Lance Armstrong: "nie mam 100 milionów"

W rozmowie z The Telegraph Lance Armstrong wyznał, że nie ma 100 milionów dolarów. „Boss” odniósł się tym samym do toczącego się przeciwko niemu procesu, w którym oskarżycielami jest rząd USA oraz Floyd Landis.

Teksańczykowi grozi kara w wysokości właśnie 100 milionów dolarów. Jedna trzecia z tej sumy trafiłaby na konto spłukanego Landisa, który by bronić swoje dobre imię – zresztą nieskutecznie – wydał wszystkie oszczędności. Armstrong i Landis byli kiedyś kolegami drużynowymi w US Postal, gdzie działała wewnętrzna sieć dopingowa finansowana ze źródeł głównego sponsora teamu, czyli amerykańskiej poczty. Mniej lub bardziej „zielone” na zakazany system wspomagania łożyli podatnicy.

Po tym, jak Armstrong przyznał się do dopingu w wywiadzie telewizyjnym, stracił dziesięć milionów dolarów. Koło nosa przeszły mu oprócz tego pieniądze od sponsorów szacowane na kwotę 75 milionów dolarów.

Jeśli przegram ten proces, to nie spotkamy się już przy tym stole, w tym domu. W ogóle nie spotkamy się w żadnym domu. W mojej sprawie toczyły się państwowe śledztwa. Śledztwa prowadzone przez agencje antydopingowe. Napisano na ten temat książki. Uwierzcie mi: wszystko zostało już powiedziane, wszystko jest znane

– oznajmił „Sir Lancelot” podkreślając, że wyjawił wszelkie tajemnice.

W Aspen Lance spotkał się z licznymi dziennikarzami. Skrytykował m.in. sposób, w jakim traktują go media ze Stanów Zjednoczonych:

Ja się nazywa postać z Harry’ego Pottera, o której nie wolno mówić? Voldemort? Ja nim chyba jestem. Kiedy oglądam relację z Tour de France w telewizji, to odnoszę wrażenie, że nie wolno wymieniać mojego nazwiska. Taki stan rzeczy nie może trwać wiecznie. Ludzie nie są przecież głupi.

Armstrongowi odebrano siedem zwycięstw w Tourze w latach 1999-2005. Oficjalnie w tym okresie nikt nie został triumfatorem „Wielkiej Pętli”.

Każdy na tej liście wie, co wydarzyło się na przełomie XX i XXI wieku. Nie widzę jednak sensu w listach z wynikami, na których są sami zawodnicy z drugimi, trzecimi, czwartymi miejscami, a nie ma triumfatora. Za dziesięć lat ludzie już nie będą tego akceptować

– dodał Armstrong, który w lipcu weźmie udział w evencie organizowanym przez byłego piłkarza Geoffa Thomasa.

Razem z innymi Amerykanin będzie przemierzał rowerem trasę każdego etapu Tour de France dzień przed zawodowcami. W przeciwieństwie do pozostałych na rower Armstrong chce wsiąść tylko dwa, trzy razy. Mimo tego szefowi UCI Brian Cooksonowi plan Lance’a w ogóle się nie spodobał.

Ludzie myślą, że mam złe stosunki do Francji i osobami tam żyjącymi. Ale to nieprawda. Lubię przebywać we Francji. Kocham Francję

– stwierdził Armstrong.

If you have found a spelling error, please, notify us by selecting that text and pressing Ctrl+Enter.

Spelling error report

The following text will be sent to our editors: