Svein Tuft: "to zdarza się tylko raz w życiu"

Jeżdżący w barwach zespołu Orica-GreenEdge Svein Tuft nałożył na podium w Belfaście koszulkę lidera Giro d'Italia - maglia rosa.

Dla 37-letniego Kanadyjczyka to bez wątpienia najjaśniejszy punkt wieloletniej kariery.

Wicemistrz świata w jeździe indywidualnej na czas (2008) dziś przeciął linię mety jako pierwszy spośród zwycięskiej drużyny, która 21,9 kilometra na ulicach Belfastu pokonała w czasie 24 minut i 42 sekund. Zawodnik z Kanady długo czekał na wyniki - jego ekipa startowała jako jedna z pierwszych i musiała czekać na przejazdy rywali, w tym największego rywala w drużynowej walce z czasem - Omegi Pharmy-Quick Step.

Drużyny docierały do mety, a czas dziewiątki z Australii ciągle pozostawał na czele. Kilka minut po godzinie 20, australijski zespół wywołano na podium, prezentując ich zgromadzonym na Donegall Square kibicom. Tuft w dniu 37 urodzin nałożył maglia rosa i został pierwszym liderem 97. edycji wyścigu.

Barczysty zawodnik na konferencji prasowej sprawiał wrażenie lekko oszołomionego, jakby jeszcze nie do końca dotarło do niego, że ma na sobie różową koszulkę lidera Giro d'Italia.

Nasza ekipa jest nastawiona na jazdy drużynowe na czas, mógłbym tu długo wymieniać nazwiska kolarzy się w tym specjalizujących. Przyjechaliśmy tu ze sporymi oczekiwaniami. Rano Matthew White powiedział, że jeśli nam się uda, to ja mam być pierwszym, który przekroczy linię mety. Od lat wkładam sporo pracy, pomagam chłopakom. Być w takiej drużynie to coś specjalnego, każdy z nich jest jak brat

- powiedział zgromadzonym w sali konferencyjnej dziennikarzom.

To jest niesamowite uczucie, spełnienie marzeń dla zawodnika takiego jak ja. Jeszcze chwilę zajmie, zanim wsiąknie, bo w ogóle się tego nie spodziewałem. Maglia rosa w urodziny, to coś, co wżyciu zdarza się tylko raz. Atmosfera na trasie była naprawdę wspaniała, przy drodze stały tłumy fanów, wszyscy na różowo. Kiedy to widzisz, kiedy czujesz tę energię, jesteś w stanie wznieść się na wyższy poziom

- mówił uszczęśliwiony zawodnik.

Kanadyjczyka pytano także o największe wyzwania na trasie. Zespół "kangurów" wyruszył jako drugi, swój czas wykręcając przy stosunkowo dobrej pogodzie i suchej nawierzchni,

Dziś prawdziwym wyzwaniem był wiatr - nigdy nie wiał z określonego kierunku, a zawsze kręcił. Trzeba było uważać, na takiej trasie nie można pozwolić sobie na błędy, najmniejsze dotknięcie koła może skończyć się tak jak w przypadku Garminu

- oceniał 37-latek.

Kanadyjczyk na kolejnych etapach będzie starał się zachować koszulkę, jednak głównym celem zespołu pozostaje pomoc Michaelowi Matthewsowi

Przed nami ciężkie odcinki, mamy w swoich szeregach Michaela Matthewsa i to jego będziemy chronić

- powiedział na koniec.

fot. Lapresse

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: