Lance Armstrong przyznał się do dopingu

Lance Armstrong przyznał się do stosowania zabronionych substancji wspomagających przez niemal cały okres swojej zawodowej kariery. W wyemitowanym dzisiaj w nocy programie "Oprah Winfrey Show" odpowiadał na pytania o swoją przeszłość, doping i motywy. 

Amerykanin powiedział, że jest mu przykro, ale na jego twarzy nie zobaczyliśmy wyrazu skruchy. Nie podał przy tym przekonujących powodów, dla których wyznaje prawdę właśnie teraz.

41-latek twierdzi także, że skończył z dopingiem w 2005 roku, po siódmym zwycięstwie w Tour de France. Absolutnie zaprzecza, aby stosował doping po powrocie do kolarstwa i utrzymuje, że jego 3. miejsce w Wielkiej Pętli 2009 jest czyste.

Program rozpoczął się bezpośrednio - od pytania o to czy "Boss" stosował doping. Oprah Winfrey po kolei wymieniała środki dopingowe, a na każde pytanie padała odpowiedź twierdząca.

Czy kiedykolwiek stosowałeś zabronione substancje?

Tak.

EPO?

Tak.

Transfuzje krwi?

Tak.

Testosteron, kortyzon, hormon wzrostu?

Tak.

Podczas wszystkich wygranych wyścigów Tour de France?

Tak.

Czy uważasz, że dało się wygrać Tour de France siedem razy z rzędu na czysto?

Nie.

Armstrong pytany o to kiedy zaczął mówi, że wszystko zaczęło się od kortyzonu, a potem: przyszła generacja EPO. Doping zaczął brać w połowie lat 90. XX w.

Dlaczego przyznajesz się do tego teraz?

Nie mam na to dobrej odpowiedzi. Teraz jest za późno. Za późno dla większości. To była moja wina. To wszystko było jednym wielkim kłamstwem. Moja perfekcyjna historia po prostu nie była prawdziwa.

Środki dopingujące 

Nie miałem nic, czego by nie mieli inni

- tłumaczył.

Doping był konieczny aby zapewnić równe reguły konkurencji.

Armstrong odniósł się także do pierwszych słów raportu USADA, który określiły program dopingowy ekipy US Postal jako "najbardziej zaawansowany i sprofesjonalizowany":

Na pewno był profesjonalny, sprytny, ale również zachowawczy, świadomy i unikający ryzyka. Ale mówienie, że był lepiej zorganizowany niż program NRD z lat 70. i 80. nie jest prawdą.

Czy bał się, że go złapią? Nie. Armstrong twierdzi, że wiedział, że wygra. Czy czuł się źle z braniem dopingu? Nie. Nie uważał tego za oszustwo, ale za coś wyrównującego szanse gry.

- Wtedy nie miałem żadnych wyrzutów sumienia. Nie czułem, że robię coś złego. Ale to ja jestem winny. To tylko moja wina. Mam zły charakter.

Armstrong określił także dr Michele Ferrariego jak "dobrego człowieka", osobę wierzącą w czyste kolarstwo.

Na pytanie o działanie całego systemu Amerykanin odpowiedział, że po prostu potrzebował środków wspomagających. Dodał, że uczestniczył w kulturze dopingu, dokonał wyboru i jest mu z tego powodu przykro.

Armstrong potwierdził, że historia z tzw. "motormanem" - człowiekiem, który woził za nim EPO podczas Tour de France 1999 jest prawdziwa. Zaprzeczył natomiast informacjom o dopingowej wpadce podczas Tour de Suisse 2001. Amerykanin twierdzi, że nie miał nigdy pozytywnego testu (wyjąwszy testy po latach), a UCI nigdy go nie kryła. Jedyna sytuacją, gdzie mógł coś namieszać jest historia z kortyzonem z 1999 roku, kiedy lekarz ekipy przepisał Armstrongowi" receptę z inną (wsteczną) datą.

"Boss" przyznał, że jego była masażystka Emma O'Reilly mówiła prawdę oskarżając go o doping.

Emma, to jedna z osób, które muszę przeprosić.

Armstrong twierdzi, że w ekipie nie było zmuszania do dopingu oraz presji słownej: "Jeżeli nie weźmiesz, nie pojedziesz Touru". Określił to jako "pewien poziom oczekiwań", jakiego spodziewano się po zawodnikach. Pytany o to, czy jako faktyczny lider zespołu mógł sprawić, że ktoś opuścił team:

w praktyce pewnie tak, ale nigdy tego nie zrobiłem. Nikogo nie zmuszałem. Są zawodnicy, którzy nie brali.

Armstrong podkreślił, że nie wymagał od swoich zawodników brania dopingu.

Oprah skupiła się także na tym, jak zmienił się sam zawodnik. Armstrong motywuje swoje zachowania wobec osób, które mówiły o jego dopingu, w następujący sposób:

- Całe życie walczyłem. Chciałem kontrolować wszystko dookoła mnie. Choroba nowotworowa zmieniła mnie - stałem się człowiekiem, który chce przetrwać i wygrać za wszelką cenę. Przeniosłem to do kolarstwa, co nie było dobre. Zanim zachorowałem nie byłem osobą, która znęcałaby się nad innymi.

Armstrong bez przekonania dodał także, że: płaci cenę za to co zrobił.

- I to jest okej, zasłużyłem na to.

Czy Landis stał się początkiem końca Lance'a Armstronga?

Armstrong pytany o to czy żałuje tego, że wrócił do kolarstwa, odpowiada, że tak, bo inaczej nie siedziałby tu i nie rozmawiał otwarcie. Jego wypowiedzi o postępowaniu są płytkie, nie można z nich wiele wywnioskować. Teksańczyk mówi, że sądził, że procesy i oskarżenia będą się ciągnąć latami, nie robiąc mu szkody.

Oprah przywołała najpierw śledztwo federalne, które zostało zarzucone. Armstrong stwierdził, że nie miał z tym nic wspólnego:

Ciężko na takie rzeczy wpływać.

O postępowaniu USADA stwierdza krótko:

Chłopakom zaoferowano umowę, tak to działa, muszę to zaakceptować.

Przyznał, że najbardziej wiarygodne i najbardziej obciążające dowody zawiera zeznanie George'a Hincapiego - kolarza, który był z nim od początku, przez wszystkie wygrane wyścigi. Lance z uśmiechem dodaje, że nie wini George'a i deklaruje, że dalej są przyjaciółmi.

Dodaje, że został potraktowany inaczej niż reszta zawodników. USADA najpierw zebrała zeznania obciążające jego, a potem złożyła mu wizytę, aby zapytać go o zdanie. Lance tłumaczy, że jego naturalnym odruchem była walka, "obrona terytorium". Armstrong całą sprawę podsumował mówiąc, że żałuje, że nie posłuchał Travisa Tygarta - zapewnia, że gdyby mógł cofnąć czas, w momencie spotkania z agentami USADA poprosiłby o 3 dni - na wykonanie telefonów do rodziny, bliskich, znajomych i sponsorów, a potem udałby się na przesłuchanie.

Czy Lance Armstrong będzie współpracował z USADA?

Kocham kolarstwo. Naprawdę. Nie jestem jednak na miejscu, z którego mogę nawoływać do oczyszczenia sportu. Jeżeli będzie proces prawdy i pojednania, ja nie mogę do tego nawoływać. Ale jeżeli mnie zaproszą, to będę pierwszym, który się stawi.