Giro d'Italia 2019. Carapaz o krok od nieśmiertelności

Richard Carapaz jutro zostanie trzecim w historii kolarzem z Ameryki Południowej, który triumfował w wyścigu trzytygodniowym. Poprzednio dokonali tego tylko Luis Herrera (1987) oraz Nairo Quintana (2014 i 2016).

Cała ekipa dała z siebie wszystko. To był świetny wyścig całego zespołu. Ja sam nie wiem jak mam opisać to, co czuję. Ta sytuacja jest wyjątkowa, moje życie w ostatnich dniach jest zupełnie odrealnione

– mówił na mecie lider ekipy Movistar, którego w ostatnich dniach na trasie wspierała rodzina: żona i dzieci.

26-latek po świetnie przejechanym Giro d'Italia, wygraniu dwóch etapów i pokazaniu się jako najmocniejszy lub jeden z trzech najmocniejszych wspinaczy wyścigu, jutro w Weronie musi ukończyć czasówkę i nie stracić przy tym zbyt dużo do Vincenzo Nibalego.

Carapaz do Giro d'Italia przystąpił na specyficznej pozycji. Po świetnym występie w edycji ubiegłorocznej i czwartym miejscu w klasyfikacji generalnej, w teorii powinien być jednym z faworytów. Biorąc pod uwagę sporą anonimowość Ekwadorczyka oraz fakt, że walczył w klasyfikacji młodzieżowej, a poza Giro nie miał na koncie dokonań na poziomie WorldTour, jego występ traktowany mógł być jako jednorazowy wystrzał kolejnego dolnego górala w ekipie Eusebio Unzue.

Kolejny zdolny góral świetnie jednak odnalazł się nie tylko w grupce najlepszych, ale i w budowaniu sobie pozycji w zespole, dość płynnie współpracując z Mikelem Landą, który jutro będzie walczył o utrzymanie trzeciej pozycji w klasyfikacji generalnej.

Zignorowany przez Vincenzo Nibalego i Primoza Roglica, po zwycięstwo sięgnął na 14. etapie i niespodziewanie przejął kontrolę nad wyścigiem. Nibali liczył, że na kolejnych górskich etapach młodziana urwie, acz dość szybko zorientował się, że będzie to niezwykle trudne. Wspierany przez świetnie przygotowanych zawodników Movistaru – Antonio Pedrero, Andreya Amadora i Hectora Carretero, a także walczącego o podium Mikela Landę – Carapaz nie tylko opierał się Nibalemu, ale zdołał nawet zyskać nad Włochem.

"Rekin z Mesyny" próbował Ekwadorczyka zgubić, ale nawet na ostatnim etapie w Dolomitach nie było to możliwe. Carapaz zdawał się nie do ruszenia, wraz z atakującym Landą rozgrywając swój wyścig i na metę dojeżdżając razem z Włochem.

Dziś na ostatnim podjeździe było nas już niewielu, Landa ruszył by zobaczyć co jesteśmy w stanie ugrać, czy mam szansę zgarnąć etap, a może zapewnić mu miejsce na podium. Ja myślę już o jutrzejszej czasówce i swojej przewadze. Nie sądzę, że stracę dużo, ale podczas wyścigu zdarzyć się może wszystko

– zadeklarował ostrożnie.

Jutrzejszą czasówkę wspinacz z Ameryki Łacińskiej rozpocznie jako ostatni, mając wystarczająca przewagę nad rywalami. Na 17-kilometrowym odcinku w Weronie jego straty nie powinny być duże – na dwa razy dłuższym odcinku w San Marino, na trasie drugiej jazdy indywidualnej, Ekwadorczyk do Roglica stracił 1:55, natomiast do Nibalego 50 sekund.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

2 Comments

  1. Karol

    1 czerwca 2019, 20:31 o 20:31

    Cały Movistar jedzie świetnie.

  2. poproszę o wyniki

    1 czerwca 2019, 21:36 o 21:36

    A to już wiadomo, jakie będą jutro czasy?

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this:

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: