Tour de France 2017. Uran najlepszy, łzy bólu i rozpaczy

Warren Barguil płacze po porażce z Rigoberto Uranem

Choć na ostatnich kilometrach zawiódł go sprzęt, Rigoberto Uran jako pierwszy przeciął linię mety dziewiątego etapu 104. Tour de France.

Kolumbijczyk z grupy Cannondale-Drapac cały czas trzymał się w grupie faworytów, a gdy ta porwała się na podjeździe pod Mont du Chat (8,7 km; 10,3%; maks. 15%), pojechał za atakującym Chrisem Froome. Szczęśliwie, cało pokonał karkołomny zjazd, lecz na płaskim odcinku, prowadzącym do Chambéry miał mały problem z rowerem, który częściowo rozwiązał z pomocą serwisu neutralnego. Na końcowych metrach przyśpieszył i pomimo ataku Warrena Barguila wywalczył swoje pierwsze zwycięstwo etapowe na "Wielkiej Pętli".

Nie byłem pewny czy wygrałem, czy nie, jednak gdy mi powiedziano, że byłem pierwszy, bardzo się ucieszyłem. To była dla mnie wielka szansa. Dziś działo się dużo rzeczy, na przykład upadł Richie Porte, a potem moja przerzutka odmówiła posłuszeństwa. Udało mi się jednak zaoszczędzić trochę energii i walczyć o zwycięstwo. To niespodzianka. Cieszę się, że wygrałem na tak skomplikowanym odcinku. To również dobry wynik w odniesieniu do walki o dobrą lokatę w "generalce"

- podkreślił Kolumbijczyk, który wskoczył na 4. miejsce w wyścigu.

Rigoberto Uran udziela pierwszych wywiadów

fot. ASO/Bruno BADE

Warren Barguil zabrał się do ucieczki dnia, a na Mont du Chat objął samotne prowadzenie. 10 kilometrów przed metą wyprzedził go Romain Bardet. Kolarz Team Sunweb, nie poddał się jednak, dołączył do grupki faworytów, która dojechała do Francuza. Na ostatnich metrach walczył o zwycięstwo etapowe i minął linię mety sądząc, że zwyciężył, ostatecznie zajął drugie miejsce.

Cztery lata temu to ja pokonałem Rigo, ale dziś wyprzedziłem go dopiero za metą

- powiedział zapłakany Francuz, w odniesieniu do ósmego etapu Vuelta a Espana z 2013 roku, gdzie zwyciężył, a Uran ukończył rywalizację tuż za nim.

Jestem trochę rozczarowany ale również dumny z tego, co dziś zrobiłem. Niewielu kolarzy mogłoby dziś próbować znaleźć się w ucieczce po tym, jak dzień wcześniej również w niej kręcili. Cierpiałem na pierwszym podjeździe, ale potem poczułem się lepiej. To był maraton i myślę, że w przeciwieństwie do wczorajszego etapu, poradziłem sobie lepiej. Nie walczyłem na premiach trzeciej kategorii, chcąc oszczędzić siły na podjazdy "poza kategorią". Pozostali początkowo myśleli, że nie zależy mi na koszulce, ale tak naprawdę zdobycie niej było moim celem na dziś. Nadal zamierzam jeździć agresywnie, przed nami jeszcze dwa tygodnie ścigania i to mi sprzyja

- dodał kolarz Team Sunweb, który na pocieszenie zdobył "koszul" w grochy.

fot. ASO/Alex BROADWAY

Etapowe podium domknął lider Tour de France, Chris Froome. Brytyjczyk miał defekt na podjeździe pod Mont du Chat, lecz potem doścignął czołówkę, dzięki postawie Richiego Porte'a, który nakazał innym kolarzom na niego poczekać. Dotyczyło to również Fabio Aru, który w tym samym momencie spróbował swoich sił. Kilka kilometrów dalej to 32-latek zaatakował i porwał grupkę, zostawiając z tyłu m.in. Nairo Quintanę. Dzięki bonifikacie czasowej za trzecie miejsce minimalnie powiększył swoją przewagę w "generalce" - teraz wynosi ona 18 sekund nad Aru.

Mam mieszane uczucia. Cieszę się z tego, iż utrzymałem prowadzenie, ale to był szalony etap. Widziałem wypadek Porte'a i przez to pozostaje niesmak. Mam nadzieję, że nic mu się nie stało. Miałem problem ze sprzętem, nie działały przerzutki i wtedy Richie zwolnił peleton. Dziękuję mu bardzo i życzę mu szybkiego powrotu do zdrowia. Geraint Thomas również miał kraksę i złamał obojczyk, co jest przykre. Reszta chłopaków wykonała wspaniałą robotę. Nie jest łatwo kontrolować taki wyścig, lecz oni zrobili to bardzo dobrze, więc czapki z głów dla nich

- powiedział urodzony w Nairobi Froome.

Czwarte miejsce zajął Romain Bardet. Kolarz AG2R La Mondiale jako jeden z niewielu wytrzymał mocne tempo dyktowane przez kolegów Brytyjczyka z Team Sky, a następnie również załapał się do czołówki gdy grupa faworytów się porwała. Na zjeździe ruszył do przodu i próbował zyskać przewagę, chcąc walczyć o etapowe zwycięstwo, lecz ostatecznie został doścignięty.

Jestem rozczarowany, ponieważ trasa była idealna dla mnie, lecz to nie wystarczyło [abym wygrał]. Nie mogłem się doczekać zjazdu z Mont du Chat i ekipa pracowała dla mnie cały dzień. Szkoda, że tak niewiele zabrakło, ale jestem również zadowolony z pracy ekipy i swoich odczuć. Jestem na wirtualnym podium, co mnie cieszy, a przed nami jeszcze pojedynki w Pirenejach i Alpach. Jadąc w dół myślałem o żółtej koszulce, gdyż jazda w niej jest jest moim marzeniem, ale nie mogę już wywalczyć jej niespodziewanie. Trzeba szukać szansy kręcąc mocno i dziś byłem blisko

- stwierdził Francuz, który w klasyfikacji generalnej obecnie plasuje się na trzeciej pozycji.

Kolejne dwie pozycje należały do kolarzy grupy Astana, z czego wyżej uplasował się Fabio Aru. Sardyńczyk atakował na Mont du Chat, gdy problemy miał Chris Froome, lecz ostatecznie zwolnił na prośbę Porte'a. Następnie obaj kontynuowali jazdę wśród faworytów, a blisko szczytu drugi z nich, Jakob Fuglsang, również zaatakował, uzyskując niewielką przewagę. W końcówce swoich sił spróbował Duńczyk, licząc na zajęcie pierwszego miejsca. Ostatecznie podopieczni Alexandera Vinokourova obeszli się smakiem.

Zjazd z Mont du Chat był bardzo niebezpieczny i nie chciałem za bardzo ryzykować. W końcówce daliśmy z siebie wszystko, gdyż mogliśmy walczyć o etapowy triumf i była okazja nadrobić kilka sekund. Częściowo to się udało

- podsumował 27-letni mistrz Włoch.

Wiedziałem, że Uran jest szybki i nie chciałem czekać ze sprintem aż do samego końca. Wolałem wszystkich zaskoczyć atakując z daleka, lecz nie miałem powodzenia. Jestem jednak zadowolony ze swojego wyniku. Cały dzień czułem się dobrze i zaliczyłem niezły skok w klasyfikacji generalnej. Razem z Fabio mieliśmy plan - chcieliśmy walczyć i naciskać na naszych rywali, dlatego też zaatakowałem na Mont du Chat. W końcówce wszyscy pracowali na 100%, bo chcieliśmy zyskać trochę czasu nad innymi zawodnikami, na przykład nad Quintaną

- stwierdził z kolei wicemistrz olimpijski w wyścigu ze startu wspólnego z Rio de Janeiro.

Tuż po zakończeniu etapu zawodnicy przenieśli się do regionu Dordogne, gdzie jutro będą odpoczywać podczas dnia przerwy. We wtorek z kolei czeka na nich 10. etap, który będzie płaski i poprowadzi do Bergerac.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

5 Comments

  1. taki tam

    9 lipca 2017, 20:58 o 20:58

    Aru to kawał .........Zaatakował jak tylko zauważył, że Froom poprosił o pomoc .....Tak się nie zachowuje sportowiec.

  2. taki tam

    9 lipca 2017, 21:06 o 21:06

    I jeszcze jedno, organizatorzy nie powinni puszczać wyścigu po tak stromych, wąskich i mokrych drogach. To jest zbyt niebezpieczne i wypacza sens wyścigu. Wyścig to nie rzeźnia.
    Strasznie mi żal Majki.....tak się fajnie zapowiadało, a teraz nie wiadomo czy pojedzie dalej.....

    • armin

      9 lipca 2017, 21:30 o 21:30

      Mogli chociaż wysuszyć te drogi....proszę Cię. ..

      • taki tam

        9 lipca 2017, 21:56 o 21:56

        Nie wysusza, tylko zmienia trasę jak jest niebezpieczna. Normalna rzecz na wyścigach.

  3. As

    9 lipca 2017, 21:11 o 21:11

    Porte klasa zachowanie. A Aru? Szkoda słów, taki sam typ jak Nairo. Zenada.

%d bloggers like this:

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: