Lance Armstrong zaczyna mięknąć

Lance Armstrong wyraził gotowość aktywnego udział w ujawnieniu dopingowej przeszłości kolarstwa. 42-letni Amerykanin powiedział, że czuje się pokrzywdzony i oczekuje takiego samego potraktowania jak pozostałych dopingowiczów.

Teksańczyk - symbol najbrudniejszej ze wszystkich er w zawodowym peletonie - zapewnił, że z jego strony odpowiednie komisje mogą liczyć na „100% szczerości i transparencji”, pod warunkiem, że zostanie sprawiedliwie osądzony. Obecnie obowiązuje go kara dożywotniej dyskwalifikacji.

Jeżeli każdy z nas usłyszy wyrok śmierci, przyjmę to z pokorą. Jeżeli wszyscy zostaniemy ułaskawieni, z radością uznam taki wyrok. Jeżeli każdy otrzyma po sześć miesięcy, to również taka kara będzie w porządku

- stwierdził.

Armstrong w tym roku przyznał się do wieloletnich nielegalnych praktyk. Jego szacowany na 125 mln dolarów majątek już został mocno nadszarpnięty, a to jeszcze nie koniec. Byli sponsorzy składają w sądzie pozwy, domagając się wysokich odszkodowań.

Zrobię wszystko, by zamknąć ten niechlubny rozdział, choć nawet, gdy pojawią się jakieś rewelacje, mogą okazać się nie tak "soczyste" jak się tego po mnie oczekuje. Poniosłem wielkie straty osobiste i majątkowe, podczas gdy inni skorzystali na tej sprawie

- dodał.

Amerykanin mimo zgłoszenia gotowości współpracy z właściwymi do tego organami nie uważa by rozdrapywanie przyszłości miało przysłużyć się kolarstwu.

Nie sądzę by wracanie 15 lat wstecz było dobre dla jakiegokolwiek sportu czy scenariusza politycznego. Poza tym, gdy cofamy się o 15 lat, również dobrze można cofnąć się o lat 30.

Tymczasem Amerykańska Agencja Antydopingowa (USADA), dzięki której sportowy świat dowiedział się o manipulacjach w drużynie US Postal, jest zdania, że Armstrong nie ma co marzyć o zmniejszeniu kary.

Już w czerwcu 2012 roku daliśmy mu możliwość powiedzenia całej prawdy, nie skorzystał z naszej propozycji. Zaatakował nas medialnie. Teraz jest na to za późno

- stwierdził szef USADA Travis Tygart.