Przypadki Michaela Rasmussena

Emocje związane z wydaną pod tytułem "Żółta gorączka" książką Michaela Rasmussena powoli opadają, niemniej różnorakie media publikują co ciekawsze smaczki.

Te holenderskie np. skupiły się na okresie, gdy Duńczyk związany był z grupą Rabobank.

Niczego nie żałuję. Żałuję, że zostałem złapany, ale nie tego, że stosowałem doping. Bez tego nie miałbym kariery

- te słowa można uznać za motto autobiografii "Kurczaka".

Chcę podkreślić, że to był mój własny wybór

- zaznacza.

Rasmussen napisał, że lekarze holenderskiej ekipy pomagali mu w braniu dynepo , kortyzonu, insuliny i w przetaczaniu krwi .

Wygląda jak Chińczyk

- to był popularny zwrot lekarzy Rabo, gdy któryś z kolarzy przesadził z kortyzonem. Twarz wówczas puchła, a oczy wyglądały na przymknięte.

Duńczyk opisał kolejne starty w Tour de France w składzie Rabobanku.

W 2004 roku mógł skorzystać z dopingu krwi, dopiero gdy wyścig opuścił terytorium Francji, a to dlatego, że w grupie obawiano się nalotu francuskiej policji. Levi Leipheimer miał za to narzekać, że przez cały Tour musiał obyć się bez autotransfuzji.

Jak oni mogą po mnie oczekiwać wysokiej pozycji, jeżeli bierzemy EPO i nic więcej?

- pytał Amerykanin.

Przypominając rok 2005 Rasmussen żali się:

Mój własny zespół zabronił mi przyjąć drugiej torebki krwi. Drużyna odebrała moją własną broń. W konsekwencji zanotowałem dużą stratę do rywali.

Decyzja Rabobanku podyktowana została sygnałem, iż wyniki Duńczyka są co najmniej podejrzane. Kierownictwo ekipy szybko dogadało się z UCI, by tej sprawy "niepotrzebnie" nie nagłaśniać. - Doktor Geert Leinders i dr Mario Zorzoli z UCI przedyskutowali tę sprawę.

Zawartość pierwszej torebki, tak jak rok wcześniej, przetoczono natomiast poza Francją w hotelu w Karlsruhe.

Później okazało się, że Michael Boogerd i Denis Menchov otrzymali krew tego samego dnia.

Ponadto "Kurczak" obwinił mechanika drużyny za katastrofalną jazdę podczas indywidualnej czasówki przedostatniego dnia wyścigu, po której spadł z trzeciej pozycji na siódmą, tracąc ponad 7 minut do Lance'a Armstronga.

Mechanik w noc poprzedzającą etap miał przesadzić z szampanem, dlatego tylne koło i kierownica zostały źle ustawione.

Kiedy zobaczyłem skacowanego, śpiącego na fotelu mechanika, rzuciłem rower i ruszyłem z zaciśniętym pięściami w jego stronę. Brakowało trzech metrów, gdy powstrzymał mnie Erik Dekker.

W 2006 roku wyścig Rasmussenowi nie mógł się udać, ponieważ jego krew wylądowała w Dunaju. W ten sposób torebek pozbył się spanikowany kurier z wiedeńskiej kliniki, któremu wydawało się, że jest śledzony.

Zimną, nomen omen krew, w 2007 roku zachował natomiast kierowca autobusu Rabobanku, gdy 23 lipca wkroczyła do pojazdu żandarmeria.

Całe szczęście, że kierowca Piet zachował po południu czujność. Błyskawicznie upchnął dynepo w swojevspodnie i starał się wyglądać jakby nigdy nic. Policja musiała opuścić autobus z pustymi rękoma.

W tym samym roku Rasmussen był o krok od zwycięstwa w Tourzu. Nim został przedwcześnie wysłany przez Rabobank do domu dwukrotnie dokonał transfuzji krwi, podobnie jak Michael Boogerd. Obaj byli pod opieką doktora Stefana Matschinera z wiedeńskiej kliniki, który oprócz tego przepisał im i Thomasowi Dekkerowi dynepo.

Rasmussen napisał również o rywalach z peletonu.

Cadel Evans to beksa, który zawsze ma sto tysięcy wymówek dlaczego nie wygrał: inni jechali za szybko! Oni oszukują! Moi koledzy z drużyny nie.

Byli też groźni zawodnicy, którzy nie używali dopingu. Nigdy nie postrzegałem ich jako rzeczywistych rywali.

O aferze Festiny w 1998 roku:

To była najskuteczniejsza na świecie kampania reklamowa dla dopingu. (...) Od tego czasu, każdy już wiedział co należy robić.

Duńczyk nie bał się eksperymentować na sobie.

Doszły do mnie pogłoski, że zawodnicy Telekomu mają syntetyczną hemoglobinę . ( ... ) Natychmiast zacząłem szukać na ten temat informacji.

Rasmussen odkrył, że syntetyczna hemoglobina o tym samym składzie co dla ludzi istnieje dla psów. W 2001 roku zdobył ten środek, ale nie był zadowolony z rezultatów stosowania.

Z usług banku krwi w Wiedniu korzystał również Bernard Kohl. Austriak w 2008 roku Tour de France ukończył trzeci, z koszulką najlepszego górala.

Hematokryt Kohla przed ostatnią czasówką wynosił 47%, a do użycia czekała jeszcze jedna torebka krwi.

Zadzwoniłem wówczas do Matschinera

- pisze "Kurczak".

Zatrzymaj go! - powiedziałem. - Niech pozbędzie się ostatniego worka krwi! Jeździ zbyt szybko.

W czasie dyskwalifikacji Rasmussen nadal inwestował w doping i współpracował z doktorem Matschinerem, ponieważ chciał być w pełni przygotowany do powrotu. Myślał, że zatrudni go czołowa drużyna, a on wszystkim pokaże, na co go stać. Przeliczył się.