Różowe historie: bolący tyłek

Jakie wrażenia miał Luigi Ganna po zwycięstwie w pierwszym Giro d'Italia?

W XIX wieku i na początku XX wieku wydawcy gazet robili wszystko, by zachęcić czytelników do zakupu ich tytułów. Jedni organizowali wyprawy dookoła świata, inni skupiali się na mniejszych terytoriach i organizowali zawody kolarskie. Mimo wszystko, dla wielu ze startujących w ówczesnych wyścigach przejechanie dystansu pomiędzy dwoma miastami nierzadko było jak podróż do innego świata. Biorąc pod uwagę mordercze dystanse i warunki, w jakich rozgrywano wtedy wyścigi, pewnie nie było to wcale łatwiejsze, niż prawdziwa wyprawa dookoła świata.

Jak wszyscy dobrze wiemy w 1903 roku, wykorzystując rosnącą popularność kolarstwa, dziennik L'Auto zorganizował pierwszy Tour de France. Czytelnicy, redaktorzy i wydawcy byli zachwyceni pomysłem, a w ślad za tym szło rosnące grono uczestników. Całe 6 lat później narodowy wyścig postanowili zorganizować dumni Włosi. Przezwyciężając początkowe problemy finansowe i ubiegając innych chętnych do organizacji zmagań pierwszy wyścig odbył się w 1909 roku pod egidą La Gazzetta dello Sport.

Przed startem 13 maja 127 zawodników ustawiło się w kolejce do... zdjęcia. W celu uniknięcia pomyłek, eliminacji oszustów i ukrócenia innych niecnych praktyk, każdy kolarz był identyfikowany po swojej aparycji. Pośród ubranego w różnokolorowe bawełniane koszuli peletonu znajdował się Luigi Ganna.

Urodzony w biednej robotniczej rodzinie Ganna, nie miał wielkich perspektyw na przyszłość. Dobrze zbudowany i obdarzony siłą wołu, Luigi już jako młody chłopiec rozpoczął pracę na budowach. Gdy dostał wymarzoną pracę kamieniarza w Mediolanie, codziennie musiał pokonywać rowerem ponad 100 km do i z pracy. Ten sam rower, na którym dojeżdżał do swojej ciężkiej pracy, stał się przepustką do lepszego życia.

Jako 20-latek wystartował w kilku amatorskich wyścigach kolarskich, a zaskakująco dobre wyniki jakie uzyskiwał doprowadziły go do podjęcia trudnej decyzji. Praca kamieniarza, była ciężka i słabo płatna, ale pewna. Kariera zawodowego kolarza, była jeszcze cięższa, równie źle płatna i do tego niepewna. Luigi Ganna postawił wszystko na jedną kartę i ryzykując postanowił odmienić swój los. Debiutując jako zawodowiec w pierwszej edycji Giro di Lombardia zajął wysokie 3. miejsce. Jego postawa była tak dobra, że od Edoardo Bianchiego momentalnie otrzymał kontrakt gwarantujący stałe zarobki. Dalej były już tylko sukcesy: kolejne wygrane we włoskich wyścigach, 5. miejsce w Tour de France, rekord w jeździe godzinnej na czas i wiele innych.

Rok 1909 był szczytem jego kariery. Przystępując do pierwszego Giro d'Italia miał już na koncie wygraną w Mediolan San Remo wcześniej w tym sezonie. Wyścig Dookoła Włoch upłynął na zażartej walce z przyjacielem i byłym kolegą drużynowym Carlo Galettim. Pierwsze Giro rozgrywane było w systemie punktowym, a nie jak ma to obecnie systemie czasowym. Meldując się w czołówce na kilku etapach i wygrywając jeden z nich, Ganna zapewnił sobie tryumf w pierwszym Giro, pomimo że całą trasę przejechał dopiero z 3 czasem.

Na mecie otoczony przez dziennikarzy nalegających na szybką odpowiedź o wrażenia z wyścigu, odpalił: "boli mnie tyłek". W swojej dalszej karierze odniósł jeszcze kilka znaczących wyników, a pieniądze zarobione na zwycięstwie w 1909 przeznaczył na budowę domu i warsztatu rowerowego. Mały przydomowy warsztat po latach przekształcił się w prężnie działającą fabrykę rowerów Ganna. Topos kolarza ścigającego się dla lepszego życia był prawdziwy od samych początków tego sportu.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: