Daniel - odzież kolarska

Marianne Vos: „Tokio będzie głównym celem”

Marianne Vos

Igrzyska Olimpijskie w Tokio mogą być czwartymi w karierze Marianne Vos. Holenderka, która sport zdominowała w latach 2007-2013 i olimpijskie złoto na szosie zdobyła już w Londynie, do Japonii chce pojechać po kolejny krążek z najcenniejszego kruszcu.

32-latka w październiku wygrała klasyfikację generalną cyklu UCI Women’s WorldTour, zimą widoczna jest na trasach zawodów przełajowych, a w sezonie 2020 planuje występ w swoich czwartych igrzyskach olimpijskich.

Tempo w świecie najlepszej zawodniczki w historii kolarstwa kobiet mogło opaść w sezonach 2015 i 2016 po siedmiu latach na szczycie, ale dwa ostatnie sezony pokazały, że liderka CCC-Liv wciąż ostatniego słowa nie powiedziała i kariery szybko kończyć nie zamierza.

Tylko w sezonie szosowym, który w jej wykonaniu trwał od marca do października, Vos wgrała Trofeo Alfredo Binda, Tour de Yorkshire, etap Women’s Tour, cztery etapy Giro Rosa, La Course, trzy etapy i klasyfikację generalną Ladies Tour of Norway, a także pięć etapów i klasyfikację generalną Tour de l’Ardeche. Holenderka stanowiła tym samym one-woman-army i dzięki 11 triumfom w wyścigach WorldTour i wysokim miejscom w klasykach wygrała też ranking indywidualny tego cyklu.

Odczucia w tym roku były podobne do tych z roku poprzedniego, czego brakowało mi wcześniej. To bardzo dobry sezon. Zimą czułam, że jestem mocniejsza, ale wiosną nie przełożyło się to jeszcze na te wyniki, o jakich myślałam. Byłam jednak blisko poziomu, na którym chciałam być. Potem czasem mi się udawało, ale przyszły zwycięstwa. Zawsze się czegoś uczysz, ale dla mnie różnice nie były wielkie

– przyznała w rozmowie z „Rowery.org” podczas medialnego maratonu w hiszpańskiej Denii.

Ekipa CCC-Liv przed sezonem olimpijskim rozbudowała zespół, a w trakcie przedświątecznych przygotowań poinformowała jeszcze o pozyskaniu Sofii Bertizzolo, która obok zawodniczek takich jak Soraya Paladin oraz Ashleigh Moolman-Pasio sprawdziła się już jako liderka w ważnych wyścigach. Dla Vos to dobra wiadomość, gdyż w sezonie olimpijskim nie będzie musiała samodzielnie odpowiadać za wyniki całej grupy.

Ważne było, że ekipa była bardzo mocna i wspomagała mnie: to miłe, że miałyśmy więcej zawodniczek w finale. W nadchodzącym roku będziemy mieli jeszcze mocniejsze skład, a ja chciałabym aby również inne zawodniczki walczyły o zwycięstwa

– zapowiedziała.

Vos od lat łączy kolarstwo szosowe z występami w przełajach, co powoduje, że trudno wyróżnić u niej okres zupełnego odpoczynku.

Pytana o wypracowane schematy na odpoczynek, zastanawia się chwilę.

Rzeczy, które pojawiają się po sezonie, na przykład duży obiad przy winie, robię też w sezonie. To, co zarezerwowane dla życia poza sezonem staram się wplatać w swój program sezonowy. Myślę, że to pomaga mi utrzymać balans, równoważyć presję, przypomnieć mi, że nie wszystko kręci się wokół przedstartowej otoczki. Chcę cieszyć się życiem, również w trakcie sezonu

– wyjaśniła.

Kocham jeździć na rowerze: po sezonie jechałam w L’Eroica [rowerowa pokazowa impreza w Toskanii, w której uczestnicy i uczestniczki występują na starych rowerach – przyp. red.]. Ludzie powiedzą: „o, to znowu na rowerze”, ale ja to po prostu lubię. To akurat tylko 60 kilometrów by cieszyć się widokami. Nie wariuję po sezonie, nie siedzę w McDonaldzie, ale wino smakuje lepiej i mam więcej czasu na rodzinę i przyjaciół, co jest trudniejsze w trakcie sezonu

– dodała.

fot. (c) Flaviano Ossola

Zabawa w przełaje

Holenderska mistrzyni na przestrzeni kariery siedmiokrotnie zdobywała tęczowe koszulki w kolarstwie przełajowym, a od 2006 roku tylko trzy razy nie stała na podium mistrzostw świata. Vos w wyścigach przełajowych pojawia z różną częstotliwością: przed rokiem startowała 10 razy, w tym sezonie w planie miała tylko 7 startów, a do programu w trakcie zgrupowania w Hiszpanii dopisała jeszcze jeden lokalny wyścig.

Występuję w przełajach, bo je lubię. Startów nie ma wielu. Miałem przerwę po sezonie szosowym, po niej zaczęłam się przygotowywać. Chciałam zacząć na początku grudnia, aby złapać trochę rytmu w nogach, teraz przygotowuję się do kolejnych Pucharów Świata w Namur i Zolder. Wiem, że to krótki sezon przełajowy, chcę dobrze wypaść, ale na celu mam dobre przygotowanie do sezonu szosowego. To wymaga pewnego balansowania, a wraz z ekipą zdecydowaliśmy, że to najlepszy układ

– nakreśliła.

Starty w Belgii okazały się dobrym sprawdzianem: w zalanym błotem Namur Vos zmieściła się w pierwszej dziesiątce, natomiast w Zolder finiszowała już czwarta. W nowym roku wystąpi jeszcze w DVV Trofee (5 stycznia) oraz w krajowych mistrzostwach i w Pucharze Świata w Hoogerheide (26 stycznia). Ten wyścig będzie ostatnim etapem przygotowań do mistrzostw świata w szwajcarskim Dübendorfie, które zaplanowano na pierwszy weekend lutego.

Puchary Świata… jasne, chcę wypaść dobrze, ale one są częścią przygotowań do mistrzostw świata. Wiem, że to trochę ryzyko z tak krótkim programem startów. Dwa lata temu zrobiłam to samo, zachorowałam w grudniu i potem nie miałam jak się odbudować. Ale nie spoczywa na mnie duża presja, bo głównym celem jest przygotowanie się do sezonu szosowego

– zaznaczyła.

Ku Tokio

Wyścig ze startu wspólnego kobiet w programie igrzysk olimpijskich pojawia się od 1984 roku, ale zdobycie więcej niż jednego krążka udało się tylko Francuzce Jeannie Longo. Podobnie w gronie mężczyzn – choć ci wyścig ten rozgrywali w historii nowożytnych igrzysk 25 razy – dwa medale zdobył tylko Aleksander Winokurow.

Powtarzalność w tego typu próbie, inaczej niż w wyścigu jazdy indywidualnej na czas, była i pozostaje niezwykle trudna do osiągnięcia. W kolarstwie kobiet wyścig olimpijski na przestrzeni ostatnich trzech dekad miał najwyższą rangę, ale wieloletnie braki stabilności i profesjonalnych struktur, w połączeniu z nieprzewidywalnością wyścigu rozgrywanego w małych składach, imprezie tej nadały dość specyficzny charakter. O ile w wyścigach ze startu wspólnego mężczyzn nazwiska zawodników w pierwszych dziesiątkach w zasadzie się nie powtarzają, w czołówkach wyścigów kobiet w latach 1992, 1996 oraz 2008, 2012 i 2016 plasowały się 2 lub 3 zawodniczki, które w dziesiątce zmieściły się w jednej z poprzednich edycji.

Vos jest rzecz jasna w tym gronie. Holenderka szósta finiszowała w 2008 roku, ale z Pekinu wróciła także ze złotem w wyścigu punktowym, wywalczonym na torze. W 2012 roku, u szczytu szosowej potęgi, triumfowała w Londynie w wyścigu ze startu wspólnego. W 2016 roku, w Rio de Janeiro, pracowała na koleżanki, gdyż sezon olimpijski znaczył dopiero pierwszy krok w powolnym powrocie na najwyższe obroty.

Igrzyska w Tokio (26 lipca) to dla holenderskiej gwiazdy szansa na kolejne wpisanie się do historii.

Tokio będzie głównym celem. To nie tak, że wszystkie starty podporządkowane zostaną Igrzyskom, ale to one są moim głównym celem. Pojadę w klasykach, w maju czeka mnie przerwa i obóz treningowy, pewnie na wysokości. Potem przygotowania do Tokio. Myślimy o mistrzostwach Holandii i Giro Rosa

– zapowiedziała.

Marianne Vos

fot. SWPix.com

Trasa przygotowana w Japonii dla elity kobiet nie straszy wspinaczkami jak ta zaprojektowana dla peletonu mężczyzn. Ponad 2500 metrów przewyższenia na 137 kilometrach, dwie wspinaczki i finisz na torze wyścigowym złożą się jednak na wyścig niezwykle otwarty. Podjazdy na Doushi Road i poprawka na Kagosaka Pass na pierwszych 100 kilometrach stromiznami nie zaimponują, ale będą jedynymi szansami góralek by w wilgotnym klimacie wpędzić w kłopoty konkurencję.

Do tego na starcie stanie tylko 67 zawodniczek – peleton mały, którego liczebność i podział miejsc średnio odzwierciedla rozwój dyscypliny w ostatnich dwóch cyklach olimpijskich.

Vos, która trasę przejechała, uwagę zwraca na finał, który organizatorzy poprowadzili na torze wyścigowym Fuji Speedway.

Trasa mi się podoba. Przejechałam ją w październiku z Ashleigh Moolman. Fuji Speedway jest trudniejszy niż wszyscy myślą. Tor jest bardzo szeroki, są na nim podjazdy. W finale wyścigu, przy takich warunkach pogodowych, to będzie wyzwanie

– oceniła.

Kadra Holandii do pogodzenia ma trzy zawodniczki, z których każda może być faworytką do złota. Obok Vos chrapkę na medale mają mistrzyni z Rio de Janeiro Anna van der Breggen oraz mistrzyni świata Annemiek van Vleuten.

W kadrze mamy cztery miejsca. Każda chce być w składzie, moim celem jest pojechanie na moje czwarte igrzyska. Ale muszę być w świetnej formie by tylko znaleźć się w tym zespole. To dobrze, to podtrzymuje koncentrację i motywuje

– przyznała Vos.

Będziemy radziły sobie z warunkami, które zastaniemy na miejscu. Będzie najpewniej bardzo wilgotno, ale jesteśmy przyzwyczajone do szybkiej adaptacji. Treningi przed wyścigami będą nas do tego przygotowywać, więc pewnie mamy przed sobą sesje w symulowanych warunkach, aby się przyzwyczaić. Klimat jest taki sam dla każdego, ale nie każdy organizm zareaguje tak samo.

Zawodniczkę CCC-Liv do igrzysk poprowadzi ścieżka startów, a nie obozów treningowych. Vos w końcówce czerwca weźmie najpewniej udział w Giro Rosa, wyścigu, który wygrała trzykrotnie. Najtrudniejsza etapówka w kalendarzu zakończy się 5 lipca, trzy tygodnie przed startem w Japonii, a bufor ten trzeba będzie zagospodarować co do minuty.

Aklimatyzacja nie może trwać za długo, bo tam nie ma tak dużych możliwości treningowych. No i trzeba się ścigać, chcę pojechać Giro, żeby mieć lepszy rytm wyścigowy. Przed startem na pewno chcemy pozbyć się jetlagu, więc prawdopodobnie polecimy tydzień przed startem

– wyjaśniła.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając błędny fragment tekstu i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: