Giro d'Italia 2016: wypowiedzi po 6. etapie

Tom Dumoulin w różowej koszulce lidera Giro d'Italia

Po pierwszym górskim etapie Dumoulin w formie, Landa spokojnie, Valverde bez złudzeń.

Tom Dumoulin ponownie w akcji. Ponownie na trasie trzytygodniowego wyścigu. Holenderski specjalista w jeździe na czas na pierwszym górskim odcinku Giro d'Italia zaatakował i powiększył przewagę nad rywalami.

Lider formacji Giant-Alpecin, szósty kolarz ubiegłorocznej Vuelta a Espana, po wygranej na otwierającej czasówce nie zwalnia tempa i po sześciu odcinkach w klasyfikacji generalnej dystansuje już głównych faworytów wyścigu - o 41 sekund Alejandro Valverde (Movistar Team), o 47 sekund Vincenzo Nibalego (Astana), o 56 sekund Rafała Majkę (Tinkoff), a o 1:08 Mikela Landę (Team Sky).

Dziś czułem się w sumie całkiem dobrze, lepiej niż się spodziewałem. Na ostatnim podjeździe nogi kręciły bardzo dobrze. Poprosiłem Tobiasa i Georga aby nadawali tempo w pierwszej części wspinaczki, potem pracę zaczęły inne zespoły. Kiedy Nibali zaatakował, a Sky go złapało, zobaczyłem okazję i ruszyłem

- mówił zadowolony Holender, który przyspieszył na 3 kilometry przed metą i do mety dotarł na czwartym miejscu.

Podjazd odpowiadał możliwościom Dumoulina - długa, acz niezbyt stroma wspinaczka, z wypłaszczeniami i wiatrem targającym chudymi góralami, zdawała się dawać masywnemu Holendrowi przewagę. 25-latek podczas ubiegłorocznej Vuelta a Espana pokazał już, że na trudnych górskich odcinkach radzi sobie fantastycznie - i to w obecności asów światowego peletonu.

Rozumiem, że jadący ze mną zawodnicy nie chcieli ze mną współpracować. Na ich miejscu zrobiłbym to samo. To był dobry dzień, jestem bardzo zadowolony, bo nie spodziewałem się powiększenia prowadzenia

- tłumaczył lider ekipy Giant-Alpecin, który do Holandii i Włoch przyjechał z zapowiedziami braku jakichkolwiek ambicji walki o wysokie miejsca w klasyfikacji generalnej.

fot. Jakub Zimoch/Rowery.org

fot. Jakub Zimoch/Rowery.org

Takie deklaracje nie zmyliły jednak wytrawnego szermierza europejskich szos - Alejandro Valverde. Lider hiszpańskiego zespołu Movistar w Giro d'Italia uczestniczy po raz pierwszy, ale ruchy rywali, po 12 sezonach w zawodowym peletonie, czyta bezbłędnie.

Dumoulin mówił, że nie jedzie na generalkę? Takie wypowiedzi to zasłona dymna. Wszyscy jesteśmy na tyle doświadczonymi zawodowcami, że wiemy co robi i jak jedzie. Jedzie świetnie i będzie się liczył

- komentował 36-letni Hiszpan.

Valverde do mety dotarł dziś na 10. miejscu, do prowadzącego Holendra tracąc 14 sekund.

Na podjeździe czułem się dziwnie. Nie szło mi źle, po prostu nie jechało mi się tak jak bym chciał. Koniec końców nasza strata do Dumoulina nie była tak duża, a udało się zyskać nad Nibalim i Landą, więc jestem zadowolony

- mówił "Balaverde".

Główny faworyt wyścigu - Vincenzo Nibali (Astana) - był pierwszym atakującym na zboczach Roccaraso. Ruch Włocha szybko skasowali koledzy Mikela Landy (Team Sky), ale Bask nie zdołał wykończyć pracy zespołu i na mecie, podobnie jak Nibali, zanotował 21 sekund straty do Dumoulina.

Ekipa pojechała dobrze. Wspierali mnie cały czas i nie mogę im nic zarzucić. Kilku zawodników będzie zyskiwało po parę sekund, ale w ostatecznym rozrachunku nie będzie miał to znaczenia

- wyjaśnił 26-latek, który przed rokiem wygrał dwa górskie etapy w trzecim tygodniu zmagań.

fot. Jakub Zimoch/Rowery.org

fot. Jakub Zimoch/Rowery.org

Po przyspieszeniu na ostatnim kilometrze 10 sekund nad Nibalim, Valverde i Landą nadrobił Rafał Majka. Polak ruszył wraz z Rigoberto Uranem (Cannondale) i Estebanem Chavesem (Orica-GreenEdge), do Dumoulina tracąc 11 sekund.

Przez cały etap czułem się nieźle, wiedziałem że dzisiaj wyścigu nie można wygrać, ale na pewno można przegrać. Skoncentrowałem się na ostatnim podjeździe i uważam, że pojechałem dobry wyścig. Forma ma przyjść dopiero w trzecim tygodniu, dlatego na dzień dzisiejszy jestem zadowolony ze swojej dyspozycji. Dziękuję wszystkim kibicom za wsparcie

- napisał na oficjalnym profilu na Facebooku polski zawodnik.

Z postawy podopiecznego zadowolony był też dyrektor sportowy zespołu Tinkoff - Tristan Hoffman.

Szkoda, że Rafał przegapił moment odjazdu Dumoulina, bo wydaje mi się, że miał nogę. Pokazał to w końcówce - mocno przycisnął mimo że miał w wiatr w twarz i to na pewno go spowolniło. To było dobre posunięcie, cieszę się też, że chłopaki osłaniali go do samego końca - są w formie, a to przyda się na kolejnych etapach

- komentował.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając ten tekst i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: