominacji Hiszpana nie widać, Martin jest jednak wytrwały i cały czas próbuje. W Liege ostatni zakręt pokonał bez problemów, ale i to nie wystarczyło. Dobra informacja dla Irlandczyka jest taka, że Valverde już zbliża się do emerytury. Gorsza – w jego własnej drużynie wyrasta mu poważny konkurent, w tym roku w Ardenach nieobecny, Julian Alaphilippe. Francuz ma większe szanse pokonać na finiszu z Valverde, co zapewne wymusi zmianę sposobu rozgrywania wyścigów przez Martina. Niewątpliwie, nadal będzie próbował.

Gaudu – przyszłość Francji?

Nie jechał w Amstel, nie stał na starcie w Liege, ale występem w Walońskiej Strzale zrobił na wszystkich wrażenie. David Gaudu, 20-latek z Bretanii, niemal do końca jechał w czubie peletonu na Mur de Huy. Raz nawet wyszedł na prowadzenie, a po końcowym przyspieszeniu faworytów zameldował się pod koniec pierwszej dziesiątki. Młody góral, który pierwszy rok jeździ na poziomie WT, wygrał w ubiegłym roku Tour de l’Avenir, a niecały miesiąc temu z bardzo dobrej strony pokazał się na podjazdach Katalonii. Kolejna nadzieja Francuzów? Potencjał ma spory, a i Marc Madiot nie jest znany z przetrenowywania młodych zawodników. Thaibuat Pinot i Romain Bardet będą mieli godnego rywala.

Michele Albasini na podium Wyścigu Dookoła Kraju Basków

fot. Karlis Medrano (zehazteko@zehazteko.com)

Najbardziej systematyczny

Który zawodnik oprócz Kwiatkowskiego zameldował się w czołowej „10” wszystkich trzech wyścigów? Nie, nie Valverde. Michael Albasini. Szwajcarski weteran zawsze lubił ściganie w Ardenach, ale w ubiegłym tygodniu był wyjątkowo ruchliwy. Aktywny i waleczny na szosach Limburgii, jak zawsze z czubie Walońskiej Strzały i wytrzymały w Liege. Albasini jest jak wino – z każdym rokiem lepszy.

Wcześniej znany głównie jako specjalista od wygrywania etapów na szwajcarskich etapówkach, w ostatnich sezonach zmienił się szukającego większych łupów speca od klasyków. Żadnego trofeum w Ardenach jeszcze nie wywalczył, ale cztery podia mówią same za siebie. Wśród aktywnych kolarzy tylko Valverde, Gilbert, Kwiatkowski i Martin mają więcej.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając błędny fragment tekstu i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

6 Comments

  1. Bartosz Sobczak

    24 kwietnia 2017, 13:39 o 13:39

    Si, sama prawda. Przykro, że czeka się cały rok na wyścigi, o których wyniku decyduje ostatnie 0,5-1km i w dodatku mamy dużą niemal 25 osobową grupę na kresce. Tylko Amstel się "obronił" na tle tegorocznych wyścigów po brukach 🙂

    • Piotr Szumilas

      24 kwietnia 2017, 15:57 o 15:57

      moze gdyby był PhillGill byłoby inaczej...

  2. Piotr Szumilas

    24 kwietnia 2017, 15:57 o 15:57

    najbardziej mi szkoda kontuzji PhillaGilla i jego nieobecności w Strzale i Staruszce :((((

    • mirek

      25 kwietnia 2017, 22:56 o 22:56

      wydaje mi sie ze gdy by byl Gilber to na staruszce atak nastäpil by wczesniej i kwiatkowski tz by pojchal z nim a etedy mogl by koncowke z nim wygrac a napewno byl by drogi , valverde nie poszedl by na szybkä dlugä jazde dlatego widac jgo dominacje na walonskiej strzale koncowy podjazd jest dosc sztywny i mu to pasuje ,a w tym roku byl dodatkowo ztrasznie silny wiatr i nikt ni chcial wczsniej ruszyc bo zle to sie mogloskonczyc , bylem na starcie i rozmawialem chwilke z golasiem

  3. Władysław Dar

    24 kwietnia 2017, 17:53 o 17:53

    Ocena zawsze zależy od wyników naszych a z tym tak sobie.

  4. Norbert Bendowski

    25 kwietnia 2017, 06:32 o 06:32

    Przydałaby się jeszcze chociaż krótka wzmianka o kobiecym peletonie. 3 podia Kasi Niewiadomej robią wrażenie i napawają optymizmem.

%d bloggers like this:

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: