Christopher Froome o odpowiedzialności i przyszłych wygranych

Christopher Froome ponownie zadeklarował, że jego celem będzie kilkukrotne wygranie wyścigu Tour de France. Brytyjczyk po triumfie w setnej edycji imprezy przygotowuje się do kolejnego sezonu, a w kolejnych latach swoimi osiągnięciami chce na trwałe wpisać się do panteonu sław kolarstwa.

Pochodzący z Kenii 28-latek wygrał w tym roku 'Wielką Pętlę", dominując rywalizację i odnosząc największy sukces w karierze. Na triumf składały się jednak nie tylko etapowe zwycięstwa i znakomite fizyczne przygotowanie, ale także codzienne testy psychologiczne - po każdym etapie kolarz musiał po raz wtóry odpowiadać na pytania o zabronione wspomaganie.

Froome dzielnie i spokojnie bronił się przed tą nawałnicą - ze zrozumieniem odpowiadając na pytania. Kontrolerzy antydopingowi widywali się z nim co najmniej raz dziennie (do 18 etapu zdążyli odwiedzić go 19 razy), podczas dnia przerwy sprawdzając go nawet trzy razy. Przed Tourem kolarza badano 29 razy (23 podczas wyścigów, 6 poza), co daje prawie 5 testów na miesiąc, czyli jeden na tydzień. Wszystkie testy dały wynik negatywny.

Nerwy Froome'owi puściły tylko raz.

- Lance Armstrong oszukiwał. Ja nie oszukuję, koniec tematu

- wypalił do kamer po triumfie na Mont Ventoux, gdy dziennikarze szukali porównań do wypadających z szaf szkieletów byłych mistrzów.

Po niekończącej się sadze pytań ekipa zgodziła się przedstawić jego dane z pomiaru mocy od Vuelta a Espana 2011. Zbadał je francuski trener i specjalista od biomechaniki Fred Grappe, w paryskiej L'Equipe wyrokując, że są systematyczne, a waga kolarza nie ulega znaczącym zmianom. Wątpiących nie zbiło to z tropu - szybko przypomniano, że Froome przed pamiętnym hiszpańskim Grand Tourem nie miał żadnych wyników i był w zasadzie nikim.

Dziś jest na szczycie i chce na nim pozostać. A najlepiej na trwałe.

- To osobista ambicja. Bardzo bym chciał być wśród tych legend, prawdziwie wielkich, jak Merckx. Chciałbym być kimś, kto potrafi wygrać Tour kilka razy. Czas jest po mojej stronie, myślę, że mogę to zrobić

- powiedział w rozmowie z brytyjskim The Telegraph.

Froome w sezonie 2013 wygrał niemal wszystko w czym startował. Na początku sezonu triumfował w Omanie, potem przyjechał drugi w Tirreno-Adriatico, bez trudu wygrał na Korsyce, dzielił i rządził w Romandii, a przygotowania do lipcowej batalii zakończył triumfem w rejonie Dauphine. Czy może być jeszcze lepiej?

- Myślę, że mogę być jeszcze lepszy. Jestem dobrym góralem, ale są rzeczy, które mogę poprawić. Na przykład, nie jeżdżę płynnie - kolana i łokcie latają w różne strony. Słyszałem nawet jak Christian Prudhomme mówił, że na rowerze wyglądam jak Paula Radcliffe! Pracuję więc nad moją pozycją na rowerze, pracuję nad taktyką podczas wyścigów. Za każdym razem gdy jadę Grand Tour w czołówce, uczę się czegoś. Bez tego ściganie byłoby demotywujące

- tłumaczy.

Co dalej z pytaniami o doping? Froome zdaje się być przygotowany do bronienia swoich pozycji.

- Naprawdę uważam, że ludzie chcą przestać mówić o dopingu. Chcą mieć kogoś, w kogo mogą wierzyć

- podkreśla.

Czy on sam może takim kimś być?

- Cóż, na pewno czuję się odpowiedzialny za pokazanie ludziom, że sport się zmienił. Rozumiem czemu ciągle pełno jest krytyki, cynizmu i wątpliwości. Jasne, nikt nie może na 100% powiedzieć czy jestem czysty czy nie, z wyjątkiem mnie. A ja wiem, że jestem i że moje rezultaty przetrwają próbę czasu

- zapewnia, powtarzając słowa, które wypowiedział na podium w Paryżu.

- Nie możemy zmusić ludzi by wierzyli. To potrwa. Wiem, że ciąży na mnie wielka odpowiedzialność, ale to nie jest trudne - być czystym i wygrywać. Pomysł dopingu nigdy nie pojawił się w mojej głowie. To nie jest opcja. Wolałbym zarabiać na życie szorując podłogi w fabrykach niż oszukiwać i dotrzeć do punktu w którym jestem

- podsumowuje.

fot. Lapresse