Tour de France 2017. Bauke Mollema: "dwa kilometry przed metą szedłem już w trupa"

Bauke Mollema

Bauke Mollema o glorię na trasie Tour de France walczył nie jeden raz, ale wygrana etapowa przyszła dopiero gdy do Francji ruszył jako pomocnik.

Jeśli wyraz twarzy oraz język wciśniętego w mało wygodną pozycję na rowerze ciała składać się mogą na obraz stanu umysłu zawodnika, pędzący po etapowy triumf Bauke Mollema w swojej głowie zmieniał się dziś w skandynawskiego wojownika z legend - berserka. W umyśle Holendra nie było miejsca na strach ani zawahanie - kolarz Trek-Segafredo w końcówce 15. etapu wycisnął z siebie wszystkie siły by na mecie triumfalnie unieść ręce w geście zwycięstwa.

Etapowy sukces nie tylko stanowi jedno z najjaśniejszych osiągnięć 30-latka, ale znacząco poprawia nastroje w zespole, który póki co bez większych sukcesów pracuje na Alberto Contadora.

To moje największe zwycięstwo. Nie mogę w to uwierzyć. Na to pracowałem przez kilka ostatnich lat. To najważniejszy wyścig świata, zawsze ważny dla mnie, zawsze był marzeniem. A teraz udało mi się wygrać etap. Jestem niesamowicie szczęśliwy

- powiedział na mecie w Le Puy-en-Velay uradowany Holender.

Mollema na pagórkowatym odcinku w Masywie Centralnym znalazł się w ucieczce dnia i po wspinaczce na Col de Peyra Taillade zaatakował na zjeździe, zostawiając w tyle nielicznych wspinaczy, którzy utrzymali jego koło.

Widziałem wcześniej jak na jeździe atakował Tony Martin. Wiedziałem, że w takiej sytuacji jestem w stanie odjechać. Kiedy się obejrzałem, zobaczyłem, że grupka pękła i postanowiłem rzucić wszystko na szalę. Alain [Gallopin] motywował mnie przez radio, podawał mi różnice

- tłumaczył.

Góral z Groningen na czele spędził samotnie około 30 kilometrów, w końcówce wyciskając z siebie ostatnie poty by ubiec grupkę pościgową. Wygrana przypominała nieco sukces z ubiegłorocznego wyścigu Clasica San Sebastian, gdzie Holender zaskoczył rywali śmiałym ruchem w końcówce i samotnie finiszował w baskijskim mieście.

Mollema wspomnienia z tras Tour de France ma mieszane. W przeszłości trzykrotnie kończył już Tour w czołowej dziesiątce - w 2013 roku na 6. miejscu, roku temu na 7., a w 2014 na 10. pozycji. Co ciekawe, w latach 2013 i 2016, przed startem trzeciego tygodnia "Wielkiej Pętli", Holender zajmował pozycję wicelidera wyścigu, z walki o podium wypadając dopiero w końcówce zmagań, rok temu przez niezawinioną kraksę.

30-latek w tym roku na trasie Touru występuje w innej niż zazwyczaj roli - po wywalczeniu 7. miejsca w Giro d'Italia, w lipcu wspiera Alberto Contadora na trasie "Wielkiej Pętli". Hiszpanowi póki co nie idzie rewelacyjnie, stąd też pozwolenie na zagranie własnej partii szachów w ucieczce otrzymał dobrze czujący się pomocnik.

Ostatnie kilometry były bardzo trudne. Wiedziałem, że muszę spróbować, nie jestem na tyle eksplozywnym zawodnikiem by wygrać finisz. Jechałem ile miałem sił w nogach, nie chciałem tego przegrać. Przewaga spadła do 11 sekund, dwa kilometry przed metą szedłem już w trupa. Wczoraj obejrzałem ostatnie sześć kilometrów na Google Maps, więc znałem mniej więcej układ drogi, wiedziałem co robię

- zdradził.

Na ostatnim kilometrze miałem 10-15 sekund i w pewnym momencie zorientowałem się, że dojadę. Ostatnie kilkaset metrów były przyjemnością, mogłem się cieszyć. Nigdy tego nie zapomnę

- zaznaczył.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: