Giro d'Italia 2019. Rafał Majka z widokiem na szóste miejsce

Los Giro d'Italia może być już przesądzony na rzecz Richarda Carapaza, ale nie wszystkie miejsca w pierwszej dziesiątce wyścigu są pewne. Rafał Majka do Werony pojedzie by walczyć o szóste miejsce w klasyfikacji generalnej.

Majka po 20. etapach zajmuje siódmą lokatę i do szóstego Miguela Angela Lopeza (Astana) traci tylko 10 sekund. Polak i Kolumbijczyk nie są orłami jazdy na czas, trudno więc ocenić jednoznacznie, który z nich wypadnie lepiej. Na poprzednich odcinkach w tej konkurencji w pierwszej próbie o 5 sekund lepszy był Lopez, na długiej czasówce o 1:41 lepszy był Majka.

W Weronie próba liczy 17 kilometrów, a na trasie wyrośnie łagodna, 4,5-kilometrowa wspinaczka na Torricelle.

Majka dziś, na ostatnim z górskich etapów jechał z najlepszymi, trzymając się Pavla Sivakova oraz kolarzy Bahrain-Merida. Polak nie podążył za Carapazem ani Nibalim, gdy 12 kilometrów przed metą zaatakował Mikel Landa, po uślizgu na zakręcie znalazł się natomiast w grupce z Primozem Roglicem i Bauke Mollemą, która na ostatniej wspinaczce kręciła 40 sekund za prowadzącymi wyścig Carapazem i Landą.

Lider Bora-hansgrohe metę osiągnął 44 sekundy za najlepszymi, zachowując siódmą lokatę w klasyfikacji generalnej. Do Lopeza zbliżył się wobec niefortunnego rozwoju wypadków: Kolumbijczyk po kolizji i utarczce z kibicem stracił ponad półtorej minuty do najlepszych.

Upadłem na zakręcie na ostatnich 10 kilometrach. Szkoda, bo siedziałem na kole Nibalego, Roglica i Carapaza. Dojście ich nie było, o dziwno, takie trudne, zajęło mi to chyba z pół minuty, ale oczywiście zużyłem na tym trochę sił

– powiedział Majka w komunikacie zespołu.

Nie wiem co mi się stało, nagle mi koło trochę odskoczyło... trochę zmęczenie, ale normalnie dobrze zjeżdżam. Starałem się dojść do grupy, jeszcze walczyć o cenne sekundy. Dziś czułem się dobrze, gdyby nie te dwa dni co miałem gorsze, to naprawdę dobre by było Giro. Ale jestem zadowolony

– relacjonował z kolei na mecie przed kamerą stacji "Eurosport".

29-latek w tym roku świetnie przejechał pierwsze dwa tygodnie, zgrabnie poruszając się na górskich etapach w Alpach, natomiast problemy miał w ostatnim tygodniu, tracąc grunt pod nogami na zalanym deszczem Passo del Mortirolo i na etapie do Lago di Anterselva. Polak na każdym z górskich etapów dysponował wsparcie grupy Bora-hansgrohe. Kolarze niemieckiej grupy, z wyjątkiem Davide Formolo, nie byli w stanie go wspierać w grupce faworytów, ale we wczesnych fazach etapów, pracowali na jego rzecz. Tak było też na ostatnim górskim etapie.

Skończyłem etap w dziesiątce, obroniłem siódme miejsce. Muszę podziękować kolegom za wsparcie do samego końca. Jesteśmy teraz jeden etap od realizacji przedstartowego celu skończenia wyścigu w pierwszej dziesiątce

– dodał Majka.

Polski kolarz, który Giro w przeszłości Corsa Rosa kończył na piątym (2016), szóstym (2014) i siódmym (2013) miejscu, w 2019 roku ambicjami sięgał podium wyścigu. Występ we Włoszech, zakończony miejscem w pierwszej dziesiątce, wypada poniżej tychże ambicji, ale potwierdza umiejętność regularnej walki o wysokie lokaty w Grand Tourach, której Majka szukał po dwóch nieudanych szturmach trasy Tour de France. Kariera grandtourowca na przestrzeni lat lata chudsze i tłustsze będzie miała, dla górala Zegartowic motywacją do dalszej pracy zapewne będzie świadomość, że po dwóch dniach kryzysu nie poddał się i zdołał podnieść się by walczyć z najlepszymi.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając błędny fragment tekstu i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: