Liz Armitstead z siłą rissotto

Mistrzyni świata z Richmond Liz Armitstead, reprezentująca na co dzień zespół Boels Dolmans, wygrała tegoroczną edycję Strade Bianche.

Czułam power w nogach. Być może przez rissotto, które wczoraj wieczorem jedliśmy

– śmiała się Brytyjka, która tydzień na solo triumfowała w Omloop Het Nieuwsblad.

Patrząc z boku może się wydawać, że oba zwycięstwa przyszły z łatwością, ale nic bardziej mylnego. Najciężej jest zawsze utrzymać się na czubie

– dodała Armitstead.

Niezadowolona była przede wszystkim z zachowania Emmy Johansson (Wiggle High5), która uplasowała się na trzeciej pozycji za naszą Katarzyną Niewiadomą (Rabo-Liv).

Kasia była bardzo mocna, jest atak był bardzo mocny, do samego końca z sobą współpracowałyśmy, dawałyśmy zmiany. Emma za to nie robiła nic, co było frustrujące

– stwierdziła Armitstead.

Johansson nie dawała z siebie wszystkiego, ponieważ w grupie pościgowej kręciła jej drużynowa koleżanka Elisa Longo Borghini.

Oszczędzałam siły, by w finale móc jeszcze zaatakować. Miałam też nadzieję, że dołączy do czołówki grupka Elizy. Ale na Lizzie nie ma aktualnie mocnych. Widać, że tęczowa koszulka to nie był przypadek

– tłumaczyła Szwedka.

Niewiadoma, która rok temu, w pierwszej edycji szutrowego wyścigu w Toskanii była szósta, na swoim facebook’owym profilu napisała, że spełniło się jej marzenie. Na mecie powiedziała, że nie sposób było odpowiedzieć na przyspieszenie Armitstead na ostatnim podjeździe.

Próbowałam wszystkiego, kiedy jednak odjechała, nie byłam w stanie za nią pognać. Jej atak był bardzo dynamiczny, zasłużyła sobie na to zwycięstwo

– mówiła młoda Polka.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: