Fumiyuki Beppu. O kolarstwie na Dalekim Wschodzie

Fumiyuki Beppu, jeden z niewielu azjatyckich kolarzy z angażem na poziomie WorldTour, opowiada o swoich początkach na rowerze, rozwoju kariery i o możliwej przyszłości kolarstwa w swojej ojczyźnie.

Japonia. Kraj Kwitnącej Wiśni, jedno z najbardziej rozwiniętych państw świata, jeden z kluczowych punktów światowego handlu. Kraj posiadający również bogate tradycje sportowe, w baseballu, rugby, piłce nożnej, nie mówiąc już o autentycznie japońskich sportach, takich jak sumo czy karate. Sukcesy japońskich sportowców przewijały się i przewijają w różnych dyscyplinach – dla przykładu, kontynuujący tradycje kadry Japonii Ryoyu Kobayashi zdominował sezon Pucharu Świata w skokach narciarskich, Kohei Uchimura często uważany jest za najlepszego gimnastyka w historii, zaś Kei Nishikori dwukrotnie grał w finałach US Open.

Kolarstwo szosowe to jednak dyscyplina, o którym na Dalekim Wschodzie rzadko słychać. Krajowy czempionat w Japonii rozgrywany jest dopiero od 1998 roku, w całym XX wieku tylko dwóch Japończyków przystąpiło do Tour de France – Kisso Kawamuro w 1926 i 1927 roku oraz Daisuke Imanaka w 1996 roku. Co więcej, aż do 2015 roku żaden Japończyk nie triumfował w żadnym wyścigu UCI. To wszystko, w 126-milionowym kraju, w którym rower uważany jest za ważny środek lokomocji i rozrywki, a infrastruktury rowerowej na skalę kraju pozazdrościć mogą państwa o wiele większych kolarskich tradycjach.

Ten stan rzeczy zmianom zaczął ulegać w pierwszych dekadach XXI wieku, m.in. za sprawą czterech śmiałków, którzy przewinęli się przez ekipy WorldTour. Drogę na najwyższy poziom europejskiego peletonu pokonali Fumiyuki Beppu (2005-2007 i nadal w WorldTourze od 2010), Yukiya Arashiro (2014 i nadal w WorldTourze od 2016), Takashi Miyazawa (2012–2013) i Nariyuki Masuda (2013).

Obecnie szosowe licencje UCI posiada 78 Japończyków – na poziomie WorldTour występuje dwóch, w drużynach Professional Continental ściga się pięciu, zaś w ekipach Continential – 67. Znaczna część z tych ostatnich występuje w dziewięciu japońskich ekipach kontynentalnych. Do tego dodać należy cztery zawodniczki, które ścigają się w ekipach włoskich, amerykańskich oraz hiszpańskich. Dla porównania, licencje uprawniające do ścigania w zawodach MTB posiada tylko sześciu kolarzy.

Na niwie wyścigów ugruntowane miejsce w kalendarzu ma kilka mniejszych imprez oraz Japan Cup i pokazowe Saitama Criterium. Dwa ostatnie przyciągają na koniec europejskiego sezonu wielu zawodników z najwyższej półki i – przede wszystkim – tłumy kibiców. Poza tym w Japonii w tym roku odbędzie się sześć innych międzynarodowych imprez, w tym wyścig próbny przed Igrzyskami Olimpijskimi w Tokio. Za rok, gdy u podnóża Fuji zawodnicy będą walczyć podczas igrzysk, znów można spodziewać się ogromnego zainteresowania rywalizacją.

O tym rozwoju i drodze do Europy rozmawiamy z Fumiyukim Beppu, 35-letnim kolarzem Trek-Segafredo, urodzonym w oddalonym o 60 kilometrów od centrum Tokio mieście Chigasaki. "Fumy" jako orlik wygrał etapy Giro della Valle d'Aosta, pokazywał się na Ronde de l'Isard, a także zdobywał medale mistrzostw Azji. W zawodowym peletonie zadebiutował w 2005 roku, w barwach Discovery Channel, i przez ostatnie 14 sezonów kilkukrotnie dostał szansę, aby startować w Wielkich Tourach. W 2009 roku, razem z Yukiyą Arashiro, został pierwszym Japończykiem, który ukończył Tour de France. Jest mistrzem Azji z 2008 roku i wielokrotnym mistrzem swojego kraju.

W przeddzień Strade Bianche Beppu znalazł czas, aby opowiedzieć o swojej drodze na najwyższy poziom i podzielić się opinią na temat sytuacji kolarstwa w Japonii.

***

Jak trafiłeś do kolarstwa?

Zacząłem, gdy miałem 9 lat, ścigając się na szosie, na małym rowerze. Najpierw to były wyścigi hobbystyczne, dla dzieci. Cała rodzina razem, jednym samochodem. Braliśmy cztery rowery, mojego brata, mojego ojca, mój... Potem pojechaliśmy gdzieś, 200 czy 300 kilometrów dalej. To był taki kemping dzień przed, który nam się podobał. W sobotę czy niedzielę jechałem w wyścigu dla dzieci. Tak się to wszystko zaczęło.

Jakie były możliwości rozwoju w kraju, gdzie kolarstwo nie jest aż tak wielkim sportem?

Zacząłem na poważnie w 1992 roku, po mistrzostwach świata w 1990 roku, w Utsonomiya. To było ogromne wydarzenie, ale wtedy kolarstwo nie było za bardzo popularne. Kolarstwo górskie zyskało na popularności w Stanach, ale również i w Japonii, chociaż nie jako poważny sport. Ludzie myśleli, że kolarstwo to tylko hobby. Oglądali europejskie kolarstwo tylko przy okazji Tour de France, Giro d'Italia i innych wielkich wyścigów. Szukano filmów, książek i magazynów. To był trochę inny sport i inny świat. Nie myślano, że można wybrać taki sport. W latach 90. było co prawda kilku zawodników którzy trafili do Europy, ale [pójść w ich ślady] było ciężko.

fot. ASO/A.Broadway

Kiedy zdecydowałeś, że to właściwy ruch dla ciebie?

Mój brat pojechał do Włoch i Francji, spędził tam czas po zakończeniu liceum. Pojechał do Włoch, wrócił i tłumaczył mi jak wygląda sport w Europie. Ja wtedy byłem w szkole średniej [w Japonii system szkolnictwa składa się ze szkoły podstawowej (6-12 lat), szkoły średniej (12-15 lat), liceum (15-18 lat) i wyższych studiów – przyp.red.], byłem młody. Tłumaczył mi, że "w kolarstwie są też kategorie juniorskie, U23 i wiele osób już zaczyna karierę". Dawniej myślano, że po zakończeniu studiów można wciągnąć się w kolarstwo i że jeszcze jest wystarczająco dużo czasu na jazdę profesjonalną. Ale on wytłumaczył, że tak nie jest. Zrozumiałem, że muszę się pospieszyć. Że nie ma czasu na pracę nad zawodem. Przyspieszyłem, nauczyłem się angielskiego, francuskiego i włoskiego. Skupiłem się na tym, przeszedłem jak najszybciej przez młodsze kategorie.

Zacząłeś jeżdżąc na szosie i w kolarstwie górskim. Czy taka kombinacja była spowodowana popularnością tego drugiego?

Tak. W zasadzie od 1986 roku to było ogromnie popularne w Japonii.

Kiedy zdecydowałeś, że właściwym krokiem jest przeniesienie się do Francji?

Kolarstwo górskie było fajne. Kocham je. Ale wtedy musiałem pomyśleć o przyszłości i czułem, że nie ma wielkiej przyszłości przy kolarstwie górskim. Za kolarstwem szosowym stoi długa historia, no i jest to fajna praca. Wtedy pomyślałem, że to na tym się skupię, bo to prosty sport, ale prawdziwy i profesjonalny zawód. Skończyłem liceum, pojechałem na południe Francji, do La Pomme Marseille, teraz Delko Marseille, ekipy Professional Continental. To była ekipa francuska, ale również z międzynarodowymi wstawkami. Byli Rosjanie, Litwini, Irlandczyk... było ciekawie. Pomyślałem "czemu nie Japończyk?"

A potem zostałeś profesjonalistą w Discovery Channel.

Tak. To był trudny czas, wszyscy chcieli zostać zawodowymi kolarzami. Rozumiem to, w kategorii młodzieżowej zawsze jest duża konkurencja. Zauważono mnie i dołączyłem do Discovery Channel. Spodziewałem się tego momentu, miałem wyniki, ale nie byłem w dużej ekipie. To fajnie rozpocząć na poziomie Professional Continental. Ale potem zadzwonił Johan Bruyneel mówiąc "masz szansę w naszej ekipie". "Naprawdę?". Strasznie się cieszyłem. Nagle trafiłem do wielkiej ekipy.

W Skil-Shimano, z kolei, uczestniczyłeś w Tour de France (2009), zostając, razem z Yukiyą Arashiro, jednym z dwóch pierwszych Japończyków, którzy ukończyli Tour de France.

Dla mnie to było szybkie doświadczenie, szybki i Wielki Tour. Zawsze uważałem na jedzenie i wypoczynek. Jeden słaby dzień oznaczał koniec. Wtedy pytałem Hiszpanów, co jeść, żeby jak najlepiej się regenerować. Kazali mi uważać na sałatę, że to dobre jedzenie, pełne witamin, ale nie na trzy tygodnie takiego ścigania. Warzywa miały być miękko ugotowane.... te rady pomogły. Było także wiele osób, które przychodziły na wywiady, [trzeba było] dużo mówić dzień przed wyścigiem. Trzeba było uważać, po wyścigu do łóżka, od razu spać. Jeżeli jest 10-20 minut, trzeba odpocząć. Wytłumaczono mi, jak powinien wyglądać prawidłowy wypoczynek. To także mi pomogło.

Myśląc już o kolarstwie ogólnie, jak twoim zdaniem manifestuje się obecnie zainteresowanie kolarstwem w Japonii?

Teraz jest ogromne. Zanim zostałem profesjonalistą, niewiele osób śledziło kolarstwo. Gdy w 2005 roku zostałem zawodowym kolarzem, zaczynała wzrastać kultura kolarstwa. Teraz kolarstwo w Japonii jest popularne, jest w telewizji, jest kanał internetowy pokazujący wszystkie klasyki, Strade Bianche, Wielkie Toury, w tym Tour de France. Jeżeli ktoś chce, może oglądać wszystkie ważne wyścigi. Ponadto mamy ważne wydarzenia jak Japan Cup, Saitama Criterium... ludzie znają i rozumieją kolarstwo. Z Japonii do Europy jest daleko, ale ludzie kochają kolarzy, przychodzą oglądać. Na kryterium dzień przed Japan Cup, w sobotę, przychodzi 70 000 osób. Na sam jednodniowy wyścig przychodzi 90 000. Saitama Criterium to jednodniowe wydarzenie, a tam przychodzi 100 000 osób. To ogromna skala.

Jak się czujesz, gdy masz okazję wystąpić przed tak ogromną publicznością we własnym kraju?

To wspaniałe uczucie. Przez znaczną część czasu jesteśmy w Europie i dostaję wiele wiadomości na Twitterze, mediach społecznościowych, ale nic więcej. Ale gdy jadę do Japonii, jest takie "wow", coś innego. Taka jest moja ojczyzna, tam są wspaniali fani kolarstwa. To coś innego [niż w Europie]. Zaskakuje mnie, gdy wielu kolarzy mówi na przykład, że nigdy nie widzieli takich fanów. Zawodnicy, np. Chris Froome, [Romain] Bardet, [Marcel] Kittel także [Edvald] Boasson Hagen... wszyscy mówili: "chcę wrócić do Japonii, bo fani są mili i sympatyczni, czuć ogromną radość".

Ludzie się tym cieszą. To dobry znak dla przyszłości kolarstwa. Teraz, przed podpisywaniem listy siedzimy w autobusach. Przed nimi ludzie czekają strasznie długo, nawet dwie godziny przed startem, a widzą kolarzy przez minutę [śmiech]. To nie jest zbyt długo. U nas jest inaczej, bo Japan Cup, Saitama, to prawie koniec sezonu, kolarze się relaksują, to też wiele zmienia. To też dobry znak dla kolarstwa ogólnie, bo niektórzy myślą przede wszystkim o starcie i o mecie, kto jest najsilniejszy, ale jednocześnie... robi się z tego bardziej spektakularne wydarzenie dla organizatorów. Myślą o prezentacji, o szacunku dla kolarzy, o pięknej oprawie. To dobre dla sponsorów ekip i wyścigów. Powinniśmy myśleć o kolarzach i kibicach... to ważne.

fot. Jamie Forrest/Trek-Segafredo

Jesteś aktywny na Twitterze, masz bloga – czy tak osobiście chcesz przybliżyć kolarstwo kibicom?

Tak. Używam Facebooka, Instagrama i Twittera. Twitter przede wszystkim jest dla japońskich kibiców, bo w Europie nie za bardzo się z niego korzysta, tylko żeby słać wiadomości. Instagram jest dla Europejczyków, aby stworzyć image przed kibicami. Ale tak, teraz nie jest tak, jak 15 lat temu. Możemy się pokazać, "samodzielnie zarządzać sobą". Ja tłumaczę, że to dla mnie ważne, bo inaczej zamyka to sport, zamyka to drzwi. Bez tego ogląda się tylko telewizor. Większe zaangażowanie i otwartość to dobry punkt wyjścia na przyszłość.

Jaka, według ciebie, może być przyszłość kolarstwa w Japonii, zważywszy na to, iż popularność rośnie?

W 2020 roku mamy igrzyska olimpijskie, ale nie jesteśmy na nie gotowi. Poważnie. Mieliśmy mistrzostwa świata na torze w Polsce. Tam idzie dobrze, był medal [Yudai Nitta zdobył srebro w keirinie – przyp. red.], więc to dobry znak. Nasza kultura daje większy nacisk również na keirin, bo to część historii japońskiego kolarstwa. Na tor wydano bardzo dużo. Ale na szosę – nic. Niente. Zero. To znaczy, że mamy wielu kibiców, ale nie jesteśmy gotowi na właściwe zawody na szosie. Igrzyska olimpijskie były najpierw ekscytującą perspektywą, ale naprawdę, nie jesteśmy gotowi [śmiech]. Wyścigi też są poza Tokio, więc to już nie są Igrzyska Olimpijskie w Tokio.

Jakie są twoje plany, gdy skończysz się ścigać? Czy chciałbyś zostać w kolarstwie, czy wybrać inną drogę w życiu?

W przyszłości, chciałbym użyczyć doświadczenia japońskiemu kolarstwu. Nie jestem przeciwko federacji, ale chciałbym podzielić się doświadczeniem z przyszłymi młodymi kolarzami. Mamy wielu kibiców, ale niewielu zawodników. Kultura kolarska nie jest jeszcze gotowa, bo choć ludzie wiedzą o kolarstwie, niewiele osób je uprawia. Co mamy zatem robić? Trzeba stworzyć tę kulturę. Fajnie patrzeć na Tour de France, na ważne wyścigi, ale teraz ludzie powinni zrozumieć kolarstwo [jako sport, który można uprawiać]. To ważne. Nasz kraj to również kraj samochodów. Toyota, Nissan, Mitsubishi, Honda... mamy wiele aut. Samochód to główny priorytet na drodze. Kolarz – czemu jeździ na drodze? Musimy to, ten jak najlepszy obraz kolarstwa, stworzyć małymi krokami.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: