Giro d'Italia 2017. Jos van Emden: "zbyt często bywałem drugi"

Wykręcając najlepszy czas na 21. etapie 100. edycji Giro d'Italia Jos van Emden zdobył swój pierwszy etapowy skalp w Wielkich Tourach. 

Dla 32-letniego kolarza grupy LottoNL-Jumbo jest to największy sukces w karierze. Dotychczas, w 2015 roku, Holender triumfował na trasie czasówki Eneco Tour, w tym samym roku zostając również mistrzem kraju tulipanów w swojej specjalizacji. Dziś, największym rywalem van Emdena był triumfator całego wyścigu, Tom Dumoulin, z którym - wirtualnie - walczył na kolejnych punktach pomiaru czasu.

W ostatecznym rozrachunku to jednak podopieczny Richarda Plugge'a zwyciężył w tej holenderskiej konfrontacji.

To niesamowite, cieszę się i jestem wzruszony. Zbyt często bywałem drugi, lecz to pokazuje, jak magiczne jest kolarstwo. W końcu byłem pierwszy i to na tak ważnym wyścigu. Dziś mamy tu dwóch szczęśliwych Holendrów. Wczoraj wysłałem wiadomość do Toma, a on odpisał, że liczy, że dziś razem będziemy mogli się cieszyć, i to się spełniło

- powiedział na kresce van Emden.

Miałem w głowie listę około pięciu zawodników, którzy mogę dziś wygrać. Trzech startowało w niewielkim odstępie ode mnie i pojechało wolniej. Myślałem też, że Bob Jungels ma szansę pokonać Dumoulina. Mam sporo doświadczenia w oczekiwaniu na krzesełku lidera, ale dziś dosłownie się gotowałem

- przyznał.

Trzeci czas zanotował Manuel Quinziato. 37-letni Włoch, który w tym roku kończy karierę, przegrał z przedstawicielem LottoNL-Jumbo o 27 sekund. Jak sam zdradził, wynik na etapowym podium był jego marzeniem przed rozpoczęciem się wyścigu, dlatego też teraz jest spełniony.

Czekałem na tę czasówkę. To był jeden z moich głównych celów na Giro, bo to mój ostatni start w tym wyścigu i miałem okazję, aby założyć koszulkę mistrza kraju. Jechałem tak, jakby jutra miało nie być, i jestem z siebie zadowolony. Muszę przyznać, że to był naprawdę fajny wyścig. Pogoda dopisała, myślę, że to pierwsza edycja, na której nie zobaczyliśmy ani jednej kropli deszczu. W grupie była bardzo dobra atmosfera i myślę, że możemy się cieszyć z dwóch zwycięstw etapowych. Zasialiśmy nadzieję przed kolejnymi startami

- podkreślił kolarz BMC Racing Team w odniesieniu do skalpów etapowych wywalczonych przez Silvaina Dilliera na szóstym etapie i Tejay'a van Garderena na czwartkowym, osiemnastym odcinku.

fot. BORA-hansgrohe / Stiehl Photography

Dziś na dziewiątej lokacie zameldował się Jan Tratnik. Kolarz CCC Sprandi Polkowice dość spokojnie rozpoczął swoją walkę z czasem, rozkręcając się dopiero w drugiej połowie trasy. Na metę Słoweniec wpadł z czasem gorszym od triumfatora o 57 sekund.

To był ostatni etap i ostatnia szansa, więc dałem z siebie wszystko. Czułem się znakomicie, pomimo tego, że taka trasa nie odpowiada mojej charakterystyce. Było zupełnie płasko, a ja zdecydowanie lepiej się czuję w bardziej pofałdowanym terenie.

To był dla mnie bardzo dobry dzień. Jechałem podobnym tempem przez cały dystans, mając jednak z tyłu głowy, by zostawić siły na końcówkę. Dzięki temu, na finałowych kilometrach, na których wiało z przodu, mogłem dołożyć kilka watów. Nie popełniłem żadnego błędu i jestem bardzo szczęśliwy z końcowego wyniku

- opisał 27-latek.

W klasyfikacji generalnej tuż za czołową trójką uplasował się Thibaut Pinot. 26-letni Francuz rozpoczął swoją próbę z czasem będąc sklasyfikowanym o oczko wyżej, lecz w wyniku świetnej jazdy Dumoulina został przez niego wyprzedzony, a jako, że jego czas pozostawiał trochę do życzenia, nie mógł nawiązać walki z którymkolwiek z rywali, których ogólne czasy były lepsze.

Chciałbym być na podium, ale rywale byli silniejsi, więc nie narzekam. Napięcie wokół dzisiejszego etapu było wysokie. Wiedziałem, że muszę dać z siebie wszystko, ale nie byłem dziś mocny. Jestem jednak zadowolony z mojego startu w Giro. Chciałem być wysoko w "generalce" i zwyciężyć na jednym z odcinków, i to się wydarzyło

- stwierdził kolarz FDJ, który swój skalp etapowy wywalczył wczoraj, wpadając na metę w Asiago jako pierwszy.

Ilnur Zakarin na czasówce Paryż-Nicea 2017

fot. ASO/K.D.Thorstad

Piąte miejsce w "generalce" zajął Ilnur Zakarin. Tatar z grupy Katusha-Alpecin dziś wykręcił 33. czas, przez co odrobienie strat do Pinota było niemożliwe, a w wyniku jeszcze gorszego wyniku Domenico Pozzovivo, mógł utrzymać swoją lokatę. Jest to jego najlepsza pozycja w klasyfikacji generalnej któregokolwiek z trzytygodniowych wyścigów - przed rokiem, w wyniku kraksy, a konkretniej spowodowanymi nią złamaniami obojczyka i łopatki, nie ukończył Giro.

Gdy ktoś walczy przez trzy tygodnie i przejeżdża 3500 kilometrów, musimy przyjąć wyniki i się nie tłumaczyć. Wiemy, że Ilnur dał z siebie wszystko, w ostatnim tygodniu chyba był najlepszym góralem. Stracił dużo na etapie z metą na Blockhausie. To nie był jego dzień, a patrząc na poziom sportowy całego wyścigu, trudno było to odrobić. Poza tym szło mu jednak fantastycznie. Oczywiście podium byłoby mile widziane, ale jestem dumny z wyników i osiągów całej drużyny

- podkreślił dyrektor generalny zarejestrowanego w Szwajcarii zespołu, Jose Azevedo.

Najlepszym z kolarzy CCC Sprandi Polkowice w całym wyścigu był Jan Hirt. 26-letni Czech jechał ambitnie na górskich odcinkach, dzięki czemu, po dwudziestu odcinkach, był sklasyfikowany na 12. lokacie w "generalce". Dziś skutecznie ją obronił, pomimo ukończenia jazdy indywidualnej na czas na 112. miejscu, notując niemal cztery minuty straty do zwycięzcy.

12. miejsce jest bardzo dobrym wynikiem i możemy być z niego zadowoleni. Pierwsza „dziesiątka” byłaby oczywiście jeszcze bardziej satysfakcjonująca, gdyż zawsze chciałoby się więcej, ale z tego rezultatu też możemy się cieszyć. Na pochwały zasługuje cały zespół, łącznie z obsługą. Nasi kolarze byli widoczni przez trzy tygodnie, atakując i zabierając się w odjazdy. W tym najcięższym, ostatnim tygodniu wiele osób nie dawało nam szans, a my pokazaliśmy, że jesteśmy w bardzo dobrej dyspozycji. Walczyliśmy o sukces etapowy i pomagaliśmy Janowi w staraniach o wysoką pozycję w generalce. Świetnie spisali się też nasi czasowcy, Jan Tratnik i Marcin Białobłocki. Pojechali bardzo dobrze w jeździe indywidualnej, a my wiemy co trzeba poprawić, by było jeszcze lepiej. To Giro d'Italia pokazało, że wyciągnęliśmy wnioski sprzed 2 lat, że ciągle się uczymy, zbieramy doświadczenie i wykorzystujemy tę wiedzę w kolejnych startach

- powiedział dyrektor sportowy "pomarańczowych", Piotr Wadecki.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając błędny fragment tekstu i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

1 Comment

  1. Jan

    29 maja 2017, 03:42 o 03:42

    W ten prosty sposób CCC finansuje karierę Czecha, a polscy kolarze będą musieli emigrować za granicę.

%d bloggers like this:

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: