Jan Hirt: "to było ważne dla mojej głowy"

Jan Hirt

Jan Hirt opowiada o swoim występie w Giro d'Italia.

Pochodzący z Třebíč kolarz CCC Sprandi Polkowice ukończył setną edycję Giro d'Italia na świetnym 12. miejscu w klasyfikacji generalnej. Czech wyrównał tym samym "drużynowy" rekord pomarańczowych, który kilkanaście lat wcześniej ustanowił Dariusz Baranowski.

Hirt po krótkim odpoczynku ściga się właśnie po szosach malowniczej Konfederacji Szwajcarskiej. Na pytanie o samopoczucie po Wyścigu dookoła Włoch odpowiada krótko:

Jeszcze nie wiem, zobaczymy. Nie mam pojęcia, czy udało mi się dobrze zregenerować. Jadę tutaj bez żadnej presji, jeśli będę czuł się źle, to nic się nie stanie, jeśli zupełnie przeciwnie, to wtedy czegoś spróbuję.

26-latek po świetnym występie w Chorwacji miał prawo spodziewać się bardzo dobrej formy we Włoszech. Po słabszej jeździe na pierwszych etapach rozgrywanych na włoskich wyspach, Czech zaskoczył wszystkich przede wszystkim w ostatnim tygodniu rywalizacji. To właśnie na rozgrywanych w wysokich górach etapach kolarz CCC był w stanie każdego dnia utrzymywać się z najważniejszymi zawodnikami, walczącymi o zwycięstwo w całym wyścigu. Sam skromnie przyznaje, że to jak pojechał w wyścigu było dla niego samego sporym zaskoczeniem:

Byłem całkowicie zaskoczony, że przez ostatni tydzień byłem w stanie utrzymać się z najlepszymi zawodnikami, ale dało mi to też wiele motywacji. Teraz wierzę w siebie bardziej, to było też bardzo dobre dla mojej głowy i także na przyszłość.

Przejechane Giro było dla blondyna z CCC okazją do zebrania cennych doświadczeń. Szczególnie wiele nauczył się na pierwszych, nerwowych etapach, które prowadziły po drogach Sardynii i Sycylii:

Oczywiście, popełniłem wiele błędów, w wielu miejscach mogłem pojechać lepiej. Straciłem sporo czasu na Etnie i na etapie z bocznym wiatrem, więc na samym początku miałem już stratę w "generalce". Z pewnością mogłem to pojechać lepiej, ale z drugiej strony ostatni tydzień był bardzo dobry, więc ogólnie jestem zadowolony z całego wyścigu i mojej formy.

Świetna jazda Hirta w ostatnim tygodniu Giro d'Italia oraz kończący się kontrakt z polską drużyną CCC sprawił, że Czech znalazł się bohaterem wielu transferowych plotek. Mimo, że według przepisów Międzynarodowej Unii Kolarskiej o kontraktach na przyszły sezon można głośno rozmawiać dopiero od sierpnia, to Hirt jest już łączony z kilkoma drużynami z licencją WorldTour. Dla samego zainteresowanego, to również czas, by odpowiedzieć na pytanie, czy wolałby być liderem czy pomocnikiem:

Nie wiem, zobaczymy. Myślę, że mógłbym być dobrym pomocnikiem, ale na niektórych wyścigach mieć trochę miejsca dla siebie i jechać jako lider. Zobaczymy, co będzie i czy w ogóle zmienię drużynę.

Jan Hirt w barwach CCC pokazał już kilkukrotnie, że radzi sobie z presją bycia liderem. Potwierdziło to tegoroczne Giro d'Italia, ale przecież wcześniej osiągał znakomite rezultaty we wspomnianym wyścigu w Chorwacji czy w wygranym w zeszłym roku Wyścigu dookoła Austrii. Jak sam przyznaje, nie ma żadnego problemu z rolą lidera:

Tutaj, w tej drużynie czuję się dobrze, nie mam żadnego ciśnienia. Jesteśmy też mniejszą drużyną, więc tak jak na Giro nie byliśmy pośród największych faworytów do "generalki". Jedyne, co mogliśmy zrobić, to zaskoczyć wszystkich. Nikt nie oczekiwał od nas zwycięstwa albo pierwszej piątki w klasyfikacji generalnej. W tej drużynie jako lider czułem się naprawdę bardzo dobrze i przyjemnie.

Na odpowiedź na pytanie, który z etapów Giro d'Italia podobał mu się najbardziej i, z którego jest najbardziej zadowolony, nie trzeba było długo czekać:

Myślę, że etap ze Stelvio. To był królewski etap, ja czułem się świetnie, a moja rodzina dopingowała mnie na jednym z podjazdów. Tego dnia cieszyłem się ściganiem najbardziej podczas tego Giro.

Dla czeskiego kolarza podczas Giro ważne było również wsparcie i sugestie ze strony Sylwestra Szmyda:

Nie kazał mi się martwić stratami na etapie pod Etnę, bo wiedział, że będę bardzo silny w ostatnim tygodniu. Naprawdę mamy ze sobą świetny kontakt i naprawdę wiele mi pomaga. Pomagał mi też podczas Giro, na przykład opowiadał mi o tym, jak ciągnął dla Pellizottiego. Starał się mi wytłumaczyć jaki to podjazd, gdzie będzie mi łatwiej, a gdzie trudniej. Rozmawiamy o etapach i on zawsze ma dla mnie jakieś szczegóły.

Znajomość tej pary sięga czasów, gdy razem ścigali się w CCC Sprandi Polkowice. Jan Hirt będąc pod wrażeniem wielu lat spędzonych przez "Sylwasa" na najwyższym poziomie otwarcie mówi o nim jak o swoim drugim trenerze:

Z Sylwkiem mamy naprawdę dobre relacje. Jeszcze gdy razem ścigaliśmy się w CCC był dla mnie jak prawdziwy pomocnik, taki osobisty. Nie tylko na rowerze, ale i poza szosą. Mogłem go zapytać o wszystko, co chciałem wiedzieć. Teraz Sylwek jest jak mój drugi trener, rozmawiamy ze sobą niemal każdego dnia. Pyta się mnie jak się czuję, a potem stara się doradzić podczas treningów czy wyścigów, co powinienem robić. Pomaga mi w treningach, pytam go czy powinienem zrobić takie czy inne ćwiczenia, a on doradza. Pomagał mi też, kiedy byliśmy na zgrupowaniu wysokogórskim. On naprawdę ma masę doświadczenia, sam nie wiem ile dokładnie lat on spędził na najwyższym poziomie. Jest dla mnie bardzo otwarty, naprawdę mogę zapytać go wszystko.

Para dzieli jednak też trochę doświadczeń z czasów, gdy ścigali się w młodszych kategoriach wiekowych. Sylwester Szmyd zdradzający predyspozycje na świetnego górala, miał problemy z pokazaniem się na szybkich i relatywnie płaskich wyścigach w naszym kraju. Jakiś czas później, z podobnymi problemami zmagał się Jan Hirt:

W młodszych kategoriach, jak juniorzy, albo nawet w mniejszych drużynach kontynentalnych czy pro-kontynentalnych, nie ma zbyt wielu górskich wyścigów. Są podjazdy i wzgórza, ale nie ma prawdziwych gór. Dla nas, "górali", silnych tylko w górach, to naprawdę trudno pokazać się z dobrej strony.

Patrząc na posturę szczuplutkiego Czecha ciężko uwierzyć, że swoją przygodę rozpoczynał od gry w... hokeja na lodzie:

Mój brat był triatlonistą, a wcześniej też kolarzem. Wcześniej jednak trenowałem hokej, wiem, że w Polsce nie jest to bardzo popularny sport, ale w Czechach wciąż jest numerem jeden. Chciałem jeździć z nim na rowerze, więc oprócz hokeja zacząłem jeździć z nim. A potem zostałem tylko przy kolarstwie, między innymi dlatego, że to sport na świeżym powietrzu, co bardzo lubię.

Ostatnie sukcesy sprawiły też, że ludzie w Czechach poza hokejem zainteresowali się nieco bardziej kolarstwem:

Teraz ludzie coś o mnie wiedzą. Podczas Giro był tam też jeden dziennikarz z Czech, z największej gazety w kraju. Robił ze mną wywiady po każdym etapie. Więc teraz nie jestem może sławny, ale ludzie wiedzą o mnie coś więcej.

Mimo, że w górach czuje się zdecydowanie najlepiej, a Tour de Suisse zapewnia ich odpowiednią ilość, to Jan Hirt podchodzi do wyścigu spokojnie i bez żadnych celów:

Z pewnością nie będę celował w klasyfikację generalną, są tutaj dwie czasówki, gdzie na pewno stracę trochę czasu. Wiec "generalka" odpada, ale jeśli będę się czuł dobrze, to spróbuję pojechać po etap.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

2 Comments

  1. Arek

    13 czerwca 2017, 12:27 o 12:27

    To rodzina Augusta Hirta ?

  2. stasik

    13 czerwca 2017, 22:21 o 22:21

    Ma chłop poukładane w głowie 🙂 A wsparcie Sylwka bardzo mu się przyda! Szkoda, że pewnie pójdzie z CCC...

%d bloggers like this:

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: