Vuelta a Espana 2018. Przegląd najtrudniejszych wspinaczek

stado kóz z zaciekawieniem patrzy na mknący peleton Vuelty

Są ścianki, są długie podjazdy, są męczące góry, na których powinny rozstrzygnąć się losy ostatniego w sezonie Wielkiego Touru. Przyglądamy się największym trudnościom na trasie 73. Vuelta a Espana.

Hiszpański Grand Tour chyba bez wątpienia jest jednym z najbardziej górzystych wyścigów w kolarskim kalendarzu, pomimo tego, iż rzadko przekracza poziom 2000 metrów nad poziomem morza. Strome lecz krótkie drogi prowadzące do mety stały się jednym ze znaków rozpoznawczych sterowanego przez Javiera Guilléna wyścigu.

Przez ostatnie 38 edycji, a więc od 1979 roku, Vuelta zaliczyła łącznie 724 premie górskie, rozrzucone po całym Półwyspie Iberyjskim. Organizatorzy sprawnie dysponują pagórkowatą naturą swojego kraju i zawsze szukają nowych utrudnień, aby jeszcze uatrakcyjnić rywalizację.

Tegoroczna edycja nie odbiega od tej normy. Na trasie 73. Wyścigu Dookoła Hiszpanii znajduje się 51 wspinaczek, z czego dziewięć z nich to podjazdy prowadzące na metę. Trzy premie zostały uznane za najtrudniejsze i opisane jako trudności kategorii specjalnej (Categoria Especial, ESP). Szesnaście gór to podjazdy pierwszej kategorii, siedem to wyzwania drugiej kategorii, zaś aż 25 to "hopki" zasługujące na najniższą, trzecią kategorię. Kolarze będą jechać po pasmach górskich takich jak Sierra de Huétor, Góry Kastylijskie, Góry Kantabryjskie, Picos de Europa, a wielki finał wspinaczek nastąpi w Pirenejach, a konkretniej w Andorze.

Wyścig rozpoczęła płaska czasówka wokół Malagi, a wczoraj kolarze finiszowali na podjeździe w okolicach szlaku pieszego Caminito del Rey, lecz to jutro czeka pierwszy znaczący finisz górski - zawodniczy zakończą ściganie na Sierra de la Alfaguara, na przełęczy Alfacar. Piąty odcinek, na którym czeka przełęcz El Marchal (10,8 km; 4,1%; kat. 2), powinien sprzyjać uciekinierom i powstrzymać zapędy sprinterów. Dla tych drugich z kolei przeznaczone są etapy numer 6, 7 i 8, choć na każdym z nich znajdują się pagórki, które mogą utrudnić życie.

kibice na trasie Vuelta a Espana

fot. Luis Gómez/Unipublic

Faworyci do walki w "generalce" będą musieli przede wszystkim uważać w niedzielę, gdyż 9. odcinek zwieńczy pierwsza kluczowa wspinaczka, prowadząca do stacji narciarskiej La Covatilla. Vuelta a España gościła tu już cztery razy - w 2002 roku triumfował Santiago Blanco, dwa lata później zwyciężył Félix Cardenas, a w 2006 roku Danilo Di Luca pokonał w sprincie Janeza Brajkovica. Gdy wyścig wjeżdżał tu w 2011 roku, Daniel Martin wyprzedził na końcowych metrach Bauke Mollemę, który z kolei na dzień przejął trykot lidera.

La Covatilla, uznawana za wspinaczkę kategorii specjalnej, ma 9,8 kilometra i średnie nachylenie 7,1%. Pierwsze 1,8 kilometra nie jest zbyt strome, lecz później następuje 12-procentowa ścianka, a następnie nachylenie oscyluje w okolicach 8-9%. Nieco łatwiejszy jest krótki odcinek 3 kilometry przed metą, zaś na ostatnim kilometrze wspinaczka niemalże kompletnie ustaje, co może utrudnić utrzymanie przewagi nad rywalami i nieco przybliżyć poszczególnych kolarzy.

Po dniu przerwy na kolarzy czeka niemalże płaski jak stół etap do Fermoselle, zaś później, na odcinku z metą w Ribeira Sacra, w końcówce trzeba będzie wspiąć się na Alto del Mirador de Cabezoas, który również powinien ułatwić życie uciekinierom. Dwunasty etap znów będzie sprzyjać sprinterom, pomimo małych trudności w końcówce.

fot. Luis Gómez/Unipublic

Na zakończenie drugiego tygodnia czeka tradycyjny tryptyk górski, który rozpocznie wspinaczka pod La Camperona (8,3 km; 7,5%). Ta zadebiutowała na trasie wyścigu w 2014 roku i już zapisała się w jego historii jako rozpoznawalna droga. Oba dotychczasowe etapy kończyły się zwycięstwem uciekinierów - za pierwszym razem triumfował Ryder Hesjedal, zaś w 2016 roku jego pierwszy kreskę przeciął Sergey Lagutin.

W tym roku w połowie 13. etapu czeka Puerto de Tarna (13 km; 5,8%), a po niemalże 60 płaskich kilometrach rozpocznie się główna trudność dnia. Pierwsze sześć kilometrów nie jest regularne - łatwiejsze odcinki są przedzielone bardziej stromymi fragmentami - zaś kluczowe będzie ostatnie 2,3 kilometra, gdzie stale utrzymuje się dwucyfrowe nachylenie, momentami sięgające 19,5%. Najbardziej stromy kilometr to ten przedostatni - tam z kolei ciągle trzeba się zmagać z 18-procentową wspinaczką. Dotychczasowe odcinki z metą w dolinie Sabero wprowadziły przetasowania w "generalce" i można się spodziewać, że tym razem będzie nie inaczej.

Czternasty, również wymagający etap prowadzi na górę Les Praeres - prawdziwą ścianę. Nie ma bowiem możliwości, aby inaczej nazwać podjazd o średnim nachyleniu 12,5%, które utrzymuje się przez cztery kilometry i wlicza króciutki zjazd oraz bardziej płaskie ostatnie metry. Droga od samego dołu jest bardzo wąska, a asfalt pozostawia wiele do życzenia, co również utrudni życie kolarzom. Ciężko będzie tu zyskać nad rywalami, ale bez wątpienia będzie tu można ponieść duże straty.

Drugi tydzień zakończy jeden z najbardziej kultowych podjazdów w Hiszpanii - Lagos de Covadonga. Na trasie wyścigu znajdzie się po raz 21., a cztery lata temu był świadkiem pierwszego polskiego zwycięstwa etapowego na Półwyspie Iberyjskim, którego autorem był Przemysław Niemiec. Klasyfikowana "poza kategorią" wspinaczka jest wyjątkowo nieregularna - przez pierwsze sześć kilometrów nachylenie stale oscyluje w okolicach 9-10%, lecz kolejne 1000 metrów jest niemalże zupełnie płaskie. Później czeka kolejna 9-procentowa poprawka, krótki zjazd, 300-metrowa ścianka o nachyleniu 17%, kolejny zjazd i ostatnie, 300 metrowe "dobicie". To wszystko składa się na 11,7-kilometrowy podjazd o średnim nachyleniu 7,2%.

Wymęczeni poprzednimi wspinaczkami faworyci mogą tu odskakiwać aby zdobyć przewagę tak, jak Nairo Quintana w 2016 roku. To właśnie tu Kolumbijczyk zyskał 25 sekund nad Chrisem Froomem i przejął koszulkę lidera, której potem nie oddał już aż do końca.

fot. Unipublic/Luis Angel Gómez

Trzeci tydzień rozpocznie płaska czasówka, lecz kolejnego dnia na etapie 17., czeka kolejny górski etap z ważną wspinaczką - Balcón de Bizkaia, prowadzący w kierunku szczytu legendarnego baskijskiego wzniesienia Monte Oiz. Podjazd o długości 7,3 kilometra i średnim nachyleniu 9,7% rozpoczyna się dość gładko, lecz stopniowo staje się coraz bardziej stromy, a ostatecznie na 500-metrowym odcinku nachylenie sięga 23,8%. Za ścianką następuje minimalne wypłaszczenie, lecz ostatni kilometr znów utrudni życie - jego średnie nachylenie wynosi 13%.

Kolarze po raz kolejny będą musieli również zmagać się z drogą kiepskiej jakości - szorstkie i wąskie płyty betonowe rozciągają się aż do szczytu podjazdu. To debiutujące na trasie Vuelty wyzwanie również utrudni życie i niemalże na pewno podzieli stawkę, wprowadzając różnice czasowe. Najwięcej zyskać będą mogli ci, którzy we wtorek polegli w samotnej walce z czasem.

Po płaskim etapie do Lleidy czeka etap z metą po bardzo długiej wspinaczce na Coll de la Rabassa (17 km; 6,6%), który jednak powinien zostać nieoficjalnie zneutralizowany przez zawodników przed kluczowym etapem do Andory.

Vincenzo Nibali ogląda się na Chrisa Froome'a

fot. Unipublic/Luis Angel Gómez

Dwudziesty odcinek to prawdziwa górska przeprawa. Na peleton czekają m.in. podjazdy pod Coll de Ordino (9,8 km; 7,1%, kat. 1) i druga wizyta na Coll de Beixalis (7,1 km; 8%, kat. 1), lecz znów kluczowa powinna być ostatnia wspinaczka - na Coll de la Gallina. Tu kończyły się już dwa etapy Vuelta a Espana. W 2012 roku jako pierwsi na przełęcz wjechali Alejandro Valverde, Joaquim Rodríguez i Alberto Contador, a w hiszpańskim pojedynku zwycięsko wyszedł "Bala". W 2013 roku natomiast Daniele Ratto, po ataku 45 kilometrów przed metą, dojechał do niej z niemal czterominutową przewagą nad resztą stawki.

Organizatorzy podają, że podjazd ma 3,5 kilometra i średnie nachylenie wynoszące 8,7%, lecz w rzeczywistości mierzy on 7,6 kilometra, a średnie nachylenie wynosi 8,2%. Wspinaczka rozpoczyna się kilometrową rampą o nachyleniu 10%, po której następuje krótki zjazd. Od tego momentu wspinaczka nie ustaje i prowadzi po 10-procentowym nachyleniu, utrzymującym się aż do mety. Dodatkowym utrudnieniem będą wiraże - w górnej części drogi znajduje się 18 nawrotów, przez co jest ona porównywana do Alpe d'Huez. Zważywszy na to, iż jest to ostatnia szansa, aby nadrobić nad rywalami, o kryciu się za rywalami nie ma mowy.

Kluczowe wspinaczki Vuelta a Espana 2018

La Covatilla - etap 9 (9,8 km; 7,1%, kat. ESP)
La Camperona - etap 13 (8,3 km; 7,5%, kat. 1)
Les Praeres (Nava) - etap 14 (4 km; 12,5%, kat. 1)
Lagos de Covadonga - etap 15 (11,7 km; 7,2%, kat. ESP)
Balcón de Bizkaia - etap 17 (7,3 km; 9,7%, kat. 1)
Coll de la Gallina - etap 20 (7,6 km; 8,2%, kat. ESP)

La Covatilla

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

8 Comments

  1. Zbig

    27 sierpnia 2018, 13:09 o 13:09

    Błąd:
    "Trzeci tydzień rozpocznie płaska czasówka, lecz kolejnego dnia na etapie 17., czeka kolejny górski etap z ważną wspinaczką - Balcón de Bizkaia, znajdujący się pod szczytem legendarnego baskijskiego szczytu Monte Oiz."
    Wspinają się właśnie na Monte Oiz. Balcón de Bizkaia jest wcześniej jako podjazd 2 kategorii.
    Chyba ze względów marketingowych nazwali ostania wspinaczkę na Monte Oiz też Balcón de Bizkaia. Tu profile:
    https://lasterketaburua.files.wordpress.com/2018/01/finale-monte-oiz-3.png

    • Paweł Gadzała

      27 sierpnia 2018, 13:27 o 13:27

      To stary profil (nowy dostępny tu: https://www.lavuelta.es/en/stage-17), organizatorzy po prezentacji często publikują profil trasy, który ulega później zmianom. W tym przypadku etap będzie miał 157 kilometrów i faktycznie zakończy się na Balcon de Bizkaia. Chłopaki z hiszpańskiej strony są szybcy w robieniu profili, ale czasem zapominają je poprawić po korektach organizatora 🙂

      • Zbig

        27 sierpnia 2018, 16:50 o 16:50

        No ale Balcón de Bizkaia ma 410 m a Monte Oiz 950 m czyli jak się kończy na 925 m npm. to jest pod szczytem Monte Oiz. Balcón de Bizkaia to zupełnie inne wzniesienie. Także po zmianie profilu nawet jedna góra nie zamienia się w inną. Tam zresztą nie ma innego podjazdu po za 900 m npm. niż Monte Oiz. Tylko nazwali ten finałowy podjazd inaczej, może dlatego że nie kończy się na samym szczycie Monte Oiz.

        • Zbig

          27 sierpnia 2018, 17:11 o 17:11

          PS. Dokładnie to Balcón de Bizkaia (dokładnie 433 a nie jak podałem 410) może być częścią podjazdu na Monte Oiz, oczywiscie zalezy od której strony podjeżdżamy (jest . Np. tu na profilu:
          http://www.altimetrias.net/aspbk/verPerfilusu.asp?id=1569
          https://www.cyclingcols.com/col/Oiz
          Mam nadzieje że teraz jest to zrozumiałe

        • Mikołaj Krok

          27 sierpnia 2018, 17:13 o 17:13

          Dlatego też stosujemy tę oficjalną nazwę - skoro organizatorzy tak nazwali podjazd, mają swój powód i my się tego trzymamy. A Balcón de Bizkaia jest pod szczytem Monte Oiz, dlatego też nie widzę błędu w tej części tekstu.

          • Zbig

            27 sierpnia 2018, 18:15 o 18:15

            To tak jakby nazwać Galibier (od północy jadąc) Col du Télégraphe, bo na przykład organizatorzy tak nazwali. Albo z naszego podwórka Ściana Bukowina czy Harnaś...
            Skoro bierzesz się za artykuł o podjazdach to miej podstawowe wiadomości o czym piszesz, a to wymaga choćby nawet zerknięcia nawet na mapy Google i na kilka profili podjazdów z kilku popularnych stron nt. temat. A nie tylko to co zaserwuje organizator (często profile nie zbyt dokładne). Skoro to artykuł dokładnie opisujący podjazdy, bo pobieżnie było w prezentacji czy jest na stronie organizatora....

  2. Zbig

    27 sierpnia 2018, 19:15 o 19:15

    PS. Profile Balcón de Bizkaia

  3. Zbig

    27 sierpnia 2018, 19:18 o 19:18

    Jeszcze raz Profile Balcón de Bizkaia. (wcześniej coś nie weszło)
    https://www.cyclingcols.com/col/BalconDeBizkaia

%d bloggers like this:

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: