Katarzyna Niewiadoma: „w końcu mogę ścigać się dla siebie”

Katarzyna Niewiadoma

Po kilku latach spędzonych w kolarskiej elicie, Katarzyna Niewiadoma (Canyon-SRAM) zmieniła swoje sportowe i mentalne nastawienie do wyścigów. Teraz może zdecydowanie przyznać, że ściga się dla siebie, nie dla innych.

Od kiedy pamiętam Kasię Niewiadomą, jeszcze z wyścigów, w których reprezentowała WLKS BBC Czaja Kraków, zawsze była uśmiechniętą zawodniczką. Uśmiech i spore możliwości zdawały się nierozłączne. Wątpliwości co do drzemiącego w niej potencjału nie było już w kategorii juniorskiej, a jej kariera w rankach elity i przygody w zawodowym peletonie pokazywać w Polsce zaczęły mniej znany świat kolarstwa kobiet.

Dziś, możemy obserwować jak rozwija się na międzynarodowej arenie i to nie tylko pod względem sportowym. Z 24-letnią zawodniczką o tych sportowych aspektach rozmawialiśmy już nie raz. Dziś, na początku szóstego sezonu w peletonie, Kasia opowiada o tym, jak przez ostatnie lata zmieniło się jej podejście do ścigania i jak ważne jest nastawienie mentalne.

Za Tobą Strade Bianche, na pięć edycji aż cztery razy stanęłaś na podium, jednak zwycięstwa na Twoim koncie wciąż brakuje. Jakie wrażenia po wyścigu?

Mam bardzo mieszane uczucia co do tego wyścigu. Od zawsze chciałam go wygrać... jakoś co roku nie jestem w stanie tego dokonać. I tutaj pojawia się takie małe poczucie zawodu. Natomiast wiem, że dałam z siebie wszystko i więcej nie mogłam, bo nie miałam. Mam wielką satysfakcję, że wyjechałam się na 100%. Satysfakcja też pochodzi z tego, że w końcu odblokowałam się mentalnie po zeszłym roku i dużo łatwiej jest mi się ścigać. W końcu mogłam po prostu ścigać się dla siebie i czuć, że chcę to robić. Bardzo się z tego cieszę. Mimo tego, że nie wygrałam wyścigu i byłam trzecia, to i tak gdzieś mam taką osobistą satysfakcję. No i oczywiście czuję się mega zmęczona. Myślę, że chyba każda dziewczyna, która przejechała ten wyścig, po prostu umiera i w sumie będziemy jeszcze czuć to w nogach przez kolejny tydzień.

Sezon rozpoczęłaś od Omloop Het Nieuwsblad, ale rok jest długi. Które wyścigi stanowią Twój najważniejszy cel na najbliższe miesiące?

Na pewno klasyki ardeńskie. Chciałabym utrzymać teraz dobrą formę i ścigać się jak najwięcej. Wydaje mi się, że obecnie w kobiecym kolarstwie nie wystarczy być mocnym fizycznie. Musisz być przygotowana na tę walkę mentalnie. Na wyścigu wiele rzeczy się dzieje, od startu tak naprawdę jest bardzo ciężko i cały czas każda walczy o dobrą pozycję, o przeróżne rzeczy. Jeśli masz jakieś lekkie wątpliwości, jeśli nie jesteś w 100% pewna, że jesteś w stanie to przetrwać, to ciężko odnaleźć się w peletonie. Mnóstwo dziewczyn dba teraz o każdy, najmniejszy szczegół. Myślę, że wcześniej dużo łatwiej było się ścigać, teraz jest wiele dobrych zespołów, dobre dziewczyny. Trzeba mieć na pewno też dużo szczęścia, żeby w  dobrym momencie i miejscu się znaleźć, być mądrym i oczywiście silnym.

Teraz przede mną będzie jeszcze Trofeo Alfredo Binda, potem klasyki w Belgii – Gandawa-Wevelgem, Dwars door Vlaanderen i Ronde van Vlaanderen. Potem mam 2 tygodnie dla siebie w Gironie i ardeńskie klasyki. Jak teraz o tym mówię, to masakra, tak szybko to wszystko zleci.

Z jakim nastawieniem podchodzisz w tym roku do ardeńskich klasyków? W poprzednich latach nie do końca szły po Twojej myśli.

Ciężko jest powiedzieć, bo tak naprawdę myślę że w zeszłych latach, na przykład w 2017, byłam bardzo dobrze przygotowana i wiem, że mogłam wygrać wyścig. Natomiast nie miałam może wystarczająco mocnej ekipy, która pomogłaby mi walczyć w końcówce albo po prostu uciec od dziewczyn z Boels Dolmans. Bo tak naprawdę one mnie izolowały i nie byłam w stanie nic zrobić. Myślę, że teraz jest też inna sytuacja. Te mocne zawodniczki są w różnych drużynach, nie jest już tak, że mocne góralki są w Boels Dolmans, bo jest też Trek-Segafredo, Mitchelton-Scott, czy CCC-Liv. Myślę, że będzie łatwiej trochę z nimi grać i oczywiście, myśląc o wygraniu tych klasyków, to naprawdę trzeba być dobrze przygotowanym, bo rywalki są po prostu bezlitosne.

Oglądając wyścigi z twoim udziałem, można było czasem odnieść wrażenie, że za dużo brałaś na siebie. Pilnowałaś każdego ataku, chciałaś dać z siebie jak najwięcej. Czy z twojej strony też to tak wyglądało?

Tak, zdecydowanie, nie jestem cierpliwą zawodniczką. To wiem i naprawdę ciężko nad tym pracuję. Mam taki dziwny instynkt, że gdy cokolwiek się dzieje na wyścigu, to po prostu reaguję, od razu. Bez chwili namysłu, nie zastanawiam się czy to jest słuszny ruch czy nie. Robię to, bo tak czuję. Czasami, bardzo rzadko, doprowadzało mnie to do zwycięstwa wyścigu, a w większości właśnie szastałam energią i przez to ciężej było mi odżyć w końcówce. To jest właśnie jeden z głównych celów na ten sezon. Muszę zbilansować, żeby jakby mądrzej jeździć na wyścigu, nie robić jakiś głupich ataków, czy nie pchać się w każdy odjazd, tylko być bardziej cierpliwą.

Przed mistrzostwami świata w Innsbrucku wspomniałaś, że zmieniłaś trenera na Neala Hendersona. Dalej z nim współpracujesz?

Tak, dalej razem pracujemy. Z Nealem świetnie mi się współpracuje. Jest on osobą, która mnie doskonale rozumie. Zawsze daje mi moją własną przestrzeń. I przez to świetnie mi się z nim współpracuje. Ja też mu ufam. Wiem, że wszystkie treningi jakie mam, do czegoś prowadzą. I widzę tego efekty.

Mówisz o przemianie mentalnej. Pracujesz nad tą sferą?

Generalnie mam teraz swojego terapeutę sportowego, który pomaga mi w takich mentalnych sprawach i widzę dużą różnicę, dużo łatwiej jest się po prostu komuś wygadać i usłyszeć czyjąś opinię. Nawet nie czyjąś, tylko osoby, która wie co się z tobą dzieje. Bardzo jestem szczęśliwa, że rozpoczęłam z nim współpracę.

fot. Alex Whitehead/SWpix.com

Masz za sobą kilka lat ścigania na najwyższym poziomie. Przez ten czas zmieniło się Twoje podejście do rywalizacji? 

To jest dziwne, bo wydaje mi się, że jak byłam młodsza to łatwiej było mi być taką wolną zawodniczką i robić dziwne rzeczy, czuć się po prostu swobodnie. Teraz, przez to, że może wiele razy mówiono mi, że muszę się oszczędzać, ostrożnie jechać, czekać na końcówkę, przez to stałam się bardziej zachowawcza i w sumie nie lubię tego. Źle się z tym czuję, jak mam czekać na pewny moment, bo mnie to stresuje i po prostu niepokoi. Za dużo stresu mam wtedy w sobie.

W ostatnim czasie przyznałaś kilka razy, że nie czujesz presji na wynik. Naprawdę stoisz na starcie i masz "luźną głowę"?

Jeśli chodzi o presję, to uświadomiłam sobie, że wcześniej wydawało mi się, że ścigam się dla wielu ludzi. Chciałam mieć dobry wynik dla rodziny, pokazać, że Polska istnieje, że moja ekipa jest świetna. Teraz bardziej ścigam się dla siebie, sobie chcę coś udowodnić. Nie myślę o innych, tak naprawdę nie przejmuję się czy wygrałam, czy byłam piąta, czy dwudziesta ósma. Budowałam  sobie jakieś dziwne myśli w głowie, że przez to ludzie pomyślą, że już nigdy nie będę dobrą kolarką i tworzyłam sobie jakieś głupie historie w głowie. Odcięłam się od tego teraz i wszystko co robię, to robię dla siebie i dużo łatwiej mi z tym się ściga.

Mimo wielu lat w sporcie, kolarstwo wciąż uczy cię nowych rzeczy. Nie tylko jeśli chodzi o technikę jazdy, rywalizację, ale szczególną rolę odgrywa tutaj też nastawienie psychiczne.

Zdecydowanie. Nie wiem czy to dotyka każdą kobietę w pewnym wieku, że zastanawiamy się co robimy, dlaczego to robimy i czy chcemy to kontynuować. Zeszły sezon był takim czasem dla mnie, w którym miałam dużo wątpliwości i w sumie nie wiedziałam, co ja w życiu robię i czemu to robię. Może wcześniej dużo rzeczy mi łatwiej przychodziło, trenowałam oczywiście ciężko, ale zawsze gdzieś mogłam jakiś trening zrobić. W zeszłym roku było to zdecydowanie ciężej, uświadomiło mi to, że kolarstwo jednak daje mi niesamowitą satysfakcję i szczęście. Chcę po prostu kontynuować to, co robię, bez wątpliwości i chwili zawahań.

Od kiedy pamiętam, zawsze jesteś uśmiechnięta. Czy są momenty, kiedy Kasia Niewiadoma ma dosyć? 

Tak, zdecydowanie. Myślę, że to jest właśnie to, jak widzimy różnych sportowców, którzy się uśmiechają i też przez social media, to wydaje nam się, że te osoby są mega szczęśliwe i nie mają żadnych problemów. Wydaje mi się, że każdy z nas zmaga się z jakimiś niewygodnymi sytuacjami, to jest rzecz normalna. Zeszły rok miałam jakiś dziwny i cieszę się, że udało mi się to zostawić za sobą i wyciągnąć jakieś wnioski. I po prostu nie czuć się tak, jak się czułam rok temu.

Katarzyna Niewiadoma

©Getty Images

Mówisz dużo o zmianie swojego podejścia do trenowania i wyścigów. Ale to chyba nie jedyna zmiana. Twoje podejście generalnie do życia też jest inne?

Wcześniej zawsze wydawało mi się, że kolarstwo to jest największa rzecz na świecie i całe życie muszę podporządkować tylko temu sportowi. Natomiast czułam, że wmawiałam sobie to, nie będąc tak naprawdę szczęśliwa z tym co myślę, co uznaję za słuszne. Są momenty, kiedy wracasz z wyścigu, czy mega ciężkiego treningu, jesteś sama w domu i tak naprawdę nie jesteś w stanie nic zrobić, jesteś okropnie zmęczona, a wtedy łapią cię takie dziwne uczucia, co ty tak naprawdę ze sobą robisz. Nie byłam w stanie poświęcić swojej uwagi nawet Taylorowi, czy rodzinie, bo byłam po prostu zmęczona i leżałam cały dzień na kanapie, nic nie robiłam. Uświadomiłam sobie, że beznadziejne jest to, że jestem mega egoistyczna w takich sytuacjach i nie żyję, tylko po prostu mam jakieś cykle przetrwania i to mi się nie podobało.

Można powiedzieć, że nastąpił pewien przełom w Twoim życiu. Jak jest teraz? Jak odnajdujesz równowagę między sportem, a codziennością?

Odpoczywam więcej. Tego właśnie nauczył mnie Taylor. Wcześniej chciałam cały czas mocno trenować. Na przykład, jak byłam zmęczona lub chora, to i tak zawsze pojechałabym na 4 godziny na rower z jakimiś ćwiczeniami i po prostu się wyżynałam. Mimo tego, że czułam się tylko gorzej i gorzej, to chciałam więcej i więcej. Nauczyłam się teraz, że gdy się źle czuję, to odpoczywam, słucham swojego ciała. Słucham czego tak naprawdę chcę i do niczego się nie zmuszam.

Teraz w kolarstwie kobiecym jest tak, że czasami widzisz dziewczyny, które trenują po 5, 6, 7 godzin i wydaje ci się, że musisz to samo robić, aby być w stanie później z nimi rywalizować. I nawet jak coś dla ciebie nie jest dobre, to i tak my, kobiety, zmuszamy się do dziwnych rzeczy, bo wydaje nam się to słuszne. Może przez to każda z nas się dobija tym wszystkim.

Chyba możemy podsumować, że w walce o zwycięstwo bardzo ważne jest nastawienie psychiczne. Czy według ciebie psychologia w sporcie jest ważna?

Mamy ogromne wsparcie z drużyny, oczywiście rodzina nas wspiera, ale jest dużo momentów, w których po prostu zostajemy sami. Nie dlatego, że nie możemy na kogoś liczyć, tylko po prostu nie chcemy prosić o pomoc, bo wydaje nam się, że tak dużo od innych już bierzemy, czerpiemy. Obecność psychologa... dużo to pomaga na wyładowanie jakiś emocji, nie przekazujesz tej negatywnej energii na swoich bliskich.

Myślę, że tego właśnie zawsze unikałam, bo się bałam, nie chciałam otwarcie rozmawiać o swoich uczuciach, emocjach z bliskimi, bo nie chciałam ich martwić. I wiedziałam, że chcę po prostu się wygadać i to wyrzucić z siebie, ale nie chciałam nikogo niepokoić. I takie trzymanie wszystkiego w sobie na pewno dobrze nie wpływa na osobę.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając błędny fragment tekstu i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

3 Comments

  1. Romek

    5 kwietnia 2019, 11:01 o 11:01

    No cóż, w sumie to logiczne - przestała czuć "presję na wyniki" i wyniki się skończyły... Od roku nic ciekawego nie potrafi pokazać. Kolejna gwiazda z talentem, który gaśnie zanim na dobre się rozpalił. Szkoda.

    • TomAsz

      5 kwietnia 2019, 11:21 o 11:21

      Romuś, pomyśl choć raz, nim coś napiszesz.

  2. kibic

    5 kwietnia 2019, 11:16 o 11:16

    Najpiękniejszy uśmiech w peletonie 🙂

%d bloggers like this:

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: