Anna Plichta: "dyrektor powtarza, że wszystko przede mną"

Anna Plichta

Anna Plichta (WM3 Pro Cycling) po trudnym początku sezonu na właściwe tory wraca przez wyścig OVO Women's Tour.

Wychowanka klubu Sokół Kęty w ubiegły weekend zakończyła pięciodniowe zmagania na Wyspach Brytyjskich, na trasie OVO Energy Women's Tour pracując na liderkę zespołu - Katarzynę Niewiadomą - i pomagając jej w odniesieniu końcowego sukcesu.

Pięciodniowe zmagania na brytyjskich szosach dla młodego zespołu WM3 Pro Cycling były wymagającym testem. Wygrany przez liderkę ekipy wyścig już od samego początku wymagał przejęcia inicjatywy i kontrolowania zmagań. Plichta, dla której był to drugi w karierze występ w Women's Tour, nie ukrywała, że taki układ wymagał znacznie większego nakładu sił.

Jest znacznie trudniej. Raz, że organizatorzy wydłużyli dystanse, a profile są znacznie bardziej wymagające. Dwa, miałyśmy w drużynie koszulkę liderki od pierwszego etapu. To jest podwójne obciążenie, bo cały drugi i trzeci etap musiałyśmy walczyć z przodu, było dużo ataków. Każda ekipa próbowała jakoś tę przewagę Kasi zniwelować. Musiałyśmy pilnować żeby to nam nie uciekło

- tłumaczyła w rozmowie z rowery.org podczas ostatniego dnia zmagań.

Pogoda nie rozpieszczała, trochę deszczu, jak to w Wielkiej Brytanii. Trudniejszy wyścig niż przed rokiem. Strata Marianki [Marianne Vos] była dla nas problemem. Nie wiedziałyśmy jak sobie bez niej poradzimy, bo na tych dwóch etapach bardzo dużo pomogła i włożyła cale serce w to, żeby pomóc drużynie utrzymać koszulkę liderki. Była mocna, liczyliśmy, że będzie jeszcze w stanie wygrać etap, ale niestety kraksa pokrzyżowała te plany

- dodała.

Peleton kobiet na drogach Anglii pokonywał dłuższe niż zwykle dystanse - po zmianie przepisów Międzynarodowej Unii Kolarskiej (UCI) średnia etapów składających się na kilkudniową imprezę nie może przekroczyć 140 kilometrów. To pozwala organizatorom na poprowadzenie nawet 150-kilometrowych odcinków - dłuższych o niemal 20 kilometrów niż najdłuższe dotychczas etapy.

W peletonie kobiet jesteśmy przyzwyczajone, że cały czas się coś dzieje. Nawet wczoraj [na czwartym etapie] nie miało to żadnego znaczenia, że to już czwarty etap, że każdy jest już zmęczony - po prostu od startu ekipy wyszły na czoło, chciały rozerwać grupę. Długość etapu nie robi takiej różnicy

- wyjaśniała Plichta.

25-latka wraz z Marianne Vos, Lauren Kitchen, Jeanne Korevaar oraz Anouską Koster pracowała na rzecz Niewiadomej. Kontuzja Vos na trzecim etapie i jej brak na czwartym odcinku wpędził zespół w kłopoty - w obliczu zmasowanych ataków ze strony rywalek, zawodniczki WM3 Pro Cycling nie były w stanie wspierać Niewiadomej w grupce faworytek.

Trudniej jest jak się kumuluje, szczególnie dla zespołu liderki. Problem jest taki, że mamy małe ekipy - na takim wyścigu jest nas tylko sześć, mamy liderkę, więc pięć może pracować. Do tego odpadła Marianne i zostałyśmy we cztery. To jest wymagający dystans. Po tak trudnym początku każdy jest już ugotowany, nie możesz przez cały tydzień harować, a potem jeszcze pójść w odjazd i cały dzień utrzymywać mocne tempo. To jest praktycznie niemożliwe.

Objęcie prowadzenia przez Niewiadomą już na pierwszym etapie zaskoczyło cały peleton, w tym Plichtę i jej drużynowe koleżanki, które w przedstartowych założeniach stawiały na Vos.

To w ogóle nie było planowane, nasz dyrektor powiedział, że było to głupie (śmiech). Trochę tak, ale Kasia sama powiedziała, że przyjechała tu pomóc Marianne, a to jak się potoczyło... myślę, że żadna ekipa nie spodziewała się czegoś takiego, takiego solowego ataku. I my się tego też nie spodziewałyśmy, sama Kasia się tego do końca nie spodziewała. To było bardzo spontaniczne. Ale jak widać czasem takie rzeczy się udają, trzeba próbować.

Wychowanka Sokoła Kęty dopiero od początku tego roku ściga się w holenderskiej ekipie. W dotychczasowych startach nie udało jej się nawiązać do występów z ubiegłego roku, a problemy zdrowotne i kraksy uniemożliwiły jej ukończenie kilku wyścigów.

Rozczarował mnie mój początek sezonu. Nie czułam się na tyle mocna na ile chciałam, nie byłam w stanie dziewczynom pomóc. Po drodze przydarzyła mi się choroba, wróciłam, znowu kraksa i potrzebowałam kolejnej przerwy. Początek był ciężki, ale od maja czuję się lepiej. Dyrektor powtarza mi, że wszystko przede mną. Mamy sporo wyścigów, będzie Giro, tam będzie sporo pracy do zrobienia

- powiedziała.

Wicemistrzyni Polski w wyścigu ze startu wspólnego w tym roku w lecie powalczy najpierw w krajowym czempionacie, a w lipcu wraz z Katarzyną Niewiadomą pojawi się na Giro Rosa.

Jestem ogólnie bardzo zadowolona z tego jak wygląda nasza współpraca w ekipie. Organizacyjnie wszystko jest na najwyższym poziomie, nie mogę na nic narzekać. Jest trudno, bo jestem tutaj z najlepszymi zawodniczkami na świecie, więc trzeba się liczyć z tym, że trzeba dać z siebie wszystko, żeby pomagać na wyścigu. Ja bardzo się z tego cieszę, że mam taka możliwość. Bardzo wiele się mogę nauczyć

- podsumowała.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając błędny fragment tekstu i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

2 Comments

  1. Michał Golus

    17 czerwca 2017, 09:00 o 09:00

  2. Konrad Kaźmierski

    17 czerwca 2017, 09:11 o 09:11

    ANCURRO zawsze masz u nas wsparcie! Pięknie walczyłyście o koszulkę liderki dla Kasi! Pełen podziw dla was 🙂

%d bloggers like this:

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: