Recenzja: "Ventoux"

Najnowsza książka Jeremy'ego Whittle opowiada dramatyczną historię Ventoux. 

13 lipca minie dokładnie pół wieku odkąd na zboczach "Giganta Prowansji", legendarnej Mont Ventoux, zmarł Tom Simpson. Pierwszy brytyjski lider Tour de France, były mistrz świata, zwycięzca Mediolan-Sanremo i Wyścigu dookoła Flandrii. Przez potomnych zapamiętany jako oszust i pierwsza śmiertelna ofiara dopingu. "Góra Wiatrów" nie pozwala zająć stanowiska pośrodku: coś musi być albo czarne, albo białe. Tak nad brytyjskim kolarzem zapadł werdykt. Organizatorzy Tour de France postanowili w tym roku uniknąć jakichkolwiek konotacji z Simpsonem i swoim wyścigiem. Na trasie zabraknie więc nie tylko Mont Ventoux, ale i jakiegokolwiek upamiętnienia zawodnika Peugeota.

Co nie udało się ASO, naprawić postanowił Jeremy Whittle. Jego najnowsza książka "Ventoux: Sacrifice and Suffering on the Giant of Provence", czyli po polsku "Ventoux: poświęcenie i cierpienie na Gigancie Prowansji" opowiada o legendzie tytułowej góry. Gdy recenzowałem jego poprzednią książkę "Bad Blood", powiedział mi, że dla niego była podróżą, która ciągle trwa. Czytając "Ventoux" ciężko nie odnieść wrażenia, że to jej kolejny etap. Wędrówki przez niebezpieczne labirynty kolarskiej kultury, gdzie wielki bohater może okazać się zaraz jeszcze większym oszustem, a przyjemny mit, jedynie zasłoną dymną.

Whittle opowiada o swojej wieloletniej fascynacji Mont Ventoux, zaszczepionej w młodym Brytyjczyku przez kontrowersję i legendę Toma Simpsona. Opisuje swoje pierwsza wyjazdy do Prowansji i pierwsze podjazdy na "Górę Wiatrów", by szybko przejść do historii góry i kultury regionu. Dowiemy się zatem sporo o jedzeniu i szlachetnych trunkach z tego regionu, a także kulturze i ludziach żyjących w cieniu tego miejsca. Wszystko, co z tym związane wydaje się piękne i proste. Gdy wracamy do kolarstwa, sprawy nieco się komplikują. Kolejne rozdziały poprzedzielane są "retrospekcjami" Simpsona wspinającego się pod Ventoux, tego feralnego i upalnego 13 lipca 1967. Z każdym kilometrem i każdym rozdziałem, wykończony kolarz odchodzi od zmysłów i pogrąża się w mroku coraz bardziej. Tak samo jak z każdym rozdziałem o historii kolarstwa wchodzimy co raz bardziej w świat paranoi.

Po wyczynach Merckxa, czy tytanicznej pracy Erosa Poliego, Lance Armstrong opowiada o swojej walce z Marco Pantanim i problemach jakie zawsze miał na Ventoux, o rywalizacji z innymi Amerykanami, którzy zawsze byli lepsi od niego. Tylko po to, byśmy w następnym rozdziale mogli przeczytać, że "motoman", Philippe Maire, który motocyklem podrzucał Teksańczykowi zabronione środki, był dobrym przyjacielem Christophera Froome'a i Rchiego Porte'a, dopóki Team Sky nie zakazał im kontaktów z Francuzem. Klaustrofobiczna atmosfera opisywana przy historiach z US Postal, zaczyna powtarzać się w przypadku Team Sky - wykluczeni dziennikarze, czarne listy, głuche telefony w środku nocy.

"Ventoux to podjazd jak żaden inny", miał powiedzieć Raphael Geminiani upartemu Ferdy'emy Küblerowi, gdy Szwajcar ochoczo atakował podczas swojego pierwszego podjazdu pod tę górę. Kilka lat później, przyznawał, że tamten szaleńczy atak zniszczył jego karierę. "Gigant Prowansji" widział wielkie sukcesy, jeszcze większe pojedynki, ale również tragedie i śmierć. "Ventoux" Whittle'a to nie do końca książka o samym podjeździe, nie ma tu przecież nawet profili wysokościowych czy tabel ze zwycięzcami na szczycie. Legendarna góra służy tu jedynie by opowiedzieć część historii kolarstwa. I jako przestroga.

Liczba stron: 336
Język: angielski
Wydawca: Simon & Schuster
Rok wydania: 2017
Format: okładka twarda

Książka została przekazana do recenzji przez wydawcę.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

3 Comments

  1. cHarlie

    10 lipca 2017, 23:45 o 23:45

    Co ciekawe Bedoin, chyba najbardziej znane miasto leżące nieopodal Góry Ventoux, wcale nie leży w jej cieniu, gdyż góra rzuca cień w kierunku przeciwnym. Jeszcze mi się przypomina jak polscy komentatorzy kolarstwa na początku wieku w kółko powtarzali, że to jest wygasły wulkan,a to tym czasem, z tego co wiem, poprostu samotna góra, jak u nas Babia Góra. Czy w książce jest coś o pochodzeniu samej góry?

  2. Jakub Zimoch

    11 lipca 2017, 09:25 o 09:25

    Nie ma w książce nic na temat geologii Venotux. Jest za to trochę historii i opisów związanych wpływem na kulturę, np. "Czekając na Godota".

  3. cHarlie

    16 lipca 2017, 00:55 o 00:55

    Jak książka ma 336 stron, to powinny się znaleźć dwie lub trzy o takich rzeczach jak geologia, piętra roślinności (nie wiem czemu zniknął stąd mój post o tym!), temperatury stycznia i lipca, liczba dni z pokrywą śnieżną, maksymalna grubość śniegu (nie wiem czy zauważyliście, ale tam przy drodze są takie biało-czerwone tyczki, które służą chyba odśnieżarkom za wskaźniki, gdzie jest droga jak spadnie śnieg). Wszak nie na każdej górze na świecie jest obserwatorium meteorologiczne.

%d bloggers like this:

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: