Mediolan-San Remo. Kwiatkowski i Sagan - najwięksi przegrani

Michał Kwiatkowski i Peter Sagan na trasie Mediolan-San Remo

Michał Kwiatkowski i Peter Sagan, dwaj wielcy faworyci Mediolan-San Remo, w finale przegapili atak Vincenzo Nibalego.

Polak i Słowak przed rokiem stoczyli wyczerpującą batalię o zwycięstwo w "Primaverze", w której lepszy okazał się ten pierwszy. W tym roku byli na ustach wszystkich ekspertów i kibiców, to właśnie oni mieli rozegrać między sobą ten wyścig. Obydwaj nakręcali atmosferę w przedwyścigowych wywiadach i uszczypliwych komentarzach. Przez to chyba za bardzo skupili się na sobie i wzajemnym czarowaniu. U szczytu Poggio di Sanremo nie zauważyli jak wraz z "Rekinem z Mesyny" odjeżdża im zwycięstwo.

Czułem się całkiem dobrze, ale to był dziwny finał. Nibali był silny, włoski zwycięzca Mediolan-San Remo to duża rzecz dla Włochów. Kiedy zaatakował i zdobył przewagę, w peletonie nie było w zasadzie większych ruchów

- relacjonował 27-latek z Team Sky.

Mediolan-San Remo to wyścig o teoretycznie prostym układzie i choć wszyscy zdają sobie sprawę, że na Poggio dojdzie do ataków, to przegapienie tego właściwego jest zawsze kwestią sekund i właściwego ustawienia w danej chwili. W tym roku sprawy skomplikował czołowy wiatr, a także fakt, że na ostatnie dwa podjazdy wjechał całkiem pokaźny peleton.

Ja czekałem na ostrzejszy fragment Poggio. Dwa razy próbowałem zaatakować. Sagan siedział mi na kole, a z przednim wiatrem nie udawało mi się nic zrobić. Wiedziałem, że Nibali ma przewagę i w końcówce liczyłem na to, że ekipy sprinterów go dogonią. Próbowałem jeszcze ruszyć na zjeździe, ale rywale byli czujni

- mówił Kwiatkowski.

Ekipa jechała bardzo dobrze, szczególnie Luke Rowe, który bardzo się napracował na pierwszych podjazdach. Byliśmy we właściwym miejscu na Cipressie, byliśmy też na Poggio. Przegapiliśmy ruch Nibalego, a na finiszu trudno rywalizować ze sprinterami

- podsumował.

W podobnym tonie wypowiedział się aktualny mistrz świata. Słowak zameldował się w San Remo na 6. lokacie, a to oznacza, że w ośmiu startach aż sześć razy kończył ten wynik w pierwszej dziesiątce. Sagan jak zwykle był mocny i walczył o zwycięstwo, ale ponownie mu czegoś zabrakło.

Dzięki wolniejszemu tempu selekcja była mniejsza, a na mecie zjawiła się pokaźna grupa zawodników. Pracowaliśmy przez cały dzień, od początku Poggio byliśmy w świetnej pozycji, po czym Nibali zdecydował się na atak, a ja zostałem z grupą sprinterów

- tłumaczył zawiedziony.

Myśleliśmy, że zostanie złapany i wyścig zakończy się sprintem. Jednak on okazał się zbyt mocny i utrzymał przewagę. Należą się mu gratulacje, zasłużył na to. To piękna chwila dla Włochów i dobra rzecz dla popularności kolarstwa

- zakończył.

Panowie otrzymali lekcję pokory od doświadczonego mistrza. Następny wyścig, w którym będę mogli stanąć oko w oko to Ronde van Vlaanderen, gdzie nota bene awizowany jest również Nibali. Oby 1 kwietnia mniej oglądali się na siebie, a zwycięstwo będzie na wyciągnięcie ręki.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: