Siostry Pikulik – szosa, tor, szogun i igrzyska olimpijskie

Z klubu w Darłowie na wyżyny kolarstwa torowego, czyli historia Darii i Wiktorii Pikulik.

W ciągu ostatnich trzech sezonów zdobyły razem 10 medali Torowych Mistrzostw Europy i świata w kategoriach młodzieżowych i juniorskich, a także pięć medali szosowych mistrzostw Polski. Daria i Wiktoria Pikulik to zawodniczki klubu BCM Nowatex Ziemia Darłowska, jedne z najjaśniej błyszczących diamencików fali młodej talentów polskiego kolarstwa torowego.

Tor w wydaniu juniorskim i młodzieżowym przeżywa rozkwit, a starsze i utytułowane już pokolenie ma prężny szereg następców. Tylko w ostatnich trzech latach na mistrzostwach Europy polscy juniorzy i i młodzieżowcy zdobyli 39 medali, a juniorzy i juniorki dołożyli kolejnych 10 na mistrzostwach świata.

Daria Pikulik w 2015 roku została mistrzynią Starego Kontynentu w omnium, do domu przywożąc też srebra w wyścigu drużynowym na dochodzenie i wyścigu punktowym. Miesiąc później w kazachskiej Astanie wywalczyła tytuł mistrzyni globu w wyścigu punktowym i wicemistrzyni w omnium.

Dziś 19-latka jest też wicemistrzynią Europy orliczek w wyścigu indywidualnym na dochodzenie, a w sierpniu zadebiutuje na igrzyskach w Rio de Janeiro. W jej ślady idzie też młodsza siostra – Wiktoria – która na koncie ma już mistrzostwo Polski juniorek w jeździe na czas, ale także dwa medale mistrzostw Europy i medal mistrzostw świata.

fot. UEC

fot. UEC

Siostry Pikulik

Przygoda z kolarstwem na poziomie międzynarodowym na dobre zaczęła się w 2014 roku. "Jestem szogun", wypaliła do kamery Telewizji Polskiej 17-letnia wtedy Daria Pikulik po mistrzostwach świata w Ponferradzie, odpowiadając na pytania o ryzyko podejmowane na mokrej trasie. Zawadiacko uśmiechnięta dziewczyna z włosami związanymi w coś na pierwszy rzut oka przywodziło na myśl fryzury roninów z filmów Akiro Kurosawy, nie zdawała się być onieśmielona na swoich pierwszych mistrzostwach świata, a śliskie i niebezpieczne szosy zdawały się dodawać jej animuszu.

9. miejsce w jeździe indywidualnej na czas nie było jednak dla kolarki spod Darłowa pierwszym wynikiem na scenie międzynarodowej. Pikulik do Hiszpanii jechała jako srebrna medalistka mistrzostw Europy w wyścigu drużynowym na dochodzenie i swoją przyszłość wiązała bardziej z torem niż z szosą.

"Szogun" nie dał o sobie zapomnieć. Historycznie japońskiego dowódcę wojskowego kojarzylibyśmy pewnie z niezliczonymi rebeliami i wojnami, jednak na gruncie sportowym pierwszym skojarzeniem jest odwaga i zdecydowanie. Pikulik rywalek się nie bała, a jeśli nawet, to specjalnie tego nie okazywała – rok później zawodniczka z Darłowa przebojem weszła do światowej czołówki juniorek w kolarstwie torowym.

Sezon 2016 jest dla niej pierwszym w kategorii młodzieżowej i elity, podczas gdy idąca jej śladami młodsza siostra Wiktoria wciąż rywalizuje w kategorii juniorskiej. Z duetem spod Darłowa rozmawiamy podczas szosowych mistrzostw Polski w Świdnicy. Na pierwszy rzut oka widać, że znakomicie się rozumieją. Zero kłopotu z komunikacją, to wprawdzie wiedzieliśmy wcześniej, ale na dzień dobry zostajemy przywitani per "proszę pana". Dla dziewczyn duże plusy za dobre wychowanie, ale dla nas lekcja na następne wywiady – brodę należy golić.

Medal tu, medal tam, jak to jest tak rodzinnie wygrywać?

Jesteśmy teraz siostry Pikulik (śmiech). Na wysokim poziomie, rok temu ja byłam mistrzynią Polski, teraz tytuł wywalczyła Wiktoria. Mamy dobrego trenera, trenujemy razem i wspieramy się, na pewno daje nam to bardzo dużo

– powiedziała z uśmiechem Daria.

O porównanie dwóch podopiecznych podczas mistrzostw Polski prosimy trenera klubu BCM Nowatex Ziemia Darłowska. Nie ma chyba osoby, która znałaby je lepiej – Marcin Adamów jest ich opiekunem i szkoleniowcem, to on wprowadzał je w ściganie na torze i szosie i jemu (a także pierwszemu trenerowi Arturowi Szaryczowi) należą się wyrazy uznania za rozpoznanie i wychowanie talentów spod Darłowa.

Daria jest bardziej otwartą osobą, to co pomyśli, to mówi. Wiktoria jest bardzo cicha, spokojna, skryta, ale obie są bardzo ambitne. Jedna drugą napędza. Wiktoria Darię uspokaja, a Daria Wiktorię nakręca

– mówi bez zastanowienia, gdy pytamy o podstawowe różnice między zawodniczkami.

Wychodzi to też na torze?

Tak. Na torze Daria jest znakomitym taktykiem, znakomicie czyta wyścigi grupowe, bardzo dobrze w nich wypada i przy okazji uczy młodsze zawodniczki jak się zachować. One są bardzo uniwersalnymi zawodniczkami, ale nie jest łatwo pogodzić szosę z torem.

fot. UEC

Srebra obada wyścigu drużynowego na dochodzenie juniorek, ME Ateny 2015: (od lewej, stoją) Nikola Różyńska, Justyna Kaczkowska, Weronika Humelt; (od lewej, klęczą) Wiktoria Pikulik i Daria Pikulik; fot. UEC

Jak zaczęła się przygoda sióstr z kolarstwem?

Było spotkanie u nich w szkole, w Dąbkach pod Darłowem. Po tej akcji naboru przyszyły do klubu. Najpierw Daria, jakoś pół roku później Wiktoria

– wspomina.

Po Darii było widać od początku, że to jest talent. Po Wiktorii tego nie było widać, ale ona jest największym przykładem tego, że nie wolno nikogo skreślać. Ona bała się jazdy na rowerze, dopiero po dłuższym czasie zaczęła stawiać kolejne kroki. Ja jej wróżę naprawdę dużą karierę, jeśli będzie chciała. W tym roku naprawdę zaczęła się bardzo rozwijać.

Tor czy szosa?

Na szosie obie lepiej czują się w jeździe indywidualnej na czas, a do tego w trudnych warunkach atmosferycznych. Podczas tegorocznych szosowych mistrzostw Polski zdobyły dwa medale  Wiktoria została mistrzynią Polski juniorek w jeździe na czas, Daria wywalczyła brąz w kategorii młodzieżowej.

W wyścigach ze startu wspólnego lepiej poszło młodszej z sióstr, która do mety dotarła na piątym miejscu wśród juniorek. Daria nie ukończyła morderczego wyścigu elity kobiet.

Było bardzo ciężko, ale jestem niezwykle szczęśliwa z pierwszego tytułu na szosie. Bardzo się też cieszę z postępu jaki zrobiłam, jest to na pewno motywujące

– mówiła po odebraniu biało-czerwonej koszulki Wiktoria.

Złoto w gronie juniorek to potwierdzenie wyników w pierwszej części sezonu. Młodsza z sióstr dobre wyniki notowała na trasach szosowego Pucharu Polski, wygrywając czasówki, m.in. w Warlubiu, Gostyniu i Darłowie.

Wiktoria zrobiła duży postęp, to widać na wyścigach Pucharów Polski, gdzie one jadą w kategorii open z seniorkami, a ona większość tych wyścigów w swojej kategorii wygrała. Jako jedna z juniorek potrafiła odjechać z seniorkami, np. w Gostyniu

– podkreślał trener Adamów.

Na torze zrobiła olbrzymi krok do przodu w stosunku do tamtego roku. Rok temu była wicemistrzynią Europy w drużynie na 4 km, zobaczymy jak będzie w tym roku. Szykowaliśmy się teraz w Zieleńcu do torowych mistrzostw Europy i świata, to główny cel w tym sezonie.

fot. Dario Belingheri/BettiniPhoto

fot. Dario Belingheri/BettiniPhoto

Czempionat Starego Kontynentu juniorska i młodzieżowa reprezentacja Polski zakończyła z najlepszym wynikiem w historii, zdobywając 18 krążków, w tym 5 złotych. Wiktoria do domu wróci z brązem w scratchu juniorek i rekordem Polski w wyścigu drużynowym, który pobiła we włoskim Montichiari wraz z Klaudią Seremak, Karoliną Lipiejko i Nikolą Różyńską. Do medalu w wyścigu juniorek to jednak nie wystarczyło i polska obsada sklasyfikowana została na czwartej pozycji.

Daria wraz z Moniką Graczewską, Justyną Kaczkowską i Łucją Pietrzak wywalczyła brąz w wyścigu drużynowym na dochodzenie, a także srebro w wyścigu indywidualnym na dochodzenie w kategorii młodzieżowej.

Obie są tak samo pracowite i ambitne. U Darii od razu było widać, że technicznie ma to coś w sobie, wyniki miała od razu, natomiast Wiktoria powolutku powolutku stawiała kolejne kroki. W tym momencie obie są takimi małymi profesjonalistkami

– uśmiecha się trener.

Igrzyska olimpijskie

Daria w momencie rozmowy w Świdnicy nie była jeszcze stuprocentowo pewna biletu olimpijskiego. Polski Związek Kolarski (PZKol) podał już nazwiska zawodniczek, które będą reprezentowały Polskę na igrzyskach olimpijskich Rio de Janeiro i zawodniczka z Darłowa anonsowana jest w składzie wyścigu drużynowego na dochodzenie oraz w omnium.

O opcji olimpijskiej dowiedziałam się przed Torowych Mistrzostwach Polski. Nie miałam zrobionych minimum, a na MP był ostatni termin, no i udało mi się wypełnić kwalifikację. Po MP wiedziałam, że jestem w zakwalifikowanej piątce

– tłumaczyła.

Kiedy przed rokiem Daria zdobywała medale, nie myśleliśmy o olimpiadzie, no może w 1 procencie. W tym roku zrobiła ogromny postęp, czasy jakie wykręciła jako pierwszoroczna orliczka dawałyby jej medal w elicie, gdzie startują przecież doświadczone zawodniczki

– przypominał Adamów, przywołując też wyścig o 7. miejsce podczas Torowych Mistrzostw Świata z marca 2016 roku, gdzie kadra Polski z Darią Pikulik i Justyną Kaczkowską w składzie poprawiła zdecydowanie poprzedni rekord Polski.

Przyszłość

Znakomite wyniki polskich zawodników i zawodniczek na torze i na szosie idą w parze ze zwiększonym zaangażowaniem struktur – w roku olimpijskim Polski Związek Kolarski dysponuje większymi środkami, a dla kadry organizowane są nie tylko zgrupowania, ale i badania oraz testy, mające pomóc w optymalnym przygotowaniu do imprez mistrzowskich.

PZKol pomaga, dużo się zmieniło na lepsze. Daria miała przygotowania do sezonu, mogła jechać do Calpe, potem była z kadrą torową na Teneryfie i mogła się przygotować do MŚ. Teraz zawodniczki mają dobre warunki, mogły jechać na zgrupowania organizowane przez związek. To jest ogromna pomoc, nawet dla dziewczyn z grup zawodowych

– tłumaczył Adamów.

pikulik2015

Daria Pikulik ze sztabem trenerskim podczas MŚ 2015; fot. 2015 UCI Junior Track World Championships

Po zakończeniu ścigania w kategorii juniorskiej padają rzecz jasna pytania o przyszłość i dalsze losy utytułowanej zawodniczki. Przeskok do elity bywa trudny, zarówno na szosie, jak i na torze, gdzie kategoria młodzieżowa nie funkcjonuje zupełnie oddzielnie od elity.

Chciałbym, żeby zostały w Darłowie. Zobaczymy jak się sytuacja potoczy, ja bym chciał stworzyć im jak najlepsze warunki. One też wiedzą, że pracując ze mną mają duży spokój, wiedzą na co nas stać. Najważniejszy jest spokój. Ja im mówię już dziś, że za 4 lata do Tokio mogą pojechać dwie siostry

– wylicza trener Adamów.

Chciałabym zostać w Darłowie, bo z trenerem Marcinem dogadujemy się bardzo dobrze i to najlepszy szkoleniowiec jakiego mogłam sobie wyobrazić. Z drugiej muszę się rozwijać i wiem, że w klubie w Darłowie będzie mi ciężko o dobrą pozycję na świecie. Myślałam oczywiście o zagranicznej grupie, ale nie wiem jeszcze czy szosa jest tym, co chcę jeździć

– zaznaczyła Daria.

19-letnia zawodniczka na pierwszym miejscu stawia póki co igrzyska olimpijskie, a w przyszłości chce łączyć szosę i tor.

Wyszło Rio, jadę na igrzyska. W Tokio chciałabym już walczyć o tytuł mistrzyni olimpijskiej i to jest chyba mój cel. To jest dla mnie ważne, żeby łączyć szosę i tor. Do Tokio mam jeszcze 4 lata, przez te trzy mogę ścigać się dobrze na szosie i będę to robiła. Jazda na czas to specjalność, na której chciałabym się koncentrować.

Trener Adamów wierzy, że jeśli jego podopieczne rozwijały się będą jak dotychczas, to za cztery lata, przed igrzyskami w Tokio, klub z Darłowa pochwalić się będzie mógł dwiema olimpijkami.

Powiedziałem Wiktorii, że patrząc po tym jak się zaczęła rozwijać, jest w stanie pojechać na olimpiadę. Daria jedzie w tym roku, a jak będzie ze zdrowiem wszystko dobrze, to w wieku 23 lat będzie już miała doświadczenie olimpijskie.

Przed siostrami bliższe cele  we wrześniu w Nicei szosowe mistrzostwa Europy, natomiast w październiku mistrzostwa świata na szosie i mistrzostwa Europy na torze. Do Tokio droga daleka, ale jeśli w 2020 roku w torowej kadrze znajdą się razem, śmiało można będzie powiedzieć, że do Japonii Polska wysyła dwóch szogunów. Albo szogunki.

Wolfgang Brylla i Tomasz Bojanowski przyczynili się do powstania tego materiału. Podziękowania także dla trenera Zygmunta Walczaka za udostępnienie zdjęcia.