Giro d’Italia 2019. Jakub Mareczko – talent na stromej ścieżce do sprinterskiej czołówki

Jakub Mareczko pracę nad dołączeniem do sprinterskiej czołówki wykonuje w barwach polskiego zespołu CCC. Pierwszy rok na poziomie WorldTour to spore wyzwanie, a czwarty w karierze start w Giro d'Italia stanowi także większą odpowiedzialność.

Jakub Mareczko nie wygląda na sprintera. Kolarz polskiej grupy CCC nie przypomina w niczym zwalistego Andre Greipela, nabitego Marka Cavendisha, barczystego Petera Sagana czy wysokiego Eli Vivianiego. Przy niecałym metr siedemdziesiąt wzrostu na ostatnich metrach widoczny jest dopiero gdy rozpoczyna się szarża, wyróżniając się sylwetką, wychyloną do przodu jak podobnie filigranowy Caleb Ewan, ale także nieco skuloną, przyczajoną niczym gepard.

Polskie grupy, dotychczas rzadko startujące w wyścigach najwyższej klasy, o włączeniu się do walki najlepszych sprinterów myśleć nie mogły, nawet jeśli w ich szeregach znajdowali się zagraniczni zawodnicy potrafiący zahaczyć o czołówkę. Więcej, polski kolarz, który w sprincie w największych wyścigach świata byłby w stanie nawiązać walkę z najlepszymi, to melodia dość odległej przeszłości. W erze kolarstwa zawodowego tylko Zbigniew Spruch uczestniczył w takich rozgrywkach, a Michał Kwiatkowski, choć i na tym polu utalentowany, na celowniku ma inne wyścigi.

Projekt CCC Team, pierwszej polskiej grupy WorldTour, oparty jest w tym roku na mieszance kolarzy, którzy w przeszłości szli dość różnymi drogami. Grupa zebrana przez Jima Ochowicza skupia się zasadniczo wokół Grega van Avermaeta, któremu pomagała na trasach klasyków. Brak lidera na wyścigi etapowe z jednej strony otwiera szanse przed zawodnikami jeżdżącymi agresywnie i walczącymi w ucieczkach, a z drugiej może skłonić do podjęcia próby zbudowania zespołu wokół sprintera. Zakontraktowany z drugoligowego zespołu Wilier Triestina - Selle Italia Jakub Mareczko, przez wielu postrzegany jako jeden z większych sprinterskich talentów, w pomarańczowych barwach jest tego typu inwestycją.

Urodzony w Polsce i ścigający się z włoską licencją kolarz jest pierwszym w szeregach grup sponsorowanych przez Dariusza Miłka sprinterem z potencjałem walki w największych imprezach globu. Potencjał ten wymaga jednak pracy i czasu, co pokazały pierwsze miesiące 2019 roku. 25-latek tej wiosny dał zaledwie dwie czy trzy próbki swojego talentu i w sobotę, na starcie Giro d'Italia, trzeźwo oceniał swoje szanse, mając świadomość tego, że wiele wysiłku wciąż przed nim.

Byłem w domu trzy tygodnie, trenowałem. Potem pojechałem Tour de Romandie, ale nie czułem się dobrze, miałem infekcję. Do tej pory biorę antybiotyk. Nie wiedziałem co mi się stało, miałem gorączkę. Zobaczymy, pierwsze etapy są dobre, jest dużo okazji

– tłumaczył „Rowery.org” przed startem Giro w Bolonii.

Rozmawiałem z dyrektorami sportowymi. W mojej sytuacji, zobaczymy jak będę czuł się z dnia na dzień. Nie nakładam na siebie presji, nie stresuję się, że muszę coś zrobić. Jak będzie, tak będzie. Będą jeszcze inne okazje do pokazania się, ekipa mi je daje i we mnie wierzy. Na pewno bym chciał pokazać im, że potrafię być tam na finiszu z najlepszymi. Chciałbym się odwdzięczyć im za to, co mi umożliwiają

– podkreślił.

Mareczko poza rowerem urzeka spokojem i opanowaniem. Mówi ładną i kulturalną polszczyzną, w której słychać włoski akcent, ale z mediami rozmawiać potrafi także po angielsku i naturalnie po włosku. Na włoskich szosach wybił się i trafił do zawodowego peletonu, a w Giro d'Italia startował wcześniej trzykrotnie. Kilkukrotnie plasował się w sprinterskiej czołówce, najbliżej zwycięstwa będąc w 2017 roku, gdy etapy piąty i dwunasty przegrał tylko z Fernando Gavirią.

W tym roku w trzech sprinterskich rozgrywkach na finiszu wśród najlepszych pojawił się póki co raz.

Ostatnie dni były lepsze. Tam [w Szwajcarii] naprawdę czułem się źle. Przygotowałem się bardzo dobrze, zrobiłem wszystko co założyłem. Miałem bardzo dobry program. Przyjechałem dobrze przygotowany, oprócz tego że chorowałem, ale ogólnie jestem zadowolony z tego, co zrobiłem.

W Orbetello linię mety trzeciego odcinka jako pierwszy przeciął Elia Viviani, ale po jego dyskwalifikacji triumf przyznano Fernando Gavirii. Mareczko, którego w finale od kolegów oddzieliła kraksa, finisz zaczynał samotnie, na około 10. pozycji. Kolarz polskiej grupy walczył do samego końca, ostatecznie zapisując siódme (szóste) miejsce.

Jestem zadowolony, możemy w kolejnych dniach walczyć o lepsze wyniki. Mamy jeszcze kilka szans. Cała ekipa mnie wspierała, mam nadzieję, że uda mi się wywalczyć dobry wynik by się im odwdzięczyć

– komentował po zakończeniu zmagań.

Mareczko był bardzo silny, ale potrzebował jeszcze jednego kolarza ze sobą by walczyć o lepszy wynik. To jednak dobry wynik, bo pokazał, że jest w stanie rywalizować o wysokie miejsca

– ocenił dyrektor sportowy Gabriele Missaglia.

fot. Gian Mattia D'Alberto / LaPresse

Niski sprinter markę wyrobił sobie w latach 2015 – 2018, seryjnie wygrywając etapy wyścigów w Chinach. Na trasie Tour of Taihu Lake zapisał dwie wygrane w klasyfikacji generalnej oraz 18 etapowych zwycięstw, siedem razy triumfował na etapach rozgrywanego na wyspie Hajnan wyścigu, a do tego 3 odcinki wygrał na trasie Tour of Qinghai Lake. Sprinterskie portfolio uzupełniał wygranym etapami Tour of Turkey, Tour de San Luis czy Tour de Langkawi. Triumfy te, choć w wyścigach klasyfikowanych szyldami 2.HC i 2.1, należą do zupełnie innej ligi i innego kolarskiego świata.

W poprzedniej ekipie jeździłem w większości w wyścigach z drugiej kategorii. Tak, wygrałem w Chinach, ale różnica między moją ekipą a innymi była taka jak w Europie między WorldTour i kontynentalną czy pro-kontynentalną. Ta sama różnica. Tutaj [w wyścigach WorldTour] drużyny są wszystkie przygotowane

– tłumaczył.

W CCC Team Mareczko po raz pierwszy ściga się przede wszystkim w wyścigach należących do cyklu WorldTour. Od początku sezonu w Australii 25-latek w kalendarzu zapisał 29 dni na trasach wyścigów tej klasy. Dla porównania, w latach 2015 – 2018 w jego programach startów znalazły się 42 etapy wyścigów WorldTour. Przeskok jest więc spory, tym bardziej, że Mareczko wcześniej nie zawsze radził sobie na trudniejszych etapach, trzy razy startując w Giro i ani razu nie dojeżdżając do mety wyścigu.

Teraz wyścigi to już wszystko WorldTour. Nie jest to takie proste, że natychmiast dam radę uzyskać to, co bym chciał. Ale powoli, powoli i damy radę

– przyznał.

Prowadzenie sprintera i budowanie wokół niego składu, to wyzwanie dla zespołu. Grupa BMC Racing nie miała w swoich szeregach zawodnika, dla którego formowała sprinterski pociąg. CCC Sprandi Polkowice w sprintach nie rywalizowało w ogóle na takim poziomie, a powstanie grupy na poziomie WorldTour rozpoczęło proces dostrajania zawodników do pracy z kolarzem, który ma wystarczająco dużo mocy by walczyć z najlepszymi sprinterami globu.

W startach przed Giro d'Italia Mareczko zapisał tylko dwa udane finisze w gronie najlepszych zawodników. Trzeci ukończył pierwszy etap Tour Down Under, ósmy finiszował też na etapie UAE Tour, a na trasie Bredene Koksijde Classic pomógł Szymonowi Sajnokowi w wywalczeniu czwartego miejsca.

Dobrze się czułem w starciu z najlepszymi. Pierwszy raz jeździłem z niektórymi chłopakami, z [Francisco] Ventoso czy nawet [Szymonem] Sajnokiem. Z chłopakami dobrze się dogaduję. Za pierwszym razem to nie jest takie łatwe, natychmiast mieć wszystkie parametry. W Australii poszło dobrze, bo dałem radę zrobić niektóre sprinty, a takie starty jak Paryż-Nicea to były ciężkie wyścigi

– powiedział.

Na pewno dużo pomocy oferował mi [Francisco] Ventoso, pomagał mi bardzo. Łukasz [Owsian], jedzie bardzo mocno. Ekipa jest super, ale zgrywanie się nie jest takie łatwe, to jest proces. To jest też pierwszy rok, w którym ekipa ma sprintera jak ja czy Szymona, dotychczas nie była rozbudowana na sprinty.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: