Śmierć na drodze

 

Był człowiek, nie ma człowieka. Trudno w to uwierzyć. Trudno uwierzyć  w przedwczesną śmierć Michele Scarponiego. Bo przecież dopiero co śmigał na drogach Trentino, a jutro przyjdzie nam go pożegnać. Głupia śmierć, został potrącony przez ciężarówkę. Każda śmierć jest zresztą głupia.

W ostatnich dwudziestu latach musieliśmy wiele razy informować o nagłym  odejściu zawodników świetnie znanych z peletonu. Pantani, Jose Maria Jimenez, Kivilev, Tondo, Weylandt, Demoitie, Myngheer... Podobnych sytuacji było sporo, najchętniej chcielibyśmy o nich zapomnieć. A teraz Scarponi. Ten sympatyczny, wiecznie uśmiechnięty Włoch, którego pierwszy raz tak naprawdę z bliska zobaczyliśmy dopiero podczas Wyścigu Pokoju w 2004 roku.  Miał wtedy 25 lat. Już wtedy ten uśmiech, rodem z przywódcy bandy łobuzów z osiedla, nie schodził z jego twarzy. Wszyscy zdawali sobie sprawę, że w Scarpie drzemie wielki talent, mało kto jednak przypuszczał, że kilka lat później "Orzeł z Filottrano" stanie na podium Giro d’Italia.

Scarponi był po prostu spoko. Kiedyś pojawił się na trasie Tour de Pologne. Choć niczego nie zwojował, ponieważ nie musiał, to i tak królował w kolarskim miasteczku. Nie było osoby, której odmówiłby wspólnego zdjęcia. Swój człowiek. Swój człowiek z papugą, która jeszcze bardziej czyniła go sympatycznym.

Gdy na krzyżówce uderzyła w niego furgonetka, w domu czekała żona oraz synowie-bliźniaki. Kilka dni wcześniej cieszył się po długiej przerwie ze swojego etapowego indywidualnego zwycięstwa. Kierowca nie zauważył Scarponiego, tak się tłumaczył. Żadne to jednak tłumaczenie. Facet zabił człowieka. Człowieka na rowerze, który normalnie w świecie sobie trenował, bo przygotowywał się  do Giro. Już w nim nie pojedzie.

Kto zawinił? Z napływających informacji wynika, że winę ponosi kierowca nieszczęsnego iveco. Nie o to jednak tutaj chodzi. Co się stanie, to się nie odstanie – głupi frazes, lecz prawdziwy. Wydawałoby się, że we Włoszech, kraju tak zakochanym w kolarstwie, rower na drodze to świętość. Że każdy popatrzy trzy razy, przyhamuje. Ale i w Italii dochodzi do takich katastrof. A co dopiero w Polsce, gdzie panuje zupełnie inna mentalność. Rower na drodze to przeszkoda. Przeszkodę trzeba wyeliminować. Pal licho kiedy się skończy na trąbieniu czy krzykach otyłego pana z samochodu i środkowym palcu. Kiedy jednak kierowca nie zauważy prawidłowo jadącego rowerzysty, bo akurat sprawdza facebook’a na smartfonie, tragedia gotowa.

Jasne, my też popełniamy błędy, my również prowokujemy, jeden czy drugi "bystrzak" zamiast wsłuchiwać się w otoczenie, słucha Nirvany na mp3, ryzykujemy, przeciskamy się tam, gdzie się nie da. Nie kręcimy po ścieżkach rowerowych, bo niejednokrotnie nie da się po nich w ogóle jeździć, bo krawężniki są za wysokie, bo dziury w bruku, bo latarnia na samym środku drogi, bo przechodnie, którzy pomylili strefy. I wiecie co? Ścieżki rowerowe powinny zostać zlikwidowane. Na amen.

Zamiast tego należy wprowadzić rowerowe pasy. Po co zabierać przestrzeń przechodniom? Zabierzmy ją samochodom. Nauczmy kierowców, że my do życia i przeżycia potrzebujemy tego słynnego 1,5 metra. Nauczmy ich, że jesteśmy członkiem ruchu drogowego. Że w starciu z kupą blachy stoimy na przegranej pozycji. Zmieńmy ich mentalność. Zainicjujmy nową kulturę. Miasta nie są dla samochodów, do diaska. Miasta są dla ludzi. I dla rowerów.

„Patrz na ruch, nie na znaki” – taką prawdą życiową kierują się kurierzy. W Berlinie nikt nie strąbi rowerzysty nawet takiego, który przejeżdża na czerwonym świetle, ponieważ  ten z reguły wie co robi i bierze całkowitą odpowiedzialność. W Kopenhadze, tym rowerowym raju, na cyklistę nikt nie ma prawa podnieść ręki. Jeśli dobrze pamiętam, to w Danii nie ma ścieżek. Rower jest częścią miejskiego organizmu. Nie oznacza to wcale, że nie ma wypadków. Są. W 2013 roku w kraju syrenki zginęło 33 rowerzystów. U nas w 2014 roku ponad 300. Oczywiście, Polska jest osiem razy większa, ale ok. 30% duńskiej populacji używa roweru na co dzień. 30% Polaków w ogóle nie jeździ. Ponad 60% na drodze nie czuje się bezpiecznie.

Bezpieczeństwa nie poprawimy poprzez budowanie ścieżek, tylko poprzez budowanie infrastruktury „pasowo-asfaltowej”, a dzięki temu poprzez zmianę naszej świadomości. Zastanówcie się nad tym kierowcy. Zastanówmy się nad tym rowerzyści. Niech ta bezsensowna śmieć Scarponiego da nam do myślenia. Michele, spoczywaj w pokoju!

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając błędny fragment tekstu i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

23 Comments

  1. Dawid Zysnarski

    24 kwietnia 2017, 17:00 o 17:00

    Amen.

    PS W Danii są ścieżki.

  2. Tomasz Kieres

    24 kwietnia 2017, 17:05 o 17:05

    ....... rower to przeszkoda należy ją wyeliminować .......
    Codzienność :-/

  3. Władysław Dar

    24 kwietnia 2017, 17:35 o 17:35

    Na ścieżce nie przygotujesz się do thriatlonu czy startu w jakimś maratonie szosowym. Większy ruch, więcej śmierci. Statystyka jest nieubłagana.

  4. Andrzej Myssura

    24 kwietnia 2017, 18:04 o 18:04

    Uważajmy niestety od nas dużo zależy

  5. Ania Kairi Kowalska

    24 kwietnia 2017, 18:07 o 18:07

    dla niedoświadczonego kierowcy wyminięcie rowerzysty na ruchliwej drodze to czasami duże wyzwanie. Dla ciężarówek jeszcze trudniejse. Szkoda, że tak się stało

  6. Robert Czerniejewski

    24 kwietnia 2017, 18:41 o 18:41

    Powtarzam to jak mantrę od lat..niestety w dyskusji zawsze na starcie przegrany z rzeszą kierowców-władców szos!!

  7. Krzysztof Jabłoński

    24 kwietnia 2017, 19:20 o 19:20

    Spoczywaj w Pokoju Scarpo ..

  8. Naczelny

    24 kwietnia 2017, 21:45 o 21:45

    Ja biegam i jeżdżę na rowerze w Sofii, wśród bardzo niefajnych kierowców. Wyobraźcie sobie mentalność polskich "zabijaków" z połowy i końca lat 90-tych. Często trenuję na ulicy, bo chodniki w mieście zastawione są samochodami do oporu albo ich nawierzchnia jest istną pułapką dla biegaczy. Zakładam migające światełko na czapkę i biegnę ulicą bo nie mam gdzie indziej tego robić. A jak mnie wyprzedzają zbyt niebezpiecznie, to biegnę środkiem pasa blokując ruch do czasu, aż będą mogli zrobić to bez ryzyka dla mnie. Szaleństwo, kierowcy w ogóle nie myślą, że jak mnie potrącą lusterkiem to ja skończę na poboczu albo pod kołami innego auta. Brak głowy, myślenia, patrzenia, oceniania i zrozumienia...

    Rower? Jest tu jeszcze gorzej. Walka o każdy centymetr. Już dawno przestałem zdejmować światełka z roweru. Ma dwa z tyłu, migające od początku do końca treningu, czy to w dzień czy w nocy. Mam światełko z przodu. Mam światełka z kamerami, przód i tył, a niektóre nagrania mrożą krew w żyłach. Serio, istne szaleństwo, horror na drodze.

    Ryzyko jest wpisane w to, co robię. Wiem o tym. Szkoda, że inni uczestnicy ruchu tego nie rozumieją i nie próbują go minimalizować. Czy to naprawdę takie poświęcenie poczekać 30 sekund z wyprzedzaniem? Czy to taki problem poczekać zamiast wyprzedzać mnie tylko po to, aby zaraz skręcać w prawo? Czy myślenie o innych boli?

    Taka bezsensowna śmierć. Taka straszna strata. Parę dni, ja nadal jestem wstrząśnięty i zaskoczony tym, co się stało. W głowie coś zostaje, trudniej mi wyjść na trening, szczególnie wieczorem...

    • Dawid

      24 kwietnia 2017, 22:24 o 22:24

      Mieszkam w Norwegii . W samym mieście około 200km rewelacyjnych dróg rowerowych a gdy już jesteś na drodze to jesteś szanowany . Norweg nigdy nie zatrąbi na rower , może jechać kilka kilometrów cierpliwie czekając na bezpieczną okazję do wyminięcia roweru . Podobnie w Hiszpanii , Calpe czy Teneryfa to raj . Naprawdę gdy czytam te opowieści z polskich dróg to jestem w szoku ....

      • Naczelny

        25 kwietnia 2017, 10:58 o 10:58

        Na razie dla mnie Sofia, za jakiś czas gdzieś indziej. Ze wszystkich miejsc, w których mieszkałem - a lista jest naprawdę długa - najgorzej, w kolejności od dna: Rosja, Bułgaria, Polska...

      • bans

        25 kwietnia 2017, 19:14 o 19:14

        A ja bardzo proszę o poprawne nazywanie wyprzedzania. Myląc wyprzedzanie z wymijaniem wystawiacie nie najlepsze świadectwo swojej znajomości przepisów. Człowiek który nie wie tak prostej rzeczy - co to znaczy "wyprzedzać" - daje oręż do reki przeciwnikom rowerów.

        • Naczelny

          25 kwietnia 2017, 19:26 o 19:26

          A gdzież się pomyliłem? Lub konkretnie kto i jak się pomylił? Ja pisałem o wyprzedzaniu, jako że o to mi chodziło...

    • Silith

      25 kwietnia 2017, 11:26 o 11:26

      "Czy to taki problem poczekać zamiast wyprzedzać mnie tylko po to, aby zaraz skręcać w prawo?"
      W punkt... Zostałam potrącona przez kobietę, która najpierw minimalnie mnie wyprzedziła, tylko po to, żeby skręcić w prawo gdy byłam na wysokości jej samochodu. Rzekomo nie widziała mnie... Skoro tak, to jakim cudem rowerzyści mogą czuć się bezpiecznie na drogach?
      W Anglii pasy rowerowe to codzienność, a kierowcy bardzo uważają na rowerzystów. Strasznie to smutne, że w Polsce "nie da się".

      • Naczelny

        25 kwietnia 2017, 15:02 o 15:02

        W punkt niestety. Dziś na treningu biegowym wyprzedziła mnie pani wielkim Mercedesem GLS po to, aby 5 metrów dalej skręcać do garażu... który był zamknięty, więc musiała się zatrzymać. Walnąłem w jej auto dość solidnie, bo nie miałem już nawet za bardzo jak się zatrzymać - biegacz też ma swoją siłę pędu. W rezultacie ja poobijany nieco a Pańcia straciła lusterko boczne. Skończyło się na wrzaskach, policji i karetce - funkcjonariusze się uparli, że mam zostać przebadany i basta. I mandacie dla Pańci, choć akurat tutaj cennik jest śmieszny. I tu, ku mojemu zaskoczeniu, nie przyjęła go i będziemy się widzieć w sądzie. Ma tylko pecha - okazało się, że obok jest kawiarnia z monitoringiem 24h a właścicielem jest Brytyjczyk, który od razu zabezpieczył nagranie...

        Może w sądzie się czegoś nauczy, ale szczerze wątpię...

  9. Bartek Wiśniewski

    24 kwietnia 2017, 23:27 o 23:27

    Artykuł na samym końcu to manipulacja u nich 30% jeździ na codzień. U nas 30% nie jeździ w ogóle. Co ma piernik do wiatraka? Kultura jazdy musi być po obydwu stronach. Poza tym u nas drogi jakie są???? A jak nazwać gościa popier..cego rowerem po chodniku? I po zwróceniu uwagi jeszcze się awanturował? Sam mam małe dzieci i kilkukrotnie dużo nie brakowało żeby mi dziecko przejechali w tym 2 razy obok lodziarni na chodniku. Niestety hipokryzja rowerzystów to jakaś masakra. Jeżeli na drodze trafiam na rowerowariata zawsze w takich spornych sytuacjach powtarzam: wina będzie moja, ale ból twój. A i jeszcze jedno: przepisy ruchu drogowego są w większości dla rowerzystów czarną magią. Bo i kto miałby to kontrolować? A tak poza tym to szkoda gościa. Jak każdego.

    • Michał

      25 kwietnia 2017, 10:56 o 10:56

      "wina będzie moja, ale ból twój" pewnie! wprowadźmy sobie prawa dżungli, niech mocniejszy napierdala słabszego, a co tam.... to będzie super kraj. Polecam panu jak najszybciej oddać prawo jazdy, póki jeszcze nikogo pan nie zabił... przez takie infantylne postawy jesteśmy liderem w zgonach na drogach...
      nie pozdrawiam

    • bans

      25 kwietnia 2017, 19:16 o 19:16

      Przepisy ruchu drogowego są dla wielu kierowców samochodów czarną magią. Mógłbym ci zadać 1-2 pytania i udowodnić, że dla ciebie też.

      • Naczelny

        25 kwietnia 2017, 19:28 o 19:28

        Byłbym ostrożny. Wielu ludzi mogłoby Cię zadziwić znajomością przepisów jako takich. Natomiast zupełnie inaczej sytuacja się ma, kiedy siedzą za kierownicą - często nie są w stanie wykorzystać swojej teoretycznej wiedzy poprawnie w sytuacji na drodze...

    • Adam Konieczny

      25 kwietnia 2017, 22:26 o 22:26

      Dlatego ścieżki rowerowe powinny być budowane dla weekendowych rodziców z dziećmi na rowerkach, a reszta "kolarzy" powinna nauczyć się jeździć drogami tak jak to normalnie wygląda w normalnym kraju, kierowcy też powinni się nauczyć współpracy na drodze gdy widzi kolarza.

    • Bartek Wiśniewski

      25 kwietnia 2017, 23:16 o 23:16

      Moje dziecko prawie zostało potrącone na chodniku. Weekendowych "kolarzy" jest pewnie z 98%. A reszta stwarza zagrożenie dla kierowców na chujowych drogach. Jak widzisz współpracę z "kolarzem" hipokrytą który uważa, że ma prawo na drodze np. DK10? Nie wspominając o mieście?

  10. Sebastian Tercjak

    25 kwietnia 2017, 11:05 o 11:05

    Zgadzam się. pseudo ścieżki rowerowe powinny być zlikwidowane na rzecz wydzielonych pasów jezdni.

  11. Michał Łagosz

    25 kwietnia 2017, 17:32 o 17:32

    Moim zdaniem rowerzysta powinien mieć wybór między ulicą a ścieżką. Prosta sprawa i krótka piłka. Kto się czuje na siłach wybiera szosę, kto jeździ wolno i woli większe bezpieczeństwo wybiera DDR. A jak ktoś chce jeździć chodnikiem to niech jeździ chodnikiem. Mam na myśli 80-letnich dziadków jadących w tempie biegacza. Co by taki dziadek robił na szosie? Jak policjant zobaczy, że ktoś jechał chodnikiem jak wariat i stworzył niebezpieczeństwo to w takim wypadku powinien mieć prawo wystawić mu mandat (tylko to rodzi ryzyko łatwych mandatów dla statystyk, długi temat).
    Nikt nam tego prawa nie da jeśli sami go sobie nie wywalczymy. Ktoś by musiał poświęcić swój czas i przygotować projekt poprawki do ustawy. A to na pewno masa roboty. Jednak jeśli my tego nie zrobimy to tylko czekać jak wprowadzą ograniczenie prędkości na wszystkich DDR-ach do 20 km/h. Bo rzeczywiście (i można tego użyć jako argumentu w owej poprawce) jazda 30 czy 35 km/h po DDR który bezpośrednio sąsiaduje z chodnikiem, po którym chodzą luzem malutkie dzieci stwarza dla tych dzieci na prawdę duże niebezpieczeństwo. Wiadomo, że jak widać dziecko to palce od razu idą na hamulec ale takie dzieciaki potrafią w ułamku sekundy zrobić skok w bok i znaleźć się na drodze.
    Potrzeba wolontariuszy!
    PS. Czy na zdjęcie jest TA papuga?!

    • TomAsz

      25 kwietnia 2017, 20:15 o 20:15

      Tak, to jest Frankie, podobno autentyczne ujęcie, ale ręki nie dałbym sobie za to uciąć.

%d bloggers like this:

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: