Wyścig Pokoju 1986 - w cieniu Czarnobyla

Gdy cały świat z przerażeniem nasłuchiwał skąpych wieści napływających z Czarnobyla, mniej niż 100 kilometrów na południe od miasta rozpoczynał się 39. Wyścig Pokoju.

W nocy z 25 na 26 kwietnia 1986 roku, w północno-wschodniej Ukraińskiej Socjalistycznej Republice Radzieckiej słychać dwa wybuchy. Kilka minut później do elektrowni atomowej w Czarnobylu wyrusza straż pożarna i inne służby ratownicze. Podczas nieudanego testu eksplodował jeden z reaktorów, co, oprócz pożaru, spowodowało  uwolnienie cząsteczek radioaktywnych. W wyniku incydentu zginęło 31 osób, a 125 do 146 tysięcy kilometrów kwadratowych terenu zostało skażone.

W tym samym czasie miejscowe władze przygotowywały się do rozpoczęcia 39. Wyścigu Pokoju. Po sukcesie startu w Moskwie w 1985 roku, honor zorganizowania pierwszych etapów spadł na drugie miasto w Związku Radzieckim, Kijów. Zdecydowano, że pomimo katastrofy impreza się rozpocznie, a jej propagandowym celem będzie pokazanie światu, że „nic poważnego się nie stało”. Ba, gdyby nie źródła zza bloku wschodniego, świat nie dowiedziałby się o wydarzeniach w Czarnobylu. Gazety Rude Pravo, Neues Deutschland, Trybuna Ludu i Правда, wydawane odpowiednio w Czechosłowacji, Niemczech Wschodnich, Polsce i ZSRR nie poświęciły ani jednego artykułu o tej jak się później okazało tragedii. Informacje o wzroście poziomu promieniowania nadeszły dopiero po kilku dniach ze Szwecji, gdy wiatr skierował radioaktywny obłok za żelazny mur.

Kraje, w których panował ustrój socjalistyczny stały twardo na stanowisku by wysłać na wyścig swoich najlepszych zawodników. NRD oddelegowała samą śmietankę kolarzy, Kraj Rad również posiadał bardzo silny skład. Jeden z bratnich krajów zaczął się wahać. Pod koniec kwietnia reprezentacja Polski przebywała na Dolnym Śląsku, wypoczywając po trudach wyścigu Szlakiem Grodów Piastowskich, który zakończył się sukcesem Zdzisława Wrony. Gdy tylko nadpłynęły informacje na temat wybuchu i promieniowania, zaczęły się pytania o bezpieczeństwo kolarzy. Ryszard Szurkowski, czterokrotny zwycięzca Wyścigu Pokoju, miał powiedzieć „nie jedziemy”.

Słuchaliśmy radia Wolna Europa, więc natychmiast wiedzieliśmy co się stało. Byliśmy na zgrupowaniu niedaleko Wrocławia, mieszkaliśmy w hotelu z Amerykanami. Oni też mieli pojechać na wyścig, ale gdy pojawiły się wiadomości natychmiast się spakowali i uciekli. Z tego co pamiętam, chyba zostawili dużo swoich rzeczy. Powiedzieli nam, że zawalił się tylko dach i robili wszystko, by przekonać i upewnić nas, że będzie bezpiecznie

- powiedział jeden z polskich „Orłów”, Sławomir Krawczyk.

Gdy tylko władze dowiedziały się, że Polacy nie chcą jechać, do ich hotelu zaczęli przyjeżdżał posłańcy najwyższych władz partyjnych, chcąc ich nakłonić do startu. Kadra początkwo była nieugięta, twierdząc, że pojadą tylko, gdy cztery kijowskie etapy zostaną skreślone, a start przesunięty do Warszawy. Taka opcja była jednak wykluczona. W końcu negocjacje zakończyły się sukcesem władz.

Szurkowski był wówczas posłem. Najpierw był po naszej stronie, ale potem zmienił zdanie, bo sam znajdował się pod presją. Ciężko powiedzieć, że zmuszono nas do wyjazdu. To był w pewnym sensie… zbiorowy nacisk

- dodał Krawczyk.

Ostatecznie do Kijowa pojechało sześciu Polaków (Zdzisław Wrona, Sławomir Krawczyk, Zenon Jaskuła, Marek Szerszyński, Leszek Stępniewski i Paweł Bartkowiak), zaopatrzonych w własny prowiant i liczniki Geigera. Ekipy otrzymały pełen zapas wody Borjomi, a dzięki kierunkowi wiatru radioaktywna chmura nie zbliżała się do Kijowa.

39. Wyścig Pokoju rozpoczął się 6 maja. Pierwszym etapem była 6,6 kilometrowa czasówka, ze startem i metą na placu Rewolucji Październikowej, obecnie znanym jako plac Niepodległości w Kijowie. Do boju ruszyło ledwie 64 zawodników, co było znaczącym spadkiem w porównaniu do poprzedniego roku, gdy było ich 129. Najlepszy wynik zanotował 21-letni Niemiec, Uwe Ampler. Było to największe osiągnięcie w jego dotychczasowej karierze. Podopieczni Szurkowskiego, zrezygnowani i świadomi zagrożenia nie pojechali najlepiej. Zenon Jaskuła stracił 10 sekund, a zapytany o „słaby” rezultat powiedział, że nie chciał oddychać skażonym powietrzem.

W Kijowie widać było ludzi, ale było dziwnie. Powiedziano nam, że kto mógł uciekł, głównie matki z dziećmi. Gdy tam byłem spotkałem polskiego pracownika kontraktowego, który powiedział że skonfiskowano mu paszport, więc musiał zostać. Przy drodze nie było aż tyle osób, ale ciężko powiedzieć, że było to w wyniku katastrofy

- twierdził Krawczyk.

Drugi etap prowadził po ulicach miasta, a jego niespodziewanym triumfatorem został Jozef Regec, który uciekł na samym początku i przeciął kreskę z dwuminutową przewagą nad peletonem. Trzeciego dnia w drużynowej jeździe na czas zwyciężyli kolarze Związku Radzieckiego, zaś na czwartym odcinku klasę pokazał sprinter z NRD, Olaf Ludwig.

Wieczorem wyścig opuścił ZSRR, kierując się nad Wisłę. Tu walczyć mieli „biało-czerwoni”, lecz zarówno na kryterium w Warszawie, jak i na etapie prowadzącym do Poznania pierwsze miejsce zajął Ludwig. Kolejny etap padł łupem Bułgara Petara Petrowa, który zaatakował 10 kilometrów przed metą i zafiniszował cztery sekundy przed peletonem. W Szczecinie na Wałach Chrobrego triumfował Zdzisław Wrona, wyprzedzając Ludwiga.

Ósmego dnia peleton wjechał do NRD, a tam zarówno w Berlinie, jak i w Halle/Salle klasę pokazywał Ludwig. Dziesiąty etap był jazdą indywidualną na czas, zdominowaną przez Sowietów. Najlepszy wynik zanotował Vasily Zhdanov, zaś pozostali jego rodacy ukończyli w czołowej „dziesiątce”. Piąty był Jaskuła, wyraźnie poprawiając swoją lokatę z Kijowa. Ludwig miał dopiero 11. rezultat, lecz w wyniku jeszcze słabszego występu Rezgeca (który wciąż jechał na żółto, dzięki przewadze zyskanej drugiego dnia) wyprzedził go i przejął trykot lidera, w którym przystąpił do etapu prowadzącego do Karl-Marx-Stadt (obecnie Chemnitz). Po podziale peletonu na miejskich rundach 26-latek zafiniszował jako pierwszy, lecz został zdyskwalifikowany za nieregulaminowy sprint. W takim układzie etap wygrał Leszek Stępniewski, przed Wroną.

Ostatnie cztery etapy odbyły się w Czechosłowacji, zaczynając od rywalizacji do Karlowych Warów, która padła łupem Czechosłowka Antona Novosada. W Pilznie znów triumfował Ludwig, a w Mlada Boleslav jako pierwszy linię mety pokonał Ivan Romanov. Finałowy etap, prowadzący po ulicach Pragi, znów zakończył się pierwszym miejscem dla Niemca, który, w ostatecznym rozrachunku, zwyciężył w całym wyścigu. Po jakimś czasie okazało się, że i on nie był zbyt chętny wystartować, lecz został do tego zmuszony – władze NRD miały „zakończyć jego karierę”, gdyby nie pojechał do Kijowa.

Każdy się bał o efekty zdrowotne, jedni trochę bardziej, inni mniej. Obiecano nam, że zostaniemy przebadani po wyścigu, ale do tego nie doszło. Po prostu pojechaliśmy do domu, ale pamiętam, że mój brat pomógł mi załatwić podwójną dawkę płynu lugola, aby zablokować wchłanianie promieniowania. Wypiłem całość od razu. Tak, baliśmy się

- opowiedział Krawczyk.

W czołowej dziesiątce uplasowała się cała  sześcioosobowa reprezentacja ZSRR, dwóch Niemców oraz dwóch Czechosłowaków. Marek Szerszyński był najwyżej z "biało-czerwonych", zajmując 14. miejsce. Ludwig wygrał Wyścig Pokoju po raz drugi w swojej karierze, po sukcesie z 1982 roku. Poza sześcioma zwycięstwami etapowymi zgarnął również nagrody w trzech klasyfikacjach – punktowej, najaktywniejszego i kombinowanej.

39. Wyścig Pokoju był rywalizacją, która miała pokazać światu, że „w Czarnobylu nic się nie stało”. Wiele osób twierdziło, że impreza powinna zostać odwołana, ale ostatecznie odbyła się pod naciskiem władz. Do dziś nie wiadomo, co by było, gdyby nie postąpiono tak, jak kazały.

If you have found a spelling error, please, notify us by selecting that text and pressing Ctrl+Enter.

3 Comments

  1. Bo

    9 grudnia 2017, 13:20 o 13:20

    Ku*wa co za pojebany system żeby zabierac komuś paszport żeby musiał oddychać radioaktywnym powietrzem :O

  2. Jan Cecylia

    9 grudnia 2017, 14:46 o 14:46

    Pamiętam te wydarzenia do chodziłem wtedy do 6 klasy szkoły podstawowej... 1 Maja 1986 roku w Legnicy był pochód pierwszomajowy dla uczniów szkół obowiązkowy, w raz z kolegą nie poszliśmy na niego ( tylko na kiermasze z komiksami-Tytus,Romek i Atomek, Kajko i Kokosz, bo tylko w tedy była nadzieja aby kupić takie komiksy...) . Przyłapała nas wychowawczyni w parku na kiermaszach i wytargała nas za włosy ( dziś za takie coś w stosunku do uczniów, nauczyciel został by skazany na karę śmierci 10 -krotnie). A później w następnym dniu po pochodzie pierwszomajowym ze wszystkimi uczniami którzy nie poszli na pochód pierwszomajowy wychowawczyni zrobiła jak to nazywała "ROZPRAWĘ"... Dziś ta pani wychowawczyni -komunistka jest vicedyrektorem w Katolickiej Szkole Podstawowej im św. Rodziny ... Czysta parodia... Na kiermaszach dowiedzieliśmy się ,że mamy przyjść do szkoły ok 16 z garnuszkami, ale po co tego nikt nie wiedział... Okazało się że w gabinecie higienistki mieliśmy piś słynny płyn Lugola czyli jodyna do odkażania ran zmieszana w wodą... Smak okropny , może 1 procent płynu przełknąłem a 99 procent wyplułem. Najgorsze ,że nikt ze szkoły nie powiedział po co to pijemy i dlaczego to pijemy... Ot cały cyrk który miał miejsce za czasów liberała Michaiła Gorbaczowa...

  3. bezaq

    9 grudnia 2017, 22:55 o 22:55

    Nie "Vasily Zhdanov", tylko Wasilij Żdanow. Tak pisze się poprawnie rosyjskie nazwiska w polskiej transkrypcji.

Spelling error report

The following text will be sent to our editors: