Volta a Catalunya 2019. Miguel Angel Lopez spokojny, Adam Yates za bratem

Luis Angel Lopez

Batalia między ekipami Astany i Mitchelton-Scott na ostatnim etapie Volta a Catalunya stanowiła barwne zwieńczenie tygodniowej etapówki.

Miguel Angel Lopez z Adamem Yatesem walczył o zwycięstwo w całym wyścigu. Kolumbijczyk obronił wywalczone na czwarty etapie prowadzenie i wygrał o 14 sekund, mimo zorganizowanego wysiłku zespołu Mitchelton-Scott na etapie do Barcelony.

Dynamiczne ściganie na rundach w stolicy Katalonii wieńczyło tydzień rywalizacji, który obaj zawodnicy skończyli z etapowymi sukcesami w palmares. Co więcej, dla Lopeza to druga wygrana w tym sezonie etapówka, dla Yatesa drugie w tym miesiącu drugie miejsce w wyścigu z kalendarza WorldTour. Wyniki te obu liderom dają potwierdzenie dobrej dyspozycji przed kolejnymi celami w przypadku Lopeza przed majowym Giro d'Italia, w przypadku Yatesa na drodze ku lipcowemu Tour de France.

Walka trwała do końca, ale byliśmy na nią przygotowani psychicznie. Kolarze tacy jak Zeits czy Bilbao mają spore możliwości i udało nam się kontrolować przebieg rywalizacji. Jestem bardzo szczęśliwy i podekscytowany tym, drugim już, zwycięstwem

mówił po zakończeniu zmagań 25-letni lider Astany.

Lopez w czołówce zawodników specjalizujących się w wyścigach etapowych znajduje się od dwóch sezonów. Wygrana w Volta a Catalunya to dla jego drugi sukces w wyścigu etapowym rangi WorldTour, po triumfie w Tour de Suisse (2016). Dla zespołu Astana to z kolei 21. zwycięstwo w tym sezonie i ósmy wygrany wyścig etapowy.

Kolarze w turkusowych koszulkach w niedzielę nie pękli pod presją nakładaną na nich przez atakujących braci Simona i Adama Yatesa i umożliwili swojemu liderowi skuteczną pogoń. Ta na lini mety zagwarantowała "Supermanowi" Lopezowi drugie w tym roku, po Colombia 2.1, zwycięstwo w wyścigu etapowym.

Kluczem było zachowanie spokoju. Wiedzieliśmy, że rywale będę chcieli zrobić coś na Montjuic, byliśmy więc gotowi. Nawet kiedy ruszył Yates, zachowaliśmy spokój i odrabialiśmy sekundę po sekundzie. Wyszło świetnie i obroniłem koszulkę. To był bardzo wymagający dzień

podsumował.

Yates i grupa Mitchelton-Scott 143-kilometrowy odcinek potraktowali jako okazję by w wyścigu namieszać i przynajmniej sprawdzić Lopeza wobec 14-sekundowej różnicy w klasyfikacji generalnej. Bracia Yates na 22 kilometry przed metą przypuścili dwójkowy atak, który chwilowo wytrącił Lopezowi i jego kolegom triumf z ręki.

Chcieliśmy pojechać agresywnie, dziś mieliśmy ostatnią szansę by odrobić straty. Każdy zna to okrążenie, to nie jest etap do Paryża. Trudna runda, my próbowaliśmy uczynić ją jeszcze trudniejszą

komentował Brytyjczyk, dla którego było to już czwarty dobry rezultat w wyścigu etapowym w tym sezonie.

26-latek sezon zaczął 8. lokatą w Volta a la Comunitat Valenciana, 5. w Vuelta a Andalucia, a w poprzedzającym katalońskie ściganie Tirreno-Adriatico także zajął drugie miejsce.

Mieliśmy chyba trzy kółka do końca, kiedy Simon zaatakował. To stało się dość szybko, pojechałem za nim. Nie mieliśmy planu, próbowaliśmy coś zmienić, ale trudno odrobić sekundy na takiej rundzie. Próbowaliśmy, chłopaki włożyli w to sporo sił. Teraz patrzymy na kolejne wyścigi.

Dla Yatesa ściganie we wschodniej części Półwyspu Iberyjskiego było jednym z trzech wiosennych sprawdzianów. Anglik z dwoma drugimi miejscami w wyścigach tygodniowych najwyższej rangi do kwietniowego Itzulia Basque Country podejdzie jako jeden z faworytów, a występy te będą przedmiotem analizy w kontekście dalszych przygotowań do lipcowego Tour de France.

Lopez z kolei na drodze do majowego Giro d'Italia zapisał już 23 dni startowe, a w kolejnych tygodniach stanie na starcie Tour of the Alps (22-26 kwietnia) oraz Tour de Romandie (30 kwietnia 5 maja). Triumf w Katalonii to sygnał, że przygotowania Kolumbijczyka są na właściwym torze i że walka o poprawę ubiegłorocznego trzeciego miejsca jest więcej niż tylko celem.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając błędny fragment tekstu i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

5 Comments

  1. Mariusz Szymański (@domelon)

    1 kwietnia 2019, 11:21 o 11:21

    Warto dodać,że bardzo fajnie pojechał Rafał Majka w Katalonii i wygląda to na bardzo dobry prognostyk przed Giro 🙂

    • Karol

      1 kwietnia 2019, 14:35 o 14:35

      U Zgreda od kilku lat są dobre prognostyki, pompowanie balonika przez komentatorów Eurosportu, a później się kończy jak na zeszłorocznym TdF. Niestety Rafał z gościa który walczył o podium w GT i dawał nam nadzieję, że może kiedyś nawet jeden wygra, zjechał mocno i stał się gościem który w GT może powalczyć o górski etap. Niby lepiej wygrac etap niż być 10 w generalce, ale chyba każdy miał większe oczekiwania. A Rafał przecież teraz jest w swoim prime time. Coś ewidentnie poszło nie tak w jego karierze.

  2. kolarstwo profeszionel

    1 kwietnia 2019, 18:18 o 18:18

    Pisałem już o Sir Michale Kwiatkowskim.
    Z Sir Rafałem Majką jest podobnie.
    W tinkoff saxo miał dobrych lekarzy. W bora zjechał totalnie z poziomu TdF.
    Szkoda.

    • Chińczyk

      1 kwietnia 2019, 20:09 o 20:09

      Bora słabo wygląda taktycznie idealny przykład to zeszłoroczna Vuelta. Rafał zamiast walczyć o top 10 to zostawał i czekał na Buchmana. Efekt tego był taki, że Majka i Buchman skończyli na początku drugiej dziesiątki. Ja zwykły widz widziałem, że Zgred może jechać razem z liderami a sztab specjalistów w Bora-Hansgrohe nie.

    • Krzysztof Rychlicki

      2 kwietnia 2019, 18:07 o 18:07

      W Borze ma dobrych kucharzy ^^

%d bloggers like this:

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: