Przemysław Niemiec: "Oczekiwałem po sobie więcej"

Przemysław Niemiec na trasie Volta a Catalunya

Przemysław Niemiec w minionym tygodniu zaliczył start na hiszpańskich drogach w Volta a Catalunya. Polak pokazał się w akcji na ostatnim etapie w Barcelonie, ale całych zawodów nie może zapisać na plus, gdyż ukończył je dalekim 91. miejscu.

Teraz przed kolarzem UAE Team Emirates kolejna dłuższa przerwa, Tour of Croatia oraz Giro d'Italia, jeżeli zdobędzie uznanie w oczach kierownictwa. Niemiec po powrocie do domu uzupełnił swój sportowy pamiętnik.

- Wróciłem do Polski, ponieważ mam trzy tygodnie do kolejnego startu. W prawdzie chciałem wystartować w Sobótce, ale niestety się nie udało. Ten tydzień traktuję jeszcze regeneracyjnie, mocne treningi zacznę od przyszłego, po powrocie z Włoch. Jadę tam na kilka dni na konsultację medyczną, a potem wracam do domu i będę dalej tu trenował. Pogoda jest na szczęście ładna, przez ostatnie dwa dni były 22 stopnie. Kolejnym moim startem w planie jest Tour of Croatia.

- Volta Ciclista a Catalunya okazała się być bardzo szybka, to jeden z najszybszych wyścigów, jakie jechałem w całej karierze. Movistar wyraźnie się bawił. Tempo wyścigu było niesamowite cały czas, co widać chociażby po wynikach – całość ukończyła mniej więcej połowa zawodników. Na jednym etapie zabrakło nam tylko 20 sekund do limitu czasu! Osobiście oczekiwałem po sobie więcej, na pocieszenie udało mi się jednak załapać w odjazd, który poszedł zaraz po starcie na ostatnim etapie. Popróbowałem atakować codziennie, ale było naprawdę ciężko - na jednym etapie na przykład ucieczka poszła dopiero po 65 km, a do tego momentu w peletonie było kompletne szaleństwo. Ale właśnie takie jest dzisiejsze kolarstwo, trzeba się do tego przyzwyczaić. Przez cały wyścig w pokoju spałem z Marokańczykiem, który nie mówił ani słowa po włosku ani angielsku. Porozumiewał się jedynie po francusku, za to ja nie mówię w tym języku ani słowa. Miałem zatem wyjątkowo cichy tydzień.

- W porównaniu z zeszłym rokiem z mojego kalendarza startowego wypadło tylko Tirreno-Adriatico. Liczbę startów jest więc podobna, ale za to mam długie przerwy między wyścigami. Teraz mam więcej wolnego, głównie dlatego, że trwa kampania belgijska, na którą nigdy nie jeździłem i mam nadzieję, że nie pojadę, bo to nie są wyścigi dla mnie. Wprawdzie mówi się, że nawet najgorszy wyścig jest lepszy od najlepszego treningu, jednak ja wolę mieć taki kalendarz niż startować za dużo. Nie martwię się o formę na Giro, na wielkich tourach nie musi ona być od początku wysoka, można ją zbudować w trakcie.

- W drużynie wszystko już poukładane. Dostaliśmy trzy worki ubrań, a to i tak nie jest jeszcze ostateczna wersja naszych koszulek, czeka ją jeszcze drobna zmiana kosmetyczna. Sprzętowo wszystko jest dopięte na ostatni guzik, niczego nam nie brakuje. Możemy już skupić się wyłącznie na treningach. Z nowym sponsorem, Fly Emirates, umowa została podpisana podobno na trzy lata, więc zapowiada się to dobrze dla ekipy. Mam nadzieję, że wszystko pójdzie zgodnie z planem. Widzę po naszych startach w wyścigach, że nie jest źle. Może nie mamy tyle zwycięstw co inne ekipy, ale pokazujemy się na każdym wyścigu, i oby tak dalej.

Żródło: przemyslawniemiec.blogspot.com

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając błędny fragment tekstu i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: