Adam Kuś: "nie zamierzam zwalniać tempa"

Po udanym początku sezonu dalej mocno pracowałem, z każdym kolejnym dniem czułem się mocniejszy.

Na Pucharze Polski w Grudziądzu chciałem pokazać się z dobrej strony i udowodnić zarówno trenerom, jak i sobie, że moja forma jest ustabilizowana. Start uważam za udany bo 12. miejsce na czas i 5. ze "wspólnego" to dobry wyniki, a do tego jakoś szczęście nie sprzyjało mi na tym wyścigu. Po tym starcie zacząłem solidnie przygotowywać się do Course de la Paix, czyli do Wyścigu Pokoju, który rozgrywany jest w Czechach. Trenowałem mocno, ale niestety pogoda, która akurat panowała w kraju mi nie sprzyjała. Na jednym z treningów temperatura spadła nawet poniżej zera i spadł śnieg... Cały okres przygotowawczy do wyścigu zakończyłem wyścigiem w Chrząstowicach, na którym zająłem 3. miejsce.

Na Wyścig Pokoju pojechałem z dużymi nadziejami i wiedziałem, że zrobiłem tyle ile mogłem, żeby się do niego przygotować. Pierwszy etap zaczął się dla mnie pechowo, ponieważ na ostatnim zjedzie zatrzymała mnie kraksa zawodników jadących przede mną i ostatecznie przyjechałem ze startami do czołówki zajmując około 40. miejsca.

Drugi etap to jazda indywidualna na czas - zająłem na niej, jak na mnie, bardzo dobre 36. miejsce i nie poniosłem za dużych start do lidera. Etap 3 był dość chaotyczny, wolne tempo, dużo kraks, ale generalnie na metę wjechałem bez start i z tego się cieszę. Czwarty, królewski etap dał się chyba we znaki wszystkim. Bardzo ciężkie dwa podjazdy pod Altenberg  przesiały stawkę zawodników. Ja czułem się bardzo dobrze tego dnia, jechałem czujnie z przodu, a na podjazdach starałem się jechać swoim mocnym tempem. Na metę przyjechałem na 24. miejscu i awansowałem na 25. miejsce w generalce.

Na ostatnim etapie czułem się rewelacyjnie, cała ekipa pomagała dowieźć Wojtkowi do mety 15. miejsce w generalce. Staraliśmy się pomóc w miarę możliwości, a ja na 40 km do mety stwierdziłem, że można spróbować akcji ponieważ nie było tempa w peletonie. Skoczyłem wraz ze Słowakiem, a nasza przewaga utrzymywała się w granicach 30 sekund. Niestety na jednym z podjazdów Słowak puścił, a ja ruszyłem sam do mety. Na około 20 km przed metą przewaga spadła do 18 sekund i postanowiłem zaryzykować na zjeździe.... Niestety na jednym z zakrętów przeszarżowałem i zaliczyłem nieprzyjemne spotkanie z asfaltem. Zanim się pozbierałem grupa już mnie miała i etap skończyłem w grupie, cały wyścig kończąc na dobrym 25. miejscu. Miejsce satysfakcjonujące, choć chciałoby się więcej. Chciałbym też podziękować całej ekipie za super atmosferę na wyścigu oraz trenerom za profesjonalną opiekę podczas zawodów.

Nie miałem za dużo czasu na odpoczynek ponieważ już 4 dni później startowałem w Wyścigu Szlakami Jury. Imprezę potraktowałem treningowo, udało mi się powalczyć o koszulkę najlepszego "górala", ale niestety nie udało się jej dowieźć do samego końca. Trudno. Następny wyścig to już kolejny Puchar Świata, tym razem Trophe Centre Morbihan. To właśnie na tym wyścigu rok temu zamarzłem, więc w tym roku chciałem się zrewanżować. Niestety pech we Francji nie odpuszcza i po raz kolejny nie kończę tego wyścigu tak jak sobie zamarzyłem. Przynajmniej kończę na 59. miejscu w klasyfikacji generalnej 😉

5 dni po tym wyścigu zacząłem kolejną w tym sezonie "etapówkę". Dla mnie chyba jedną z najważniejszych: Złote Koło Dobczyc. Wyścig oczywiście rozpocząłem pechowo od wywrotki na zjedzie. Na szczęście nie aż tak groźnej i szybko się pozbierałem i dojechałem do grupy. Na finisz ustawiłem się bardzo dobrze i dzięki temu zająłem świetne 5. miejsce. Jak na moje predyspozycje sprinterskie to naprawdę wysoka lokata. Drugi dzień to dwa etapy: jazda na czas, na której zająłem 12. miejsce i start wspólny, na którym po raz kolejny po finiszu z sporej grupki zajmuje wysokie 7. miejsce. Królewski etap, to już walka do upadłego. Chciałem, na ile to możliwe, przesunąć się w górę klasyfikacji generalnej i to się udało. Po zaciętej walce udało mi się przyjechać jako 3. na etapie ustępując jedynie Rosjaninowi i zawodnikowi z Torunia. Przyjechałem z taką przewagą nad resztą faworytów, że starczyło mi to na 4. miejsce w klasyfikacji generalnej.

Do tego zostałem brązowym medalistą mistrzostw polski LZS i 3. zawodnikiem w klasyfikacji punktowej. Wyścig wyszedł naprawdę super. Może mam niedosyt bo do podium w klasyfikacji generalnej w Dobczycach zabrakło naprawdę niewiele, ale mam brąz mistrzostw Polski LZS, z którego jestem bardzo szczęśliwy. W najbliższym czasie wcale nie zamierzam zwalniać z tempa. Już za dwa tygodnie startuje w kolejnym Pucharze Świata, tym razem w Niemczech. A do tego wielkimi krokami zbliżają się mistrzostwa Polski.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: