Magia Giro d'Italia. Komandos Frosty

Mikel Nieve aka "Frosty" i jego najlepsze występy na trasie Giro d'Italia.

Mikel Nieve nie wygrywa byle jakich etapów. Baskijski kolarz to człowiek do zadań specjalnych, fantastycznie prowadzący swoich liderów po górach, ale potrafiący także samotnie wyciąć sobie drogę do etapowego zwycięstwa przez szeregi rywali.

"Frosty", jak nazywali go w Team Sky, tłumacząc z hiszpańskiego jego nazwisko (nieve to po hiszpańsku śnieg), w Giro d'Italia startował 6 razy. Trzy razy wyścig ukończył na 17. miejscu, dwa razy na 10., wygrał trzy etapy, każdy w koszulce innego zespołu.

Dwa lata po jego ostatnim zwycięstwie w ramach cyklu "Magia Giro d'Italia" przyglądamy się jego dokonaniom na trasie Corsa Rosa.

2011 || Rajd do Val di Fassa

Mikel Nieve kojarzony jest z osiągnięciami na trasie Giro d'Italia, ale jego pierwsze sukcesy związane są z wyścigiem Vuelta a Espana z roku 2010.

26-letni Bask wygrał po samotnej ucieczce etap hiszpańskiego Grand Touru na Alto de Cotobello i skończył cały wyścig na 12. miejscu (na 10. po tym jak dyskwalifikacje wręczono dwóm kolarzom Xacobeo-Galicia). Sezon 2010 zakończył 7. miejscem w Il Lombardia, wyrastając na kolejnego utalentowanego górala z Euskaltelu.

Status ten udało mu się potwierdzić rok później: na trasie Giro d'Italia wyrósł bowiem, nieco niepostrzeżenie, na jednego z liderów baskijskiej ekipy. W trzecim tygodniu przerósł Igora Antona, a jego rajd na najtrudniejszym etapie Grand Touru w ostatnich latach (229 kilometrów i ponad 6 kilometrów przewyższenia) pozwolił mu ostatecznie zająć 11. miejsce w klasyfikacji generalnej – 10. po dyskwalifikacji Alberto Contadora.

Akcja Nieve była o tyle imponująca, że Baska przez większą część dnia zwyczajnie nie brano pod uwagę w kontekście zwycięstwa na drodze do stacji narciarskiej Val di Fassa. Kolarz Euskaltelu w ucieczce znalazł się 179 kilometrów przed metą, po złapaniu pierwszej atakującej grupy, ale na Passo Giau nie utrzymał się za jadącym po koszulkę najlepszego górala Stefano Garzellim. Podczas gdy jego towarzysze osłabli, Nieve jechał swoje, znikając z ekranów telewizorów jako człowiek zawieszony między Garzellim a grupką prowadzącego wyścig Contadora.

Ruchy wśród kolarzy walczących o różową koszulkę bezpośrednio nie zagrażały ani Garzellemu ani Nieve: dwójkę na przedostatniej Passo Fedaia dzieliło 40 sekund, a Baskowi udało się tę przewagę zredukować na początku finałowego podjazdu do Val di Fassa. Garzellemu zabrakło tam sił, a Nieve skrupułów nie miał i ostatnie 6 kilometrów przejechał samotnie.

Bask cały etap jechał równo, sukcesywnie pozbywając się rywali i nie panikując w obliczu pokazu siły byłego zwycięzcy Giro. Ten spokojny, ale równocześnie niesamowicie pewny siebie styl jazdy stał się jego znakiem rozpoznawczym w rolach, które przez kolejną dekadę pełnił w kolejnych zespołach.

2016 || Po prostu ucieczka

Nieve w 2016 roku Giro d'Italia podbijać miał u boku Mikela Landy, który został liderem brytyjskiej formacji Sky na włoski Grand Tour. Hiszpan wycofał się ze zmagań już po 10 dniach, co resztę zawodników ekipy postawiło przed okazją polowania na etapy.

Nieve do ucieczki zabrał się na 13. etapie, w programie wyścigu ciekawym z punktu widzenia uciekinierów, ale bez podjazdu na metę i z krótszymi wspinaczkami, odpowiednio 8-kilometrową i 6-kilometrową na ostatnich 38 kilometrach.

Baskowi nie przeszkadzało to specjalnie: na przedostatniej wspinaczce rozpoczął wycinanie konkurencji: najpierw zaczął odjeżdżać z Joe Dombrowskim, ale i Amerykanina pozbył się szybko, sam ze swoimi myślami zostając na ostatniej górskiej trudności. Przewaga dwóch minut nad faworytami wyścigu pozwoliła mu w tym punkcie gładko pokonać zjazd do mety i świętować w Cividale del Friuli.

2018 || If you had one shot, or one opportunity...

Nie wiem czy Mikel Nieve słucha muzyki Eminema, ale jego akcja na 20. etapie Giro d'Italia jest jednym z najlepszych przykładów na wykorzystanie jednej, jedynej szansy na osiągnięcie zamierzonego celu.

Giro d'Italia w roku 2018 miało należeć do Simona Yatesa. Brytyjczyk dotychczas nigdy nie walczył o podium Grand Touru, ale przez pierwsze dwa tygodnie dominował i zdawało się, że wyścig należał będzie do niego.

Kryzys kolarza australijskiej ekipy przewidzieli dyrektorzy sportowi Team Sky, którzy urwali lidera na 19. etapie i umożliwili Chrisowi Froome'owi niesamowitą akcję do Bardonecchi. Przed sprinterskim finałem w Rzymie pozostał jeden górski etap do Cervinii. Jeden etap.

Mikel Nieve, który trzy tygodnie nie odstępował Yatesa, dostał wolną rękę: jego lider wypadł z czołówki, a miejsce poza podium w tym układzie nikogo nie interesowało. 26-osobowa ucieczka nie mogła odjechać bez obchodzącego urodziny Baska, który wiedział, że ma tylko jedną szansę.

Jak to zwykle bywa, w takich grupach nie wszyscy chcieli pracować. Nieve jechał jednak jak w transie, jakby ostatnie trzy tygodnie były tylko lekką przejażdżką. Towarzyszyły mu ten sam spokój i ta sama pewność siebie, którą pokazał w 2011 roku: w jego ruchach nie było ani cienia zawahania: co podjazd podkręcał tempo, 33 kilometry przed metą gubiąc ostatnich rywali. Dojazd do Cervinii był już formalnością.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając błędny fragment tekstu i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: