Jeremy Whittle: "potrzebujemy więcej konsekwencji"

Śledzący od lat Tour de France dziennikarz Jeremy Whittle opowiada o wpływie dopingu na popularność i rozwój największej kolarskiej imprezy. 

Nie jest tajemnicą, że historia kolarstwa od samego zarania dziejów tego sportu splamiona jest trudnymi do wybielenia aferami dopingowymi i skandalami, ujawniającymi powszechne stosowanie zabronionych środków. Plamy te widoczne są szczególnie od końca ubiegłego wieku. W obliczu kolejnych konfesji i wychodzących na światło dzienne dowodów, dość powszechna stała się opinia, że dyskwalifikowanie kolarzy z tamtej epoki jest bezsensowne, gdyż trzeba by skreślić wyniki całego peletonu albo powtórzyć wyścig. Dla przykładu, z czołowej dziesiątki Tour de France z 1998 roku tylko dwóch zawodników nie zostało oficjalnie oskarżonych o stosowanie zabronionych środków, ani nie wpadło na żadnym teście. Mowa o Jean-Cyrilu Robinie i Danielle Nardello, którzy ukończyli wyścig odpowiednio na szóstym i ósmym miejscu.

Wiadomo, że nie wszystkie informacje z tego okresu zostały podane do informacji publicznej, a część pozostanie znana jedynie dość wąskiemu gronu, być może na zawsze. W zrozumieniu skomplikowanego światka, gdzie pogoń za zwycięstwem i pieniędzmi okupiona była (a może wciąż jest) ambiwalentnymi wyborami i dylematami moralnymi, łatwo o arbitralne ferowanie sądów. W szumie opinii, szczególnie po aferze wokół odebrania zwycięstw w Tour de France Lance'owi Armstrongowi, warto jednak słuchać ludzi, którzy ze sportem kontakt mają dłuższy i którzy dostęp do peletonu mieli i mają większy niż internetowi komentatorzy.

Taką osobą jest właśnie Jeremy Whittle, w przeszłości pełniący funkcję redaktora naczelnego magazynu "Pro Cycling", a obecnie będący korespondentem brytyjskiego "The Times". Dziennikarz jest obecny na najważniejszych wyścigach w kalendarzu od ponad dwudziestu lat, a dzięki swojemu doświadczeniu został również pisarzem. Jego książki, w tym "Bad Blood" i "Ventoux", przedstawiają nie tylko historie z kolarskiego świata zabrudzonego przez oszustwa, kłamstwa i doping, lecz również pokazują wpływ zabronionych środków na zawodników i ich życie.

Z brytyjskim autorem rozmawiamy o wpływie dopingu na jeden z najbardziej dotkniętych przez afery wyścigów, Tour de France, o rozwoju kolarstwa od czasu rozpoczęcia wojny z zabronionymi środkami i o dwóch przykładach, które budziły kontrowersje w świecie sportu.

Doping, lub obawa przed dopingiem nadal ma wpływ na podejścia do kolarstwa (i do innych sportów). Tak naprawdę nie mam pojęcia czy taka sytuacja to coś pozytywnego czy negatywnego, ale podejrzenia które nastają przy każdym niesamowitym wyniku raczej mówią wszystko, co trzeba wiedzieć. Może to doprowadziło doping bardziej pod ziemię, może to wpłynęło na używanie silniczków, a może kolarstwo jest czystsze. Ale ja nie wiem i nie ufam nikomu, kto twierdzi, że wie. Dlatego nie sądzę, że dziennikarze zawsze znali odpowiedzi na te pytania, ale na pewno ci, którzy „siedzą” w kolarstwie bardzo długo (np. ponad dwadzieścia lat) są bardziej sceptyczni niż ci, którzy są nowi

- powiedział w rozmowie z Rowery.org.

fot. ASO/Pauline BALLET

Gdy kilka tygodni temu po francuskich szosach jechał peleton 104. Tour de France, witały go tłumy sympatyków kolarstwa, którzy przede wszystkim wspierali swoich rodaków. Wydaje się, że dyscyplina wydostała się z dołka, będącego wynikiem afer z lat 90-tych i początku ubiegłego wieku - w tym afery Festiny i Puerto. Wpływ na to mają z jednej strony wyniki trójkolorowych kolarzy, ale również opinia, iż kolarze - przynajmniej na pierwszy rzut oka - są obecnie "czystsi".

Ci Francuzi, których znam, są dość cyniczni, jeżeli chodzi o Tour i wydaje się, że akceptują, iż doping jest częścią kolarstwa. Nie ma już takiego elementu szoku powiązanego ze skandalem dopingowym tak jak, powiedzmy, 20 lat temu. Festina bardzo poirytowała ludzi i przez to przez jakiś czas kolarstwo było mniej popularne, ale teraz przy przypływie francuskich kolarzy – Bardeta, Barguila itd. – interes stopniowo wraca. Obecnie jest to jednak sport dla starszych generacji

- sugerował Whittle.

Zapytany o wzrost popularności wyścigu w ostatnich latach, brytyjski dziennikarz uznał jednak, iż nie jest on tak duży. Nie jest tajemnicą, że Francuzi są bowiem zakochani w swojej narodowej imprezie, z którą się utożsamiają i dlatego też ciężko ich od niej odciągnąć i ją zastąpić. W innych państwach, które dopiero rozpoczęły smakować regularnie powracającego kolarskiego święta, jest on jednak - w jego opinii - wyraźnie większy.

Nie myślę, że [Tour de France] jest wyraźnie bardziej popularny. W Wielkiej Brytanii może trochę bardziej, bo jest ogromny boom, ale to nie będzie trwało zawsze. Może obecnie różnice polegają na tym, że są skandale również w innych sportach, na przykład w lekkiej atletyce czy piłce nożnej i ludzie oczekują, że sport jest skorumpowany, bo rozumieją, że to wielki biznes pod względem zysków i sprzedaży. Ludzie nie są obecnie tak naiwni jak w latach 90.

- podkreślił.

W historii dopingu w kolarstwie kluczową postacią jest Lance Armstrong, który w 2012 roku, w wyniku śledztwa Amerykańskiej Agencji Antydopingowej (USADA), stracił swoje siedem tytułów triumfatora"Wielkiej Pętli", z lat 1999-2005. Amerykanin, który aż do 2013 roku zaprzeczał, jakoby miał stosować środki dopingowe, był wręcz znienawidzony nad Sekwaną. Do sporej antypatii wobec niego przyczyniła się jego arogancja jak i to że szedł w zaparte. Opowiadający w rozmowie z Rowery.org o odczuciach Francuzów wobec "Bossa" Krzysztof Wyrzykowski podkreślił, że miejscowym kibicom wręcz ulżyło, gdy ten stracił swoje tytuły.

Whittle zwrócił uwagę jednak na jeden szczegół - to, iż Armstrong był jednym z trzech zawodników z całej historii imprezy, którego zdyskwalifikowano i odebrano mu największe zwycięstwa. Pozostali dwaj którzy stracili swoje tytuły po pozytywnych wynikach testów antydopingowych to Floyd Landis (2006) i Alberto Contador (2010). Zadziwiające jest jednak to, że inni triumfatorzy Tour de France, którzy przyznali się do korzystania z dopingu, wciąż w książkach widnieją jako zwycięzcy wyścigu. W tym gronie znajdują się Bjarne Riis (1996), Jan Ullrich (1997) oraz Marco Pantani (1998).

W opinii Brytyjczyka, Armstrong wyraźnie wpłynął jednak na opinię o wyścigu.

Ludzie są zdegustowani jego kłamstwami, ale sądzę, że podejścia do niego teraz zmiękły. Nie rozumiem, dlaczego zrobiono z niego takiego wroga: czy to dotyczy stosowania dopingu, czy jego osobowości? Czy to, co zażywał było gorsze niż niż to co zażywali ci, którzy obecnie znów pracują w sporcie? Czy jego kara jest większa, bo źle się zachowywał? Ale inni zrobili to samo i teraz pracują w kolarstwie. Potrzebujemy więcej konsekwencji, jeżeli chodzi o karanie

- podkreślił dziennikarz.

fot. ASO/Alex BROADWAY

Teraz, po tym, jak Chris Froome po raz czwarty wygrał w Tour de France, powracają oskarżenia, jakoby kolarze Team Sky mieliby korzystać z dopingu. Reputacja brytyjskiej ekipy jest obecnie kiepska i pogarsza się wraz z pojawianiem się nowych informacji na temat jej przeszłości. Wiadomość, że Bradley Wiggins miał korzystać z TUE w latach 2011-2013 negatywnie zaskoczyła publikę, a śledztwo Brytyjskiej Agencji Antydopingowej (UKAD) także pogrąża ekipę. Podczas gdy afera doktora Freemana i słynnej już paczki, dostarczonej podczas Criterium du Dauphine w 2011 roku trwa, negatywny wpływ ma również sir Dave Brailsford. Brytyjczyk ignoruje media, obrażając je na każdym kroku i ignorując ich pytania, a ostatnio wyzywając publicznie redaktora portalu "Cyclingnews".

Myślę, że każda ekipa, która dominuje tak jak Sky, musi liczyć się z tym, że inni będą się jej przyglądać, zwłaszcza, jeżeli ustawią się w roli nieskalanych książąt, walczących o odpowiedzialność, przeźroczystość i zero tolerancji dla dopingu. To ciekawe, że obecnie dużo z tego uciekło, więc myślę, że tak, ciągle powinni być analizowani pod względem tego, jak bardzo trzymają się tych wartości. Mają poważne problemy z wizerunkiem w chwili obecnej, a zwycięstwo Froome’a i sposób w jaki traktowali dziennikarzy podczas Touru w 2017, nie poprawia ich sytuacji.

- zakończył Whittle.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

1 Comment

  1. Karol

    27 września 2017, 02:11 o 02:11

    Jestem ciekaw jaki wpływ na rzeczywisty stosunek Francuzów do dopingu ma fakt, że są oni wychowani na komiksach o Asteriksie, w których bohaterowie, mieszkańcy małej francuskiej wioski obleganej przez Rzymian, zażywają magiczny napój, by się bronić przed najeźdźcami i w innych celach.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: