Francuskie historie Piotra Ejsmonta 2019: odcinek 9. Nagrody w euro czy w bagietkach?

Tegoroczny Tour de France już za nami. W swojej ostatniej, francuskiej opowieści Piotr Ejsmont próbuje porównać wysokość nagród, jakie czekały na kolarzy na przestrzeni lat. A gdyby tak przeliczyć je np. na bagietki?

Trudno jest ocenić rzeczywistą wartość nagród wypłacanych w Tour de France. W 1903 roku w pierwszym wyścigu pula nagród wynosiła 20 000 franków, a zwycięzca Maurice Garin zainkasował 3 000 franków. W 2019 roku pula wynosi 2 291 700 euro. Za pierwsze miejsce płaci się 500 000 euro, czyli jakby 6 000 euro/godz. albo 143 euro/km.

W piłce nożnej albo w tenisie zarabia się znacznie więcej. W 1903 roku w kolarstwie płacono znacznie więcej niż w piłce nożnej. W porównywaniu nagród wypłacanych na przestrzeni lat dodatkową trudność sprawia zmiana waluty. W historii Tour de France mieliśmy trzy różne waluty: stare franki, nowe franki oraz euro. Całość pogrążają wskaźniki inflacji.

Można więc pokusić się o przeliczenie wartości nagród na wskaźnik naturalny. Dla Francji takim wskaźnikiem mogłaby być klasyczna bagietka. Z przeliczeń wynika, że w 1903 roku pula nagród wynosiła 555 555 bagietek, a Garin wygrał 83 333 bagietki. W 2019 roku pula wynosi 4 314 666 bagietek, a zwycięzca dostanie 574 722 bagietki.

Największym łowcą bagietek był Lance Armstrong. W jego czasach pula wynosiła 6 331 901 bagietek, a Lance zarabiał 898 692 bagietki. Nieco słabiej, ale też hojnie, było w czasach Induraina. Jest jednak nowy problem. Wielkość bagietki stale się zmniejsza... W czasach Garina ważyła 300 g, obecnie już 250 g. Garin dostawał większe bagietki niż Armstrong.

Można więc przeliczyć nagrody na kilogram pieczywa, ale znowu pojawia się pewien szkopuł. Od 1903 roku spożycia pieczywa we Francji zmalało, podobnie jak w Polsce – kilkakrotnie z 900 na 150 g/osobę dziennie. Garin pałaszował bagietki, a Alaphilippe lub Pinot wcale ich tyle nie potrzebują. A zatem wartość użytkowa bagietki zmalała. Wniosek jest jeden – statystyki szybko prowadzą na manowce. Cóż zatem?

Niektórzy przeliczają wartość rzeczy na flaszki alkoholu. Był ostatni etap Tour de France w 1952 roku. Wyścig wygrał Fausto Coppi, a jego pomocnikami byli Francesco Crippa oraz Andrea Carrera. To był etap przyjaźni. W jakimś miasteczku po drodze było święto i na stoły wystawiono butelki szampana. Kolarze mogli go próbować, popijając ze szklanek, albo wlewając go sobie do bidonów. Crippa i Carrera mieli ciężkie ręce. Zamiast szklaneczki złapali bo całej nieotwartej butelce i wsadzili sobie do kieszonek z tylu koszulek. Crippa skarżył się, że pod koniec wyścigu był już tak wychudzony, że po dojeździe do Paryża miał odciski na plecach od butelki.

W Paryżu na mecie było wielkie zamieszanie i ścisk. Crippa nie wiedział, kto i kiedy uwolnił go od ciężaru. Butelka tajemniczo zniknęła. Dopiero kilka dni później, podczas powrotu do kraju, dwaj dziennikarze włoscy – Raro z „Tuttosport” oraz Camoriano z „L’Unity” – wyznali kolarzowi z chytrymi uśmieszkami: ”Crippa, wiesz jak dobry był twój szampan.”


Cykl "Kolarskie historie Piotra Ejsmonta" od lat stanowił nieodłączny element portalu Pro-Cycling.org. Zakurzone przez upływ lat historie z kolarskiej przeszłości przywoływał Piotr Ejsmont, którego na gościnne występy kontynuujemy po fuzji portali.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając błędny fragment tekstu i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: