Tejay van Garderen i Taylor Phinney poznali swoje zadania

Tejay van Garderen po kompletnej klapie w tegorocznym Tour de France zmieni swój program startowy, wybierając klasyczną drogę do Wielkiej Pętli.

25-letni Amerykanin przystępował do wyścigu jako jeden z grupy faworytów. Na koncie zapisał zwycięstwo w majowym Tour of California, a w pamięci pozycję najlepszego młodzieżowca i 5. miejsce w klasyfikacji końcowej Touru 2012. Rozbudzone ambicje szybko zostały ostudzone. 45. pozycja na Polach Elizejskich najlepiej podsumowała jego lipcową dyspozycję.

Tym razem nie wystąpi w Kalifornii, natomiast zaliczy klasyczny kalendarz z Dauphine, Romandią i Paryż-Nicea. Tejay dobrze zdaje sobie sprawę jaka na nim spocznie odpowiedzialność w przyszłym roku. Obierając właściwy program i mając wsparcie w dobrej strukturze, powinien pokazać pełną klasę rewolwerowca w największym wyścigu

- mówi serwisowi Cyclingnews Allan Peiper.

Menadżer BMC Racing zdradził, że apetyt na Tour ma również Taylor Phinney.

Uważam, że Taylor dojrzał by tam wystąpić, ale najpierw powinien udowodnić, że na to zasługuje. Chcemy żeby przygotował się do wiosennych klasyków, zwłaszcza do Paryż-Roubaix oraz na resztę płaskich klasyków. Drugim głównym jego zadaniem będą przez cały sezon etapy jazdy na czas. Nadszedł czas by pokazał, że jest gotowy wziąć na siebie odpowiedzialność w ramach zespołu.

Peiper nie bał się wyrazić krytycznych słów w kierunku 23-letniego Amerykanina.

Wprawdzie zapisał kilka dobrych wyników, ale były to przypadki sporadyczne. Od kolarza tego kalibru i na jego etapie rozwoju można oczekiwać więcej. Na jego obronę przemawia problem z kroczem, jaki wystąpił w czasie Giro d'Italia. To mogło mieć wpływ na jego karierę, gdyby nie znalazł się pod właściwą opieką. Został wycofany, a ponowne starty rozpoczął dopiero od Tour de Pologne. Kontuzja wpłynęła na przygotowania do drugiej części sezonu i pozostawiła ślady na uzyskanych wynikach.