Obama oznacza kłopoty, Henao znaczy doping?

Za nami pierwszy monument sezonu. Najważniejsze spostrzeżenia: 1. „Kwiatkowi” deszcz i zimno nie służą. 2. Jeśli Piotrek nie przemyśli kilku rzeczy, to o zwycięstwie w ważnym klasyku może sobie pomarzyć. 3. Gdyby Degenkolb nie złapał kapcia na Poggio, byłby prawdopodobnie jedynym zawodnikiem, który mógłby zaszkodzić Kristoffowi. 4. Fabian nie musi się niczego obawiać, jego tyłek jest na razie bezpieczny.

Ciekawe, co by zrobili organizatorzy „Primavery”, gdyby z wizytą zapowiedział się Barack Obama. Powiedzmy, że prezydent Stanów Zjednoczonych chciałby zwiedzić sobie Il Casinò di Sanremo czy Il Teatro Ariston di San Remo. Obama jest przecież wielkim fanem muzyki, wieść o festiwalu rozprzestrzeniła się również za Atlantykiem. Czy RCS Sport zmieniłby trasę tak, jak uczynią zapewne szefowie Dwars Door Vlaanderen?

Doradcy Obamy stwierdzili, że należypokazać na cmentarzu amerykańskich żołnierzy, którzy zginęli w okopach I Wojny Światowej. Mr. President i jego świta planują zawitać do Waregem, by oddać hołd poległym. Idea to słuszna tym bardziej, że w tym roku obchodzimy 100. rocznicę wybuchu pierwszego wojskowego konfliktu na skalę światową. Rzecz w tym, że z powodu przyjazdu Obamy trasa flandryjskiego wyścigu będzie musiała prawdopodobnie ulec zmianie.

Peleton ma ominąć wspomniany cmentarz, finisz zlokalizowano w Waregem. Jeśli jednak Amerykanie potwierdzą „odwiedziny” braci, organizatorzy będą musieli skorzystać z programu alternatywnego. Oby nie musieli. Dlaczego kolarstwo, a w tym przypadku tak zasłużony wyścig, którego termin i przebieg były znane od dłuższego czasu, muszą ustępować politykowi, który ni z tego, ni z owego zdecydował się „wpaść” do Europy, pogadać sobie z kolegami i koleżankami, uścisnąć kilka dłoni, dać się sfotografować z kwiatami w ręku? To niech Obama podporządkuje się zawodnikom i fanom. On nie jest żadną świętą krową...

Apropos świętej krowy. O uzyskaniu takiej pozycji w ekipie Sky jak na razie może zapomnieć Sergio Henao. Kierownictwo brytyjskiego teamu tymczasowo zawiesiło Kolumbijczyka i odsunęło go od zespołu na osiem tygodni. W tym okresie Henao może trenować, ale nie weźmie udziału w żadnej imprezie. Wewnętrzne kontrole u „niebiańskich” wykazały uchybienia od norm zawartych w paszporcie biologicznym. Sprawa wydaje się jasna: ban. Ale tylko tak się wydaje.

Główny dowodzący w Sky Dave Brailsford wydał oświadczenie, w którym sugeruje, że tak naprawdę ekipa znalazła się w kropce. W komunikacie zwraca się uwagę na fakt zimowych treningów Henao w Andach. Jazda na rowerze na wysokościach mogła mieć potencjalnie wpływ na zmianę parametrów krwi. Tak, tak, Henao jest pierwszym kolarzem z Kolumbii, który przygotowuje się do sezonu u siebie w domu na 2000 m n.p.m... Dziwne, we wcześniejszych latach wartości krwi Henao po obozach wysokogórskich jakoś nigdy nie budziły wątpliwości. Czyżby 26-latek jednak sięgnął po coś nielegalnego?

Bądźmy szczerzy, raczej by nas to nie zdziwiło. Polityka antydopingowa w Kolumbii jest mało rozwinięta w porównaniu do kultury zakazanego wspomagania. Ściganie się o chlebie i wodzie w Ameryce Południowej? Można między bajki włożyć. W kolumbijskim kolarstwie rządzi trochę inna mentalność, która nawet w dobie bezwzględnej kampanii antydopingowej Międzynarodowej Unii Kolarskiej w dalszym ciągu ma się świetnie.

Oczywiście, Kolumbijczycy już z racji miejsca narodzin i klimatu, w jakim się wychowali – Nairo Quintana codziennie do szkoły jeździł pod górę rowerem – są predestynowani do morderczych wspinaczek, co jednak nie oznacza, że doping jest wśród nich tematem tabu. Nie tak dawno jak miesiąc temu zawieszono za „koks” czterech zawodników, zdyskwalifikowano reprezentanta teamu Colombia Luis Alberto Largo, a u ich sąsiada za miedzy Wenezuelczyka Jimmiego Briceno stwierdzono poziom hematokrytu powyżej 60%. Ciężko im przemówić do rozsądku.

Jeśli się okaże, że Henao rzeczywiście skusił się na pewne leki sprowadzone np. z Chin, Sky będzie miało nie lada zagwozdkę. Od 2012 roku ekipa jest kategorycznym przeciwnikiem dopingu. Kiedy w rezultacie śledztwa wokół Lance’a Armstronga i różnych spowiedzi grzechów wyszło na jaw, że niektóre osoby z kierownictwa stosowało doping w trakcie swojej zawodowej karierze, Brailsford je zwolnił. Wizerunek grupy jakoś na tych i podobnych ruchach nie ucierpiał. Lecz Henao może go już podminować.

Być może Sky wie co się święci i swoim komunikatem prasowym próbuje przyjąć strategię, która pozwoli wywinąć się z opałów obronną ręką. Najlepszą obroną jest podobno atak... Jak widać wprowadzenie w życie wewnętrznych kontroli antydopingowych przynosi pozytywne skutki. Przynajmniej na zewnątrz demonstrowany i kolportowany jest image ekipy, która nie toleruje farmakologicznego doładowania i dąży do jego wytępienia. Co się jednak dzieje w samym zespole, pozostaje ich słodką tajemnicą.

Pogłoski o dopingu w Sky, choć przez drużynę dementowane, wciąż cieszą się powodzeniem. Przypadek?

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: