Cadel Evans zadowolony z irlandzkiego otwarcia Giro d'Italia

Po otwierającej zmagania na trasie 97. Giro d'Italia jeździe drużynowej na czas, Cadel Evans jest jednym z nielicznych przedstartowych faworytów, którzy nie stracili czasu, a nawet zdołali nadrobić nad rywalami.

37-letni Evans do zmagań przystąpił w deszczu, jadąc w czarno-czerwonym pociągu zespołu BMC. Amerykańska ekipa wykręciła znakomity czas w drugiej części dystansu, do mety pędząc już po w miarę suchej szosie. Wysiłek ten wystarczył by na kresce w Belfaście zająć trzecie miejsce i zapewnić byłemu mistrzowi świata dobry start w wyścigu.

Dobrze zaczęliśmy, ale myślę, że mieliśmy nogi by pojechać szybciej. Ale w takich warunkach mieliśmy pecha z kraksą Brenta Bookwaltera na treningu i defektem Bena Hermansa. Trochę na tym straciliśmy. Ale myślę, że pojechaliśmy dobry etap i wykręciliśmy przyzwoity rezultat. Gratulacje dla chłopaków

- powiedział po etapie zwycięzca Tour de France z 2011 roku.

W kontekście ostatecznego rozrachunku i walki o maglia rosa, Evans traci dwie sekundy do Rigoberto Urana (Omega Pharma-Quick Step), o 16 sekund wyprzedza Nicolasa Roche'a i Rafała Majkę (Tinkoff-Saxo), o 31 sekund dystansuje już Michele Scaproniego (Astana), o 46 Ivana Basso (Cannondale), o 48 Nairo Quintanę (Movistar Team), a o 53 sekundy Roberta Kiserlovskiego (Trek Factory Racing). Do doświadczonego Australijczyka jeszcze więcej tracą kolarze Lampre-Merida - 1:13.

W kontekście klasyfikacji generalnej, wynik wygląda obiecująco. Już mamy różnice między faworytami, co jest dla nas bardzo korzystne

- powiedział z zadowoleniem Evans.

 fot. Lapresse

If you have found a spelling error, please, notify us by selecting that text and pressing Ctrl+Enter.

Spelling error report

The following text will be sent to our editors: