Liege-Bastogne-Liege 2018. Monumentalny Bob Jungels

Bob Jungels jako trzeci Luksemburczyk w historii wygrał Liege-Bastogne-Liege i ukoronował wiosenną kampanię ekipy Quick-Step Floors.

Ostatnie 14 wyścigów klasycznych o statusie monumentu 6 wygrali kolarze urodzeni w roku 1990 lub później, triumfy odnosząc w wieku 25-26 lat. Bob Jungels w tym gronie jest zawodnikiem najmłodszym - urodzony w 1992 roku Luksemburczyk dziś wykorzystał szansę na trasie Liege-Bastogne-Liege i odniósł swoje największe zwycięstwo w karierze.

Jestem bardzo dumy że mogłem tak zakończyć tak świetnie sezon klasyków wiosennych dla ekipy. To coś wyjątkowego tym bardziej, że jest to niedaleko mojego rodzinnego Luksemburga

- powiedział kolarz Quick-Step Floors podczas konferencji prasowej po zakończeniu wyścigu.

Luksemburczyk, podobnie jak odpowiadający przed nim na pytania dziennikarzy Michael Woods, nie skorzystał z usług tłumacza, którego na każdym wyścigu zapewnia Amaury Sport Organisation (ASO) i płynnie odpowiadał na zmianę po francusku i angielsku, każdą wypowiedź natychmiast przekładając na drugi język.

Jungels ruszył, podobnie jak jego rodak Andy Schleck w 2009, na Côte de la Roche aux Faucons. Luksemburczyk poprawił po ataku swojego kolegi Philippe'a Gilberta i nieco niespodziewanie zyskał kilkanaście metrów. Zanim podjęty został pościg, 25-latek minął już Cote de Saint-Nicolas i miał już na tyle bezpieczny bufor, że pozostawało mu tylko utrzymanie tempa i przetrzymanie podjazdu na metę w Ans.

Może nie było to moim planem aby zaatakować na Roche aux Faucons, ale chcieliśmy utrudnić życie rywalom od Col de la Redoute. Wzięliśmy wyścig w swoje ręce, Gilbert zaatakował, za nim pociągnął [Sergio] Henao, a przed szczytem ruszyłem ja. To była trochę niespodzianka, myślałem, że rywale trzymają koło. Usłyszałem w radiu "go go go" i nie czekałem na nikogo.

25-latek to trzeci w historii reprezentant Luksemburga któremu udało się podbić szosy La Doyenne - jako pierwszy dokonał tego w 1954 roku Marcel Erzner, a w 2009 roku Andy Schleck.

Triumf Jungelsa to 27 wiktoria zespołu Patricka Lefevere'a w ostatnich czterech miesiącach. Belgijska grupa w wiosennych klasykach odniosła 11 zwycięstw, a wygrywało aż 8 różnych zawodników.

To więcej niż ekipa, to trochę jak rodzina. Ufamy sobie w pełni, każdy zna swoje zadania. Znamy swoje możliwości, każdy dostaje szansę. Widzieliśmy to we środę - Max Schachamann miał okazję wygrać. Wspieramy się nawzajem, to jest chyba klucz.

Kolarze Quick-Step Floors do rywalizacji na trasie "Staruszki" przystąpili z kilkoma opcjami. Nominalnym liderem miał być Julian Alaphilippe, ale listę startową podpisał też triumfator La Doyenne z 2011 roku Philippe Gilbert. 35-latek miał przewodzić serii ataków młodszych zawodników, którzy nałożyć mieli presję na rywali zwycięzcy Walońskiej Strzały.

Atak przyszedł wcześnie, ale mam dość małe szanse ze wygram sprint z Valverde czy innymi tak szybkimi kolarzami. Julian był naszym kapitanem, mieliśmy go utrzymać na dobrej pozycji. Miał trzymać się innych faworytów, a my musieliśmy zmusić ich do wysiłku. Mój ruch był niespodzianką, a mogłem tylko kręcić i wykorzystać umiejętności jazdy na czas by utrzymać przewagę

- tłumaczył Jungles, przyznając, że końcówki kilku ostatnich edycji analizował przed startem z Alaphilippem, oglądając zapisy wideo w internecie.

To był trudny początek sezonu, wypadek w RPA, potem choroba na Tirreno, które było moim pierwszym celem. To był mały wirus, a nie chciał puścić do Katalonii. To zwycięstwo jest dobrą nagrodą za wykonaną pracę

- dodał.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: