Rafał Majka: "Powoli spełniam swoje marzenia"

Rafał Majka na przestrzeni trzech ostatnich tygodni przebił się do świadomości każdego niedzielnego kibica.

Najpierw dwa górska etapy Tour de France i koszulka w czerwone grochy, a następnie dwa tatrzańskie etapy Tour de Pologne. I to wszystko w porywającym stylu.

Podsumowaniem tego wszystkiego był ostatni etap naszego touru. 24-latek z Zegartowic w szpalerze zebranych na krakowskim rynku kibiców obronił swoje prowadzenie na trasie indywidualnej jazdy na czas, przełamując jedenastoletnią niemoc polskiego kolarstwa.

To był najcięższy dzień, teraz ledwo stoję na nogach, ale dałem z siebie wszystko. Dzisiaj nie widziałem nawet kibiców, tętno było wysokie, na dwóch ostatnich kilometrach patrzyłem tylko w przód

- powiedział na mecie kolarz Tinkoff-Saxo.

Dokonałem czegoś wielkiego

- dodał.

Znajdowałem się pod presją, kibice bardzo na mnie liczyli, a nie jest łatwo sobie z tym radzić. Ja lubię, gdy kibice skandują moje imię i nazwisko. "Rafał, dawaj, dawaj" - coś pięknego.

Zwycięstwo dedykuję całej mojej rodzinie, zespołowi, kibicom, którzy trzymają za mnie kciuki, nawet gdy mi nie idzie, narzeczonej. To nie jest łatwy sport, trzeba wiele poświęcić. W ciągu roku jestem dwa miesiące w domu. Drużyna spisała się rewelacyjnie. Nawet walizki nie musiałem nosić. Robili wszystko, bym mógł się skupić na wygraniu Tour de Pologne.

W najbliższym czasie przed Majką całkiem nowe, trudne dla każdego faceta wyzwanie.

Szykowałem się na Tour de France i Tour de Pologne. Teraz potrzebuję odpoczynku, a kolejnym wyzwaniem będzie ślub. Mam jeszcze w planach Kolorado, ale to już będą wakacje. Powoli spełniam swoje marzenia, lecz do tych największych jeszcze brakuje. Jestem młodym zawodnikiem, przede mną wiele nauki. Jeżeli chcę zostać wielkim zawodnikiem, to muszę sobie podnosić poprzeczkę.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: