Marek Rutkiewicz: "chcę zostać w kolarstwie i dzielić się doświadczeniem"

Marek Rutkiewicz to jeden z najbardziej doświadczonych polskich kolarzy. O pierwszej części sezonu, ekipie Wibatech, czy planach na przyszłość porozmawialiśmy z nim w trakcie Wyścigu Solidarności i Olimpijczyków.

Dla kolarza pochodzącego z Olsztyna obecny sezon jest osiemnastym w karierze. Poważną przygodę z rowerem rozpoczął w 2001 roku dołączając do francuskiego Cofidisu. W kolejnych sezonach reprezentował barwy m.in. Intel-Action czy CCC Sprandi Polkowice. Od dwóch lat startuje w barwach ekipy Wibatech Merx 7R. Wśród największych sukcesów "Rutka" wymienić można wygrane w takich wyścigach jak Circuit des Ardennes International (2012), Szlakiem Grodów Piastowskich (2010, 2012), drugie miejsce w Tour of Qinghai Lake (2008) czy trzecie w Tour de Pologne (2002).

Sukces drużyny ponad osobiste ambicje

Dwa ostatnie sezony obfitowały w wiele zwycięstw w wyścigach etapowych i klasykach w Polsce i za granicą. Pierwsza część 2018 roku, jeśli chodzi o wyniki Rutkiewicza, była już zdecydowanie słabsza. On sam absolutnie nie postrzega jednak tego półrocza jako porażki. W stosunku do lat ubiegłych zmianie uległa bowiem m.in. jego rola w zespole, a dobre wyniki osiągane przez kolegów w tym sezonie są również jego sukcesem.

Nie mogę nazwać tej pierwszej części sezonu słabą, bo wiadomo, że wygrywamy jako drużyna. Kolarstwo nie jest sportem indywidualnym. Nie może być tak, że jeden zawodnik będzie chciał by cały zespół przez cały sezon pracował na niego, by tylko on mógł walczyć o zwycięstwa. W kolarstwie zawodowym tak to nie działa. W tamtym roku wygrywałem dużo i miałem zdecydowanie najlepszą formę, koledzy z drużyny mocno mi pomagali. W tym roku przyszedł do nas Maciej Paterski, który jest bardzo zmotywowany aby pokazać, że wciąż jest kolarzem którego stać na naprawdę dobre wyniki

przyznał 37-latek.

Na początku tego sezonu miałem trochę problemów zdrowotnych i moja forma nie była taka wysoka jak bym sobie tego życzył , dlatego bardziej skupiłem się na pomaganiu kolegom z drużyny. Wiadomo, że aby ktoś mógł wygrać, potrzebny jest ktoś kto będzie pomagał i ja właśnie pomagałem. Mówiąc szczerze, nie wiąże już dużej nadziei z powrotem do wielkiego ścigania na "zachodzie". W polskim peletonie zdołałem sobie jednak wyrobić silną pozycję, dlatego staram się dać od siebie jak najwięcej dla osiągnięcia jak najlepszego wyniku drużyny. Chcę być po prostu częścią zespołu, który dobrze sobie radzi. Teraz liczy się właśnie to dla mnie to, że jestem w ekipie, która potrafi odnosić sukcesy.

Rutkiewiczowi w osiągnięciu lepszych wyników w kilku tegorocznych startach przeszkodziły defekty. W środowisku zaczęły krążyć głosy, że są one efektem tego, że kolarz Wibatechu jako jeden z nielicznych o ile nie jedyny kolarz w krajowym peletonie używa w swoim rowerze owalnej tarczy Osymetric.

Tarcza owalna powoduje, że nie do końca współgra ona z przednią przerzutką, tak jak ma to miejsce przy normalnych tarczach. W tym sezonie wszyscy uważają, że jak spada mi łańcuch w trakcie wyścigów to jest to konkretnie spowodowane tarczą Osymetric. Na "Grodach" było tak, że na odcinku z bardzo kiepską nawierzchnią spadł mi łańcuch. Jechałem wtedy w ucieczce dnia, która miała w tamtym momencie dwie minuty przewagi i która ostatecznie dojechała do mety. Jadący w niej Łukasz Owsian wygrał etap i później cały wyścig, więc tym bardziej było mi szkoda zaprzepaszczonej szansy. "Grody" to jeden z moich ulubionych wyścigów i mocno nastawiałem się na niego, więc podczas zakładania łańcucha mocno nim szarpałem i wtedy przekrzywiła się przerzutka na haku. To spowodowało, że późniejsze próby zmiany płyty kończyły się ponownymi problemami z łańcuchem.

Podczas Memoriale Grundmanna i Wizowskiego to również defekt uniemożliwił Rutkiewiczowi walkę o zwycięstwo, które było naw wyciągnięcie ręki.

Na "Grundmannie" również nie była to kwestia Osymetrica, bowiem tam w końcówce na zakręcie łańcuch mi nie spadł tylko przeskoczył z tyłu na trybie. Na szczęście zdołałem uniknąć upadku, ale straciłem niemal pewne zwycięstwo. Te historie o owalnej tarczy krążą jednak, ale ja już się śmieje z tego i żartuję, że gdyby pękła mi rama w rowerze to i tak znajdą się osoby, które powiedzą potem, że winien był Osymetric.

fot. Dominik Smolarek / www.dominiksmolarek.pl

Zgrany team to podstawa

Obecny sezon jest dla Rutkiewicza trzecim w barwach zespołu Wibatech Merx 7R. Ekipa, mająca siedzibę w Piątkowicach na Opolszczyźnie, została założona osiem lat temu przez Wiesława Ciasnochę. W pierwszych latach Wibatech nie wyróżniał się na krajowym podwórku ani pod względem składu, ani wyników. Zmiana nastąpiła począwszy od 2015 roku. Wówczas do młodych kolarzy zaczęli dołączać także bardzo doświadczeni zawodnicy jak Jacek Morajko, Dariusz Batek czy właśnie Marek Rutkiewicz. Mieszanka młodości z doświadczeniem przełożyła się się na rozwój pod kątem sportowym. Dzięki temu Wibatech na krajowym podwórku ma silną pozycję.

Potwierdza to triumf w klasyfikacji drużynowej prowadzonego w ubiegłym roku cyklu Pro Ligi, gdzie drużyna Ciasnochy pokonała m.in. CCC Sprandi Polkowice. Świadczą o tym także transfery Macieja Paterskiego czy Jarosława Marycza, którzy w przeszłości ścigali się w World Tourze. Zdaniem Rutkiewicza klucz do tego, że ekipa radzi sobie tak dobrze, leży w tym, że trzon zespołu stanowią kolarze, którzy znają się od lat i potrafią współpracować, odkładając często na bok własne ambicje.

Osobiście uważam, że kolarzami, którzy do nas przechodzą kieruje nie tyle kwestia tego jak ekipa jest zbudowana od zaplecza, ale to kto w tym zespole jest. Większość obecnego składu Wibatechu stanowią kolarze, którzy w przeszłości ścigali się razem w CCC i świetnie się tam dogadywali. Mną osobiście, gdy przechodziłem dwa lata temu do Wibatechu, kierowało głównie właśnie to, że w zespole byli wtedy Jacek Morajko, Dariusz Batek czy Sylwek Janiszewski, z którymi się doskonale znałem. Wiedziałem, że nawet kosztem zarobków, które mogłyby być w innych zespołach większe, wolę znaleźć się w ekipie z ludźmi z którymi dobrze się dogaduję. A to, że z nimi stać mnie na dobre wyniki, niejako potwierdziły ostatnie dwa sezony

powiedział.

W tym tkwi siła ekipy. Od strony zaplecza czy finansów nie wyróżniamy się niczym względem innych ekip, ale tworzymy zgraną paczkę ludzi. Przy poszukiwaniu wzmocnień przed sezonem patrzymy właśnie na zawodników, którzy będą potrafili zgrać się z nami, a nie ścierać i patrzeć tylko na siebie.

Na pytanie jednak o to czy w perspektywie najbliższych sezonów widzi możliwość awansu Wibatechu na poziom pro-kontynentalny Rutkiewicz przyznał, że jego zdaniem będzie o to trudno.

Prowadzenie ekipy na poziomie pro-conti to dużo wyższa półka. Tam, oprócz posiadania odpowiednich zawodników, bardzo ważne, o ile nie najważniejsze, jest posiadanie odpowiedniego zaplecza i logistyki. Przy naszym obecnym poziomie byłoby z tym bardzo ciężko. Patrząc tylko od strony sportowej to zawodnicy, którzy obecnie są w teamie, z pewnością mogliby jednak stanowić trzon teamu pro-kontynentalnego.

Tour de Pologne i kolejne wyścigi

Na początku sierpnia na szosach południowej Polski rozegrana zostanie 76. edycja Tour de Pologne. Po raz kolejny zaproszenie czyli tzw. "dziką kartę" otrzymała reprezentacja Polski. Polski Związek Kolarski do tej pory nie potwierdził, czy reprezentacja w ogóle wystartuje, a jeśli tak to w jakim składzie. Zakładając jednak, że do startu kadry dojdzie, niemalże w ciemno można obstawiać, że nie zabraknie w niej Rutkiewicza. Wielu kibiców kolarstwa ma za pewne w pamięci jak ambitnie "Rutek" potrafił walczyć podczas naszego narodowego Touru w przeszłości.

Tour de Pologne od początku mojej zawodowej kariery był dla mnie ulubionym wyścigiem. Startowałem w nim już 15 razy i wielokrotnie kończyłem go na czołowych lokatach. Wygrywałem poszczególne klasyfikacje, z wyjątkiem generalki. Żółtą koszulkę miałem przez jeden dzień, ale nie udało się dowieźć jej wówczas do mety. Mogę powiedzieć, że na tym wyścigu osiągnąłem niemal wszystko co było możliwe, oprócz klasyfikacji końcowej. Dlatego właśnie bardzo lubię Tour de Pologne. Możliwość ścigania się przy całych rzeszach polskich kibiców, którzy pojawiają się przy trasie wyścigu, to coś niesamowitego. Również moja zawodowa kariera niejako rozpoczęła się od Tour de Pologne. W swoim drugim sezonie jako zawodowiec przyjechałem z ekipą Cofidisu na ten wyścig i zająłem w nim trzecie miejsce. To spowodowało, że ten nasz Tour stał się nieodzowną częścią mojej kariery. W kolejnych sezonach wśród najważniejszych wyścigów w kalendarzu nie mogło go zabraknąć.

Bezpośrednio po Tour de Pologne, które zostanie rozegrane w dniach 4-10 sierpnia, na kolarzy w Polsce czekają dwa klasyki w Małopolsce i na Podparpaciu. W kolejnych tygodniach w kalendarzu startowym Rutkiewicza znajduje się jeszcze kilka innych wyścigów w kraju, a we wrześniu prawdopodobnie wystartuje on z ekipą Wibatech w Tour of China.

W tym roku zaraz po Tour de Pologne rozgrywane są klasyki południu Polski: Memoriał Henryka Łasaka oraz Puchar Uzdrowisk Karpackich. Potem mamy jeszcze kilka klasyków i Górskie Mistrzostwa Polski. We wrześniu mieliśmy ścigać się w wyścigach etapowych w Czechach i na Słowacji. Dostaliśmy jednak zaproszenie na Tour of China i na 90% pojedziemy właśnie tam

zarysował nasz rozmówca swoje dalsze plany startowe.

Jakie plany na przyszłość?

Fakt, że Rutkiewicz ma 37 lat i na poziomie zawodowca ściga się już osiemnasty sezon, prowokuje pytania o jego kolarską przyszłość. Ostatnio kolarski świat obiegła informacja o zakończeniu kariery przez 25-letniego Michaela Kolara z ekipy Bora-hangroshe. Słowak, po zajęciu 3. miejsca w mistrzostwach kraju ogłosił zakończenie kariery. Za powód takiej decyzji podał, że nie jest w stanie prezentować takiego poziomu, jakiego by sam od siebie oczekiwał.

U "Rutka" o wypaleniu nie ma mowy. Zdaje on sobie jednak sprawę z tego, że metryki nie oszuka i przyznał, że chodzą mu po głowie myśli o zakończeniu zawodniczej kariery.

Zawsze sobie powtarzałem, że będę się ścigał do tego momentu, kiedy będzie mi to sprawiało przyjemność i do tego momentu, kiedy będę mógł prezentować najwyższy poziom. Swoją karierę chciałbym zakończyć w momencie, kiedy będę w stanie jeszcze wygrywać. Nie chciałbym podejmować decyzji o zakończeniu kariery w sytuacji gdy np. nie będę w stanie dojeżdżać do mety z najlepszymi na wyścigach. Dlatego od jakiegoś czasu mam zaplanowane, aby pościgać się jeszcze sezon lub dwa i potem ustąpię już miejsca młodszym chłopakom. Na pewno jednak chciałbym zostać w kolarstwie i dzielić się swoim doświadczeniem z innymi

dość nieoczekiwanie zapowiedział kolarz Wibatechu.

Nie ma on jednak zamiaru rozstawać się z kolarstwem. Podobnie jak jego żona Anna Szafraniec-Rutkiewicz, która po zakończeniu kariery została licencjonowaną trenerką kolarstwa, planuje pozostać "w zawodzie".

Chciałbym po zakończeniu kariery działać w ekipach zawodowych. Całą dorosłą karierę spędziłem w takich drużynach. Choćby w ostatnich sezonach w Wibatechu, oprócz ścigania się, często zajmowałem się także kwestiami logistycznymi. Organizowałem wyjazdy na wyścigi jak i również wysyłałem zgłoszenia na różne zagraniczne imprezy. Poznałem więc pokrótce jak wygląda od tej drugiej strony funkcjonowanie zespołu. Dlatego właśnie po zakończeniu kariery, chciałbym kontynuować moją przygodę z kolarstwem, dzieląc się swoim doświadczeniem w teamie zawodowym.

Na zakończenie rozmowy przeprowadzonej w dniu startu Tour de France nie mogło zabraknąć pytania dotyczącego typów Rutkiewicza na "Wielką Pętlę".

Uważam, że duże szanse ma Chris Froome. Ma on niesamowicie silną psychikę. Widzieliśmy jak mocno wygwizdywany i krytykowany jest przez kibiców w związku z tą ostatnią sprawą. Jeśli mimo tego będzie walczył o zwycięstwo w klasyfikacji generalnej, to będzie oznaczało, że ma psychikę ze stali. Jeśli chodzi o innych to myślę, że liczyć może się także Tom Dumoulin. Trzymam kciuki również za Polaków, którzy oprócz walki o zwycięstwo etapowe, mogą się również pokusić o walkę w klasyfikacji generalnej – jak choćby Rafał Majka.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

3 Comments

  1. v1111

    20 lipca 2018, 20:16 o 20:16

    Przez tego kolege i pana madejaka wygnali mnie z dobrego klubu z paryza ,gdzie tez miałem swoje plany na sportowe zycie...no cóz./gosciu. czekam na ciebie w niebycie post-pro-cyclingowym..zobaczysz jak fajnie emanować mocą tylko dla siebie!

  2. Tadeusz

    23 lipca 2018, 18:05 o 18:05

    Trochę jaśniej ,jak już coś sugerujesz . Proszę tego nie traktować jako złośliwość.

  3. edek

    24 lipca 2018, 09:27 o 09:27

    Dziwne że administrator toleruje takie posty jak v1111 a usuwa dziesiątki postów merytorycznych tylko przez swoje chore widzimiesie

%d bloggers like this:

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: