Czy doping zabije kolarstwo?

Doping i kolarstwo są ze sobą nierozerwalnie związane od początku istnienia sportu. Czy po ponad stu latach symbiozy, to właśnie doping będzie przyczyną upadku kolarstwa?

Chris Froome to strasznie miły człowiek. Nie ważne, czy rozmawia z dziennikarzami, czy o autograf proszą go zwyczajni fani, zawsze znajdzie chwilę by porozmawiać, tak jakby nigdy nie wygrał Tour de France, jakby czas wcale nie gonił. Obserwując go z bliska trzeba nieźle wysilić wyobraźnię by uznać go za kolejny czarny charakter. Mimo wszystko, to spokojny i miły Froome stał się twarzą kolejnej dopingowej „afery”.

Pierre Chany, legendarny dziennikarz i historyk kolarstwa, powiedział tuż przed swoją śmiercią w 1996 roku, że doping zabije kolarstwo. Słowa człowieka, który relacjonował niemal 50 edycji Tour de France i tysiącach innych wielkich wyścigów, wydają się zaskakujące, ale czy na pewno?

Eliksir prędkości

Mikstury wspomagające zawodników były obecne w kolarstwie od samych początków. W XIX wieku producenci nie kryli się nawet z reklamowaniem w prasie „l’Elixir de vitesse” lub „Vélo Guignolet”. Zawodnicy biorących udział w sześciodniówkach na torze ochoczo łykali przygotowane przez ich masażystów mikstury. W skład pilnie chronionych receptur wchodziły kokaina, morfina, kofeina, a później amfetamina i strychnina.

Anquetil

fot. Nationaal Archief


Giganci Szos skarlaliby bez niedozwolonego wspomagania. Fausto Coppi otwarcie przyznawał się do zażywania „la bomby”, lecz tylko kiedy było to konieczne – a konieczne było przecież zawsze. Kilka lat później Jacques Anquetil nie tylko przyznał się do sięgania po niedozwolone środki w trakcie swojej kariery, ale pokusił się również o nazwanie imbecylami lub hipokrytami wszystkich, którzy zaprzeczali takim praktykom.

Kolarstwo i opinia publiczna żyły w stanie świadomości i akceptacji dopingu przez niemal całą historię sportu. Utrzymanie takiego stanu rzeczy było korzystne dla wszystkich zaangażowanych w sport. Kolarzom doping pozwalał łatwiej wykonywać pracę, dziennikarzom dostarczał niesamowitych historii, a kibicom pozwalał obserwować nadludzkie wyczyny.

Monsieur Anti-Doping

Pęknięcia na wizerunku kolarstwa zaczęły się pojawiać w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku. To wtedy, zatrudniony przy Tour de France, lekarz Pierre Dumas musiał zmierzyć się z kilkoma oczywistymi przypadkami stosowania niedozwolonych substancji. Na zwołanej w trakcie wyścigu konferencji prasowej poinformował dziennikarzy, że jest gotowy złożyć do sądu oskarżenie o próbę morderstwa!

Tragiczne wydarzenia, jak śmierć młodego duńskiego kolarza, Knuda Enemarka Jensena, podczas Igrzysk Olimpijskich w 1960 roku poruszyły szeroką opinię publiczną. Podczas rozgrywanego w tym samym roku Tour de l’Avenir Dumas znalazł w bagażach Charly’ego Grosskosta i André Bayssière’a pokaźny zapas amfetaminy. Wcześniej dwójka stoczyła przerażającą walkę na zboczach Tourmalet, jadąc zygzakiem i uśmiechając się szaleńczo, jakby uciekając przed śmiercią.

Niektóre kolarskie federacje, jak i sama UCI, starały się wprowadzać przepisy zakazujące używania stymulantów. Była to jednak walka z wiatrakami. Prawdziwą władzę w sporcie mieli zawodnicy i organizatorzy Tour de France, a ci szybko potrafili wskazać Unii miejsce w szeregu. Sytuacja zmieniła się nieco po śmierci Toma Simpsona. Stało się jasne, że utrzymanie dłużej tej wiekowej iluzji stanie się niemożliwe. Wprowadzone kontrole były, najdelikatniej mówiąc, niedoskonałe, za to kolarze szybko osiągnęli poziom mistrzowski w unikaniu złapania. W sporcie nadal panował status quo, najwyraźniej akceptowany przez wszystkich zainteresowanych.

Koszty ekspansji

kontrolaantydopingowa-tdf2015

fot. Jakub Zimoch/Rowery.org

Początki stosowania EPO zbiegły się w czasie z globalizacją kolarstwa. Oprócz historycznie kolarskich nacji jak Francja, Włochy, Hiszpania i kraje Beneluksu, kolarstwo zyskiwało na popularności w zupełnie nowych miejscach, które było kompletnie nie przygotowane na panujące w sporcie zwyczaje. Niesamowite efekty EPO, jak i dramatyczne informacje o jego przedawkowaniu przez sportowców, zbulwersowały zarówno szeroką opinię publiczną, jak i kibiców kolarstwa w nowych krajach.

Wydawało się, że powiew świeżości, który przyniosła do kolarstwa globalizacja doprowadzi do odrodzenia sportu. Nie tylko wprowadzono testy na kolejne zabronione substancje, ale równocześnie inwestowano w opracowanie testów na nowe środki, w tym EPO. Do walki z dopingiem włączyły się również policje z różnych krajów. To ich udział doprowadził do wybuchu największego skandalu w kolarstwie – tzw. Afery Festiny.

Reperkusje zatrzymania, zaopatrzonego niczym apteka, samochodu Festiny miały doprowadzić do krachu kolarstwa. Długo mamiona opinia publiczna była poważnie wstrząśnięta i żądała natychmiastowych działań. Zainteresowanie aferą mediów i przeciętnych ludzi zniknęło tak samo nagle, jak się pojawiło. Badania opinii publicznej przeprowadzone przez wielkie koncerny chcące reklamować się przez kolarstwo pokazały, że… kolejne afery nie zmieniły jego percepcji i nadal cieszyło się ono wielkim zainteresowaniem i przyzwoitą opinią.

Wyrok śmierci

Czy zatem doping naprawdę może oznaczać koniec kolarstwa? Jeśli sportu nie były wstanie zabić nadużywanie strychniny, amfetaminy i EPO, to czemu doping w ogóle miałby być rozpatrywany jako zagrożenie? Pomijając oczywiste kwestie zdrowotne, moralne i etyczne, doping nadal niszczy sport, w sposób zupełnie nieoczywisty.

Wybuchające jedna po drugiej afery i skandale sprowadziły na kolarstwo nimb podejrzliwości. Obojętni niegdyś fani stali się piewcami dopingowych teorii spiskowych. Wciągnięta w dopingowe skandale UCI nie stanowi autorytetu i sama boryka się z zupełnie innymi problemami. Dla wielu dziennikarzy i wydawców temat dopingu stał się synonimem dużego zainteresowania i łatwych historii.

Wielowymiarowe kolarstwo, pełne wspaniałych historii i niebywałych zdarzeń, sprowadzono do jednowymiarowości dopingu. Generacja kolarzy urodzonych w przeddzień Afery Festiny ciągle musi odpowiadać na pytania dotyczące ich kończących kariery kolegów, tak jakby ich historie i przemyślenia na inne tematy nie były warte najmniejszej uwagi.

froome-tdf2015-21

fot. ASO/B.Bade

Tegoroczny Tour de France po raz kolejny znalazł się w cieniu dopingowych oskarżeń, które tylko się zaogniły po zdemolowaniu stawki przez Froome’a na pierwszym pirenejskim etapie. Szybko powróciły porównania drużyny Sky do US Postal, siejącej postrach na początku tego stulecia. Nieprzychylni Brytyjczykom kibice i dziennikarze napędzali spiralę oskarżeń i podejrzeń, zwieńczoną hakerskimi atakami na bazy danych drużyny. Wszystko, gdy w tym samym czasie uwagę i energię można było i należało poświęcić o wiele ciekawszym wydarzeniom.

Od nas kibiców i piszących o kolarstwie zależy, czy przepowiednia Chany’ego spełni się. Obsesyjna i nieuzasadniona podejrzliwość nie przywiodą do kolarstwa tak potrzebnych nowych sponsorów, a wielowątkowa narracja zostanie zmarginalizowana na rzecz monotonnych dopingowych analiz.

Doping pozostał poważnym problemem, co tylko potwierdziły ostatnie afery, które łaskawie oszczędziły kolarstwo. Jednak klucz do rozwiązania tego problemu nie leży w amatorskich analizach kibiców i dziennikarzy, a w systemowych rozwiązaniach wprowadzonych przez wybitnych naukowców i ekspertów. Nam pozostaje mieć baczenie na podejrzane wyczyny, ale przede wszystkim cieszyć się sportem.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: