Vuelta a Espana 2018. Simon Yates z głową na karku

Simon Yates

Dobre przygotowanie, chłodna kalkulacja i ofensywna jazda w obronie prowadzenia. Simon Yates wygrał pierwszy Grand Tour w historii ekipy Mitchelton-Scott i jest pierwszym kolarzem urodzonym w ostatniej dekadzie XX wieku, który okazał się najlepszy w trzytygodniowym wyścigu.

Dotychczas w historii tylko dwukrotnie zdarzyło się by kolarze z jednego kraju wygrali wszystkie trzy Grand Toury w jednym sezonie. W 1964 roku Francuz Jacques Anquetil wygrał Giro d'Italia i Tour de France, a jego rodak Raymond Poulidor Vuelta a Espana. W 2008 roku Hiszpan Alberto Contador triumfował w Giro i Vuelcie, a Tour wygrał jego rodak Carlos Sastre.

Rok 2018 wygląda na rok brytyjski. Po triumfie Chrisa Froome'a i Gerainta Thomasa w Giro d'Italia i Tour de France, dziś w Madrycie Anglik Simon Yates wygra hiszpańską Vueltę.

Yates, który w maju poległ na trasie Giro d'Italia, do Hiszpanii przyjechał by z drugim szczytem formy trafić na najbardziej odpowiadające mu górskie etapy w drugim i trzecim tygodniu zmagań. Z ofensywnego stylu jazdy nie zrezygnował, ale o wiele więcej uwagi przywiązywał do kontrolowania sytuacji i wygrywania rywali przeciwko sobie w zmieniających się na trasie układach.

Jechałem spokojnie, kontrolowałem swój wysiłek, wyciągnąłem lekcje z Giro. Świetny dzień, czuję ulgę, ale to był pierwszy dzień, w którym się bardzo stresowałem. Wiedzieliśmy, że to będzie wariacki etap. Nie wiesz nic, nie masz pojęcia jak zachowa się twój organizm, nie wiadomo co się wydarzy

 - mówił po zakończeniu ścigania w Andorze przed kamerami brytyjskiej "ITV".

Jestem bardzo dumny. To pierwszy Grand Tour wygrany w historii ekipy.

W zamieszaniu na pirenejskich wspinaczkach, których na trasie krótkiego 20. odcinka wyrastało pięć, Yates wspomagany był początkowo przez cały zespół. Na trzecim podjeździe został już tylko z bratem Adamem i musiał ponownie wziąć sprawy w swoje ręce. Bliźniacy nie stracili głowy, a w obliczu ataku Nairo Quintany i Miguela Angela Lopeza na zjeździe w kierunku przedostatniego podjazdu, Col de la Comella, Simon szybko ocenił sytuację.

26-latek, w perspektywie mając samotną pogoń za rywalami na dojeździe do finałowej wspinaczki, zdecydował się na atak na 17 kilometrów przed metą. Mając na kole Enrica Masa dołączył do atakujących na podjeździe, wraz z nimi pokonał zjazd i płaski fragment w dolinie, a na Coll de la Gallina kontrolował przebieg wydarzeń.

Adam pracował przez ponad 20 kilometrów, nie miał już sił, więc przeskoczyłem. Nie chciałem utknąć za nimi [Lopezem i Quintaną - przyp. red.] w dolinie - oni pracowali, bo mieli coś do ugrania. To byłoby dla mnie niekorzystne. Lopez miał interes w tym odjeździe, więc wykalkulowałem, że może ze mną popracuje. Czasem atak jest dobrą taktyką obronną. Na ostatnim podjeździe jechałem już swoim tempem, dałem z siebie wszystko i szczęśliwie to wystarczyło

 - tłumaczył.

Dla Yatesa świętowanie sukcesu w Madrycie to jednak nie ostatni punkt sezonu. Anglik za dwa tygodnie stanie na starcie mistrzostw świata i na trasie w austriackim Innsbrucku. Czy górska trasa to szansa na medal dla Wielkiej Brytanii?

Jeśli się zregeneruję, chciałbym spróbować. Miałem to w głowie przed startem Vuelty, ale mamy w składzie także Adama, który tutaj się rozkręcał

 - odparł.

Triumf Simona Yatesa w Vuelta a Espana po wygranych Chrisa Froome'a w Giro d'Italia i Gerainta Thomasa w Tour de France to kolejny pokaz siły brytyjskiego kolarstwa, tym bardziej, że Thomas i Yates są produktami systemu zaprojektowanego przez British Cycling na bazie torowych sukcesów na przełomie XX i XXI wieku.

Dominacja to jednak także odpowiedzialność. Brytyjczycy, urodzeni w Albionie i poza nim, ze względu na język, którym mówią i zmieniająca się prezentację sportu, który stał się anglojęzyczny, częściej muszą odpowiadać na pytania o etykę przyświecającą im na drodze do sukcesu. Froome przepytywany i prześwietlany jest od lat, coraz natarczywiej w miarę kolejnych wygranych, Thomas póki co nie był uwikłany w żadne kontrowersje dotyczące złamania przepisów antydopingowych.

Yates natomiast, choć najmłodszy z tego grona, na koncie ma czteromiesięczne zawieszenie za pozytywny test na lek na astmę - terbutalinę. Brytyjczyk podczas Paryż-Nicea w 2016 roku lek stosował by leczyć objawy astmy, jego przyjęcie zgłosił przy kontroli antydopingowej, acz, według relacji zespołu, który wziął na siebie odpowiedzialność za całą sytuację, lekarz podający środek zapomniał wystąpić o wyłączenie dla celów terapeutycznych (TUE). Brak autoryzacji nie został zakwalifikowany jako celowe złamanie przepisów antydopingowych i Yates od ścigania odpoczął tylko cztery miesiące.

Yates, jako przedstawiciel młodej generacji kolarzy walczących o podia największych wyścigów świata, w kolejnych sezonach będzie zaliczany do grona faworytów każdej z trzytygodniowych imprez, w jakich wystartuje. Sytuacja z 2016 roku w kontekście sukcesów Brytyjczyka póki co nie powraca w mediach, acz kolarz Mitchelton-Scott, w miarę kolejnych sukcesów, będzie jak najbardziej słusznie pytany o podejście do przepisów antydopingowych i wytycznych etyki pracy, którymi się kieruje.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

1 Comment

  1. Karol

    16 września 2018, 13:10 o 13:10

    Dajcie spokój z tym dopingiem. W zawodym sporcie, w każdej dyscyplinie, doping był, jest i będzie. Jeśli ktoś uważa inaczej to znaczy, że jest naiwny. Nie da się być zawodowym sportowcem bez wspomagania. Skoro nawet amatorzy biorą aż im się uszami kurzy to tym bardziej zawodowcy. Śmieszne są zarzuty o doping wobec jednych zawodników, przy jednoczesnym przekonaniu że inni są czyści. Doping jest po prostu elementem zawodowego sportu.

%d bloggers like this:

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: