Thereabouts – zawodowcy na wakacjach

Dwa lata minęły niedawno od powstania filmu dokumentującego niezwykłą wyprawę. Jej historia na pozór nie jest skomplikowana: dwóch braci, zawodowych kolarzy, wsiada w grudniu na rowery i przemierza pustynne połacie Australii.

Celem wyprawy jest Uluru – miejsce święte dla Aborygenów i jeden z najbardziej znanych punktów Australii. Wycieczki owszem, docierają do tej charakterystycznej góry, ale rzadko zdarza się, aby ktoś wpadł na pomysł pokonania setek kilometrów z wybrzeża, poruszając się na rowerze.

Na taki krok decydują się bracia Mortonowie. Jeden z nich jest młodym, dobrze zapowiadającym się kolarzem Garminu, drugi chce po latach przerwy wrócić do zawodowego ścigania. Wyruszają na wyprawę, której celem nie jest tym razem trening przed kolejnymi wyścigami. Chcą cieszyć się jazdą w tempie jakie sobie wyznaczą, bez oglądania się na pędzący peleton. Jest to film o radości życia.

Lachlan i Angus Mortonowie pochodzą z niewielkiego miasteczka Port Macquarie, położonego niemal 400 kilometrów na północ od Sydney. Obu na początku kariery przepowiadano wielką przyszłość. Od najmłodszych lat ścigali się w USA, gdzie potrafili zrobić dobre wrażenie, biorąc udział w wyścigach ze starszymi od siebie zawodnikami. Ich drogi rozeszły się kiedy Gus jako pierwszy przeszedł na zawodowstwo w barwach istniejącej od 2005 roku pod różnymi nazwami i jeżdżącej do dziś ekipy Drapac.

Lachlan został natomiast zauważony w 2010 przez Jonathana Vaughtersa i w następnym roku zatrudniony w zapleczu Garminu. Do seniorskiej ekipy trafił w 2013 roku i w sierpniu tamtego roku mówił o nim cały kolarski świat, kiedy tryumfował na jednym z etapów Tour of Utah, a w Colorado był przez dwa dni liderem. Sukcesów w następnym roku nie powtórzył i kontrakt dostał w Jelly Belly, amerykańskiej ekipie kontynentalnej. Gus nie miał tyle zdrowia do roweru i w 2011 roku do ścigania już nie przystąpił. Pracował w australijskiej telewizji, ale po czterech latach zapragnął wrócić do peletonu. Bracia spotkali się na nowo w ubiegłym sezonie w drużynie Jelly Belly.

Dlaczego jadą? Żeby wyrwać się z cyklu życia zawodowego kolarza i nie musieć do znudzenia powtarzać codziennie tych samych czynności. Żeby poznać drugą, prawdopodobnie piękniejszą, stronę jeżdżenia na rowerze – niezobowiązujące wyprawy, z dala od cywilizacji, podczas których można poznać ludzi i miejsca, o których nie miało się dotychczas pojęcia. Bracia pokonują różne dystanse każdego dnia – czasem nie jest to nawet 100 kilometrów, innego dnia przekraczają granicę 300 kilometrów. Nie są związani planami treningowymi, ogranicza ich tylko ciekawość. Nocują w przydrożnych motelach, a jazdę urozmaicają sobie atrakcjami, na które nie może sobie pozwolić zawodowy kolarz w trakcie treningu. Czerpią radość z jazdy, są zawodowcami w przebraniu amatorów.

Można powiedzieć, że australijscy kolarze mają zamiłowanie do długich dystansów. Czy wynika to z faktu, że to kraj, z którego pochodzą stwarza im takie możliwości? To prawdopodobne. Głośna była historia Richiego Porte’a, który zafundował sobie niepowtarzalny prezent urodzinowy i wraz z Cameronem Wurfem pokonał jednego dnia 400 kilometrów. W Australii niewątpliwie jest gdzie jeździć, toteż w trakcie zaplanowanych przez braci 2500 kilometrów zobaczyć można tylko niewielką część najmniejszego z kontynentów. Gus i Lachlan wyprawę planują na 12 dni. Wyruszają z południowo-wschodniego wybrzeża i kierują się do serca kontynentu. Trasa jest uprzednio wyznaczona i podzielona na odcinki, towarzyszy im samochód z przyczepą, aby niczego na trasie nie zabrakło.

Film jest również piękną promocją Australii, która niepostrzeżenie staje się drugoplanowym bohaterem całego filmu. Na pozór nic tu ciekawego – głównie tereny pustynne – ale mają one swój urok, bo mimo że nieco monotonne, to nikomu się tu nie spieszy, a raz czy drugi można spotkać dzikie zwierzęta. Myliłby się kto sądzi, że Australia poprzecinana jest cała asfaltowymi drogami. Mortonowie nieraz jadą ubitymi drogami, co tylko dodaje sensu wyprawie, kolarze szosowi bowiem rzadko zapuszczają się na nieswoje tereny.

Czym obecnie zajmują się Lachlan i Gus? W obecnym sezonie nadal będą jeździć w Jelly Belly, możliwe są też częstsze wyprawy. W ubiegłym roku bowiem, bracia zmobilizowali się po raz kolejny i w większym gronie powtórzyli przygodę, co dokumentuje film „Thereabouts 2”. Razem z Cameronem Wurfem oraz powracającym po kontuzji Taylorem Phinneyem wybrali się drogami i bezdrożami Kolorado i Utah na pięciodniową wyprawę.

Bracia razem ze swoimi znajomymi czerpią radość z podobnych przygód, znane są jednak przypadki zawodników, którzy oprócz przyjemności czerpią również z takich przedsięwzięć pieniądze. Jens Voigt po zakończeniu kariery organizuje swoje Gran Fondo, Andy Schleck swą obecnością uświetnia eskapady dla amatorów, a mało znany były zawodowy kolarz z Portugalii, Joao Correia uczynił z amatorskiego jeżdżenia pełnoprawny biznes. Może to właśnie jest droga, którą bracia Mortonowie chcieliby pójść w przyszłości?