Tour de France 2019. Tylko dla orłów. Przegląd najtrudniejszych wspinaczek

Lacets de Montvernier

Tour de France jutro wjeżdża w wysokie góry, a my wykorzystujemy tę okazję, aby zerknąć, gdzie zapaść mogą decydujące rozstrzygnięcia w klasyfikacji generalnej.

Pierwsze wyzwania w niełatwym terenie za nami, lecz dopiero od soboty faworyci będą mogli walczyć ze sobą na prawdziwie wymagających szosach w Pirenejach, a za kilka dni w Alpach. W tym roku organizatorzy "Wielkiej Pętli" przygotowali 30 podjazdów ponad kategorią (HC) oraz kategorii 1 i 2. Jest zatem gdzie się zmęczyć, a poprowadzenie trasy w Alpach na sporej wysokości ma dodatkowo utrudnić rywalizację w finale wyścigu.

Naszą analizę kluczowych górskich odcinków rozpoczynamy jednak od stwierdzenia, że patrząc na profile górskich etapów 106. Tour de France trudno oprzeć się wrażeniu, że skuteczne długodystansowe ataki faworytów są mało prawdopodobne. Poza dwoma etapami, finałowy podjazd jest albo najtrudniejszą wspinaczką dnia, albo główne trudności są zbyt daleko od kreski, co najpewniej powstrzyma gwiazdy od prób oderwania się wcześniej. To zbyt duże ryzyko – lepiej jest zaatakować później, niż bezcelowo tracić siły we wczesnej partii etapu.

Tę teorię sprawdzi już pierwszy pirenejski odcinek, kończący się na trudnej przełęczy, ponad 2000 m.n.p.m. Przez to wcześniejsze podjazdy będą raczej używane jako miejsce do przeprowadzenia selekcji i przedzielenia głównej grupy. Akcje powinniśmy zobaczyć dopiero na Col du Tourmalet, który Tour de France zaliczy po raz 89., a rywalizacja zakończy się na nim po raz trzeci. Podjazd jest dość długi i momentami bardzo stromy, ma 19 kilometrów i średnie nachylenie 7,4%, które w końcówce momentami skoczy do 11%. Tam podmęczeni i pozostawieni sami sobie faworyci po raz pierwszy w tegorocznej edycji spojrzą sobie prosto w oczy. Dużych różnic nie ma co oczekiwać, ale jeśli ktoś będzie miał gorszy dzień po czasówce, to pirenejski olbrzym nie jest do tego dobrą okazją.

Kolejnego dnia będzie dłużej, trudniej i nieco ciekawiej, albowiem tutaj trzeba szczególnie patrzyć na Mur de Péguère i finałowy podjazd pod Prat d'Albis. Oba te podjazdy są bardzo trudne i ich idealne połączenie może zachęcić do ataków z nieco dalsza. Mur de Péguère oficjalnie ma 9,3 km i średnie nachyleniem 7,3%, lecz zawiera 3,3-kilometrowy odcinek, gdzie stromizna stale przekracza 10%.

Wydaje się to być znakomita okazja, aby spróbować zgubić rywali i zrobić coś śmiałego, zyskując przewagę i rozpoczynając na czele Prat d'Albis. Inną możliwością jest zdecydowany podział grupy na stromej ściance i szybki zjazd z Péguère, a następnie mocne tempo u podnóża finałowej wspinaczki. Ta ma 11,8 kilometra o średnim nachyleniu 6,9%, lecz momentami sięga 11%. Warto również podkreślić, że następnego dnia czeka dzień przerwy, a zatem faworyci mogą dać z siebie nieco więcej.

fot. ASO/Pauline BALLET

Po odpoczynku kolejne dwa dni to kolejno płaski i pagórkowaty etap, na którym nie powinniśmy zobaczyć w akcji faworytów, dopiero osiemnasty odcinek będzie pierwszym starciem z Alpami. Jest on długi i wymagający, gdyż zawiera trzy trudne podjazdy, lecz mimo tego raczej można się spodziewać przyjazdu większych grupek. Największymi przeszkodami zdają się być wysokość, na jakiej rywalizowali będą zawodnicy, a także wiatr w dolinach. Col du Vars i Col d'Izoard, choć są dość strome i na papierze wymagające, znajdują się kolejno 126 i 75 kilometrów przed metą, a zatem nawet atak na tym drugim wiąże się z około dwugodzinną jazdą w pojedynkę lub w niewielkiej grupce. Jest to ryzykowne i dość trudne do dokonania.

Z kolei Col du Galibier od strony Briançon z powodu niskiego nachylenia jest z kolei stosunkowo łatwym podjazdem, pomimo długości, dopiero w końcówce szosa robi się nieco bardziej stroma. Zjazd do mety w Valloire może jednak nieco zbliżyć zawodników.

Kolejnego dnia ponownie wyjechać trzeba na wysokość sporo ponad barierę 2000 metrów, a w programie okazja na ataki z daleka, głównie za sprawą Col de l'Iseran. Ta przełęcz pojawia się na trasie "Wielkiej Pętli" po raz ósmy i po raz pierwszy od 12 lat, a będzie pokonana z trudniejszej strony, z Bonneval-sur-Arc. Kilka trudnych ramp w okolicach 10% mogą zachęcić kolarzy do spróbowania swoich sił, a potem zjazd doprowadzi peleton do finałowej wspinaczki z Tignes. W teorii niektórzy zawodnicy mogą nie chcieć tracić wszystkich sił na 30-kilometrowy atak i zyskać kilka sekund, by stracić minuty w przeddzień wyjazdu na Pola Elizejskie. W praktyce, wielu faworytów nastawia się tylko na te trzy odcinki, a przewyższenia na alpejskich drogach może stać się ważnym czynnikiem dzielącym kolarzy na lepiej i gorzej znoszących te warunki.

fot. ASO/Alex Broadway

Finałowy odcinek w górach powinien z kolei skupić się na trudnej wspinaczce w Val Thorens. Ta stacja narciarska gości Tour po raz pierwszy od 1994 roku, a droga do niej jest wyjątkowo długa – podjazd ma 33,4 kilometra. Oficjalnie średnie nachylenie wynosi 5,5%, lecz jest ono mocno zaniżone kilkoma płaskimi odcinkami i delikatnymi zjazdami, dającymi moment na wypoczynek. Ci, którzy mają jeszcze rywali w zasięgu wzroku mogą tu spróbować coś zdziałać, jeżeli będą się czuli na siłach. Nie będzie innych szans – kolejnego dnia czeka tylko parada po Paryżu. 130 kilometrów, trzy podjazdy, a finał powyżej bariery 2000 metrów. Z jednej strony na drodze do Val Thorens może czekać ostatnia batalia, z drugiej, jeśli generalka będzie już ułożona, trudno spodziewać się wielkich różnic.

Jakie zatem są wnioski? Organizatorzy starali się użyć trudnych wspinaczek, aby bardziej niż zwykle sprawdzić typowych górali, lecz same etapy są kiepsko połączone, a akcja na wielu z nich powinna się skupić dopiero na ostatnich kilometrach. Nie oznacza to jednak, że 106. Tour de France jest łatwiejszy niż inne. Wręcz przeciwnie, gór nie brakuje, a organizatorzy zdają się liczyć na to, że układ kluczowych podjazdów i powroty raz po raz na dużą wysokość wymuszą większe taktyczne manewry ekip. Te będą musiały sprytnie wykorzystać nadarzające się okazje lub zainwestować sporo sił w takowych stworzenie. Trzy finałowe dni niewielu przejedzie bez zawahania – z jednej strony stawiać można na stabilną jazdę przez trzy dni, próbę ograniczenia strat i wymęczenia rywali, z drugiej na jeden dzień, jedną akcję, w wyniku której szanse rywali rozsypią się jak domek z kart. Te kalkulacje, wraz z przeliczeniami czasów i bonifikat kierowały będą myśleniem o podium w Paryżu.

Kluczowe wspinaczki Tour de France 2019

Col du Tourmalet – etap 14 (finałowy podjazd; 19,0 km; 7,4%; kat. HC – Souvenir Jacques Goddet)

Mur de Péguère – etap 15 (147 km – 38 km przed metą; 9,3 km; 7,9%; kat. 1)

Prat d'Albis – etap 15 (finałowy podjazd; 11,8 km; 6,9%; kat. 1)

Col de l'Iseran – etap 19 (89 km – 37,5 km przed metą; 12,9 km; 7,5%; kat. HC – Souvenir Henri Desgrange)

Val Thorens – etap 20 (finałowy podjazd; 33,4 km; 5,5%; kat. HC)

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając błędny fragment tekstu i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: