A mieliśmy się cieszyć

Kurcze blade, czy to na pewno jest prawdą? Marek Galiński nie żyje? Nasza legenda kolarstwa górskiego, człowiek-orkiestra. Świetny zawodnik, świetny trener, świetny chłop. Tak, „Diabeł” zginął w nocy z niedzieli na poniedziałek w tragicznym wypadku samochodowym. Pędził do domu, wracając ze zgrupowania na Cyprze. Nie dojechał...

I jak w obliczu tak wielkiego dramatu obrać na cel wcześniej upatrzony temat? Miało być o „Kwiatku”, czyli „Flowerpower” przedwiośnia. Chcieliśmy się cieszyć, radować, bić brawo. Patrzeć z dumą na młodego chłopaka z Torunia, który ze stoickim spokojem realizuje swoje marzenia. Przepraszam, nie tylko swoje. Nasze, związane ze zwycięstwami na światowym topie. Jest naszą perełką, diamencikiem. W Portugalii nie pokonał go sam Alberto, na białych drogach w Toskanii Piotrek też nie miał za wiele do powiedzenia. Jednak i Sagan, i Contador porażek swoich nie rozpamiętują. W Tirreno-Adriatico obaj potrafili się odegrać, a "zemsta" Księgowego szczególnie dla niego słodka. Śmigać po górach to on rzeczywiście potrafi.

Kwiatkowski nie jest urodzonym góralem i nic tego nie zmieni. Chociaż, kto wie – kiedyś nie wierzono przecież w sukces „Wiggo” w Tour de France... Czy jednak Kwiatkowski musi dorównywać kroku najlepszym góralom świata? Czy naprawdę musi? Posiada przecież inne zalety. Czasówka, jednodniowe ściganie, finisz z mniejszej bądź większej grupy. Z Sagana też nikt na siłę allroundera nie robi. My natomiast w Kwiatkowskim chcemy widzieć przyszłego triumfatora Grand Boucle. Powinniśmy jednak chyba wypatrywać np. zwycięzcę Amstel Gold Race. Bo potencjał ma przeogromny, tak samo zresztą jak samodyscyplinę i zmysł taktyczny. Po sztajfach wspina się we własnym, równym tempie. Podobnie jak Jan Ullrich – ten ciężki niemiecki diesel, który w konfrontacji z teksańskim benzyniakiem od razu stał na pozycji straconej.

Diesle mają jednak ten walor, że są wytrzymalsze. A Michał ma dopiero 23 lata. „Goły” kiedyś stwierdził, że najlepszy wiek kolarski osiąga się wraz z trzydziechą na karku. Sporo więc jeszcze pozostało nam czasu...

Miało być o „Kwiato”, miało być optymistycznie. Miało, czas przeszły. Śmierć Galińskiego to niewątpliwie wielka strata nie tylko dla polskiego kolarstwa, lecz również rosyjskiego, przecież Marek pełnił ostatnio funkcję trenera tamtejszej reprezentacji MTB. Będąc jeszcze aktywnym zawodnikiem rozpisywał Majce Włoszczowskiej i jej koleżankom plany treningowe, kiedy doszło do rozłamu CCC Polkowice z Andrzejem Piątkiem. Dla niego liczyło się dobro całego kolarstwa, a nie wyłącznie czubek własnego nosa. Żaden własny klub, żaden własny interes.

Jako szkoleniowiec biało-czerwonej kadry pojechał na Igrzyska Olimpijskie do Londynu, potem jednak nie zgłosił swojej kandydatury w nowo rozpisanym konkursie. Dlaczego? Wersja oficjalna nie istnieje, nieoficjalnie mówi się, że związkowi nie było z nim po drodze. Wybrał Rosję. Na wschodzie był carem MTB.

Galiński definiował i tworzył polskie MTB. Był jego twarzą, głosem, nogami. Po Marku Cichoszu, który odszedł po zawale serca dwa lata temu, rodzime kolarstwo ponownie znajduje się w stanie żałoby. Zabrzmi to strasznie i brutalnie, ale my wszyscy musimy się z niego jak najszybciej wydostać i otrząsnąć. Patrzeć dalej, patrzeć w przyszłość, w której nie będzie już Galińskiego, będą i są za to jego wychowankowie i następcy.

Dzisiejsze „opowiadanie” miało poruszyć oprócz tego wątek zaostrzonego regulaminu Międzynarodowej Unii Kolarskiej, która będzie karać wszystkich zawodników kręcących po chodnikach czy ścieżkach rowerowych. Andy Schleck zapłacił już 200 franków szwajcarskich, triumfatorowi Kuurne-Bruksela-Kuurne Tomowi Boonenowi jeszcze się upiekło.

Zmodyfikowane, restrykcyjne zasady UCI nie powinno nikogo zdziwić. Tam gdzie jest bruk, tam należy po nim jechać. Gdyby organizatorzy nie życzyli sobie kocich łbów, to od razu wytyczyliby trasę typu Tour de Pave – wokół odcinków brukowych. Problem ignorowania sektorów niewyasfaltowanych tyczy się również nadwiślańskiego kolarstwa. Kto choć raz oglądał Szlakiem Grodów Piastowskich, w szczególności wyjazd z Walimia, ten doskonale wie, do czego służą tam chodniki... Podobne zagrywki będą się teraz kończyć „uszczerbkiem” finansowym, a może i w ekstremalnych sytuacjach dyskwalifikacją. W tym wszystkim nie chodzi o to, by utrudnić życie samym kolarzom, tylko o równe szanse. Wszyscy mają  trzymać się trasy i nie robić „skoków w bok”. Grajmy fair play.

 

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: