Nils Politt. Niemiecki talent z zacięciem do bruków

Nils Politt to kolejna nadzieja niemieckiego kolarstwa. 24-latek swoje miejsce w peletonie znalazł w ekipie Katusha-Alpecin i w jej barwach spróbuje włączyć się do walki w wyścigach na brukach i krótkich etapówkach.

Nils Politt jest trudny do przeoczenia. 24-latek oficjalnie ma 192 centymetry wzrostu, acz gdy przechadza się obok kolegów, robi wrażenie koszykarza, wystaje nad grupę o dobrze ponad dwie głowy. Tyczkowaty Niemiec z zespołu Katusha-Alpecin na trasach wyróżnił się w tym roku nie tylko fizycznymi parametrami, ale duchem walki i inteligencją, na koncie zapisując etap Deutschlad Tour i drugą lokatę w jego klasyfikacji generalnej, a także siódme miejsce w Paryż-Roubaix.

To mój najlepszy rok dotychczas. Przez ostatnie dwa lata pracowałem tylko na Alexandra Kristoffa. Dużo się nauczyłem, a w tym roku dostałem kilka szans dla siebie, szczególnie w klasykach i na kilku wyścigach etapowych. Mam okazje dla siebie, ale także znajduję je sam. Jestem zadowolony, Katusha jest także, mam przed sobą dwa sezony w tym zespole i chcę wygrać dla nich jak najwięcej

 - tłumaczył w rozmowie z "Rowery.org" w Londynie, przed zakończeniem OVO Energy Tour of Britain.

Politt jako orlik nie notował nadzwyczajnych wyników, ale w sezonie 2015 został zauważony przez przechodzący zmiany zespół Katusha. Dla 21-latka 6. miejsce w Bayern-Rundfahrt, 3. w młodzieżowym Kattekoers czy tytuł mistrza Niemiec orlików w jeździe indywidualnej na czas i srebro w wyścigu ze startu wspólnego stanowiły solidne wyniki i kolarz spod Kolonii dość wcześnie trafił na poziom WorldTour.

W latach 2016 i 2017, jako pomocnik Kristoffa, nie miał wielu okazji dla siebie, ale odhaczał kolejne wyścigi, które pozwalały mu obyć się w peletonie i nauczyć zasad jego funkcjonowania. Dziś ma już dość jasno sprecyzowaną wizję siebie i w ostatnich miesiącach wraz z zespołem zaczął wcielać ją w życie.

Klasyki są priorytetem, ale widzę się też w etapówkach, w których nie ma bardzo trudnych podjazdów, jak Deutschland Tour. Nie mam nic przeciwko sztywnym podjazdom, ale mogą być dłuższe tylko nie aż tak strome. Pokazałem w Niemczech, że nie jestem najwolniejszym zawodnikiem na finiszach z grupek - w takich wyścigach mogę osiągać dobre wyniki

 - analizował.

Póki co ściganie na brukach pozostaje jego głównym obszarem zainteresowania.

Bardzo lubię flamandzkie klasyki i Paryż-Roubaix, więc potem trudno utrzymać koncentrację na Ardeny

 - wyjaśnił w odpowiedzi na pytanie o możliwość prób połączenia tych dwóch.

W tym sezonie 24-latek świetnie pokazał się na brukach Paryż-Roubaix, na welodromie legendarnego wyścigu finiszując na siódmym miejscu. W drugiej partii sezonu pokazywał się na trasie odrodzonego Deutschland Tour oraz Tour of Britain, a jego tyczkowata figura wyraźnie odcinała się na tle kolarzy jadących w rozlicznych atakujących grupkach.

Na szosach Anglii Politt na siódmym odcinku znalazł się w kluczowym odjeździe i do mety zmierzał z Ianem Stannardem (Team Sky). Brytyjczyk w swoim stylu zdołał Niemcowi odjechać, ale druga lokata nie była dla kolarza Katushy-Alpecin wielkim zawodem.

W Niemczech odniosłem swoje pierwsze zwycięstwo w karierze, to było niesamowite. Nie do uwierzenia, miałem świetny tydzień w Niemczech, bo skończyłem ściganie jako drugi. Pokazałem się też, wczoraj [na 7. etapie Tour of Britain]. Okej, przegrać z Ianem Stannardem to nie wstyd, on już kiedyś rozbił trzech chłopaków z Quick-Stepu na Omloop Het Nieuwsblad. To żaden wstyd, ale pokazałem, że mogę wygrywać też z ucieczki

 - wyjaśniał przywołując wyścig z 2015 roku.

Rezydujący w zlokalizowanej pod Kolonią miejscowości Hürth Politt wraz z Pascalem Ackermannem i Emanuelem Buchmannem (Bora-hansgrohe) czy Maximilianem Schachmannem (Quick-Step Floors) i drużynowym kolegą Rickiem Zabelem należy o generacji niemieckich kolarzy wychowanych na sukcesach niemieckich sprinterów - Andre Greipela, Marcela Kittela czy czasowca Tony'ego Martina.

Ta grupka wyrosła w opozycji do niebytu, w jaki w pierwszej dekadzie XXI wieku wpadło niemieckie kolarstwo. Po zakończeniu ery Erika Zabela, upadku Jana Ullricha i grupy Telekom w gruzach złamanej dopingiem i poddanej publicznemu ostracyzmowi generacji, Niemcy nie mieli zawodników zdolnych wygrywać największych wyścigów. Relacje telewizyjne z wyścigów stały się rzadkością, a niemiecką flagę w międzynarodowym peletonie pokazywało tylko kilku kolarzy, jak Fabian Wegmann czy Jens Voigt. Odrodzenie i zwycięstwa w największych wyścigach przyszło przez sprinterów - Andre Greipela, Marcela Kittela oraz nieco później Johna Degenkolba - oraz mistrza świata w jeździe na czas Tony'ego Martina. Ich zwycięstwa na trasach największych imprez globu oraz jasne deklaracje potępiające stosowanie dopingu przyczyniły się do powolnego odradzania się zainteresowania kolarstwem, czego manifestacją był wznowiony po niemal dekadzie Deutschland Tour.

Politt zdaje się mieć świadomość swojego miejsca w tej historii i zapytany o swoich idoli po chwili zastanowienia wymienił tylko jednego.

Andre Greipel był moim idolem. On pochodzi z mojego miasta [Greipel pochodzi z Rostocku, ale mieszka w Hürth - przyp. red.], byłem jeszcze juniorem, kiedy on był dla mnie wzorem. Dziś jest moim partnerem treningowym i przyjacielem

 - wyjaśnił.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: