Paweł Bernas: "Cały czas się rozwijam"

Paweł Bernas po roku w CCC Team musiał szukać angażu poniżej poziomu WorldTour. Choć nowe otwarcie w zespole Mazowsze Serce Polski zatrzymała epidemia, Polak wciąż jest zmotywowany i gotowy do walki o wyniki, które pozwolą mu na powrót do wyższej europejskiej ligi.

Pierwsze regularne worldtourowe starty. Debiut w Wielkim Tourze. Krok w kierunku powstającej grupy trzeciej dywizji. Pierwsze od pięciu lat zwycięstwo. Przymusowa przerwa od startów. Ostatni czas dla Pawła Bernasa okazał się huśtawką różnych doświadczeń.

29-latek, wychowanek GKS Cartusia Kartuzy i zwycięzca Karpackiego Wyścigu Kurierów z 2011 roku, przez pierwsze lata swojej kariery krążył po różnych grupach kontynentalnych. Notował dobre na swój poziom wyniki, nie tylko w ojczyźnie, ale także za granicą, a przełomowy okazał się dla niego rok 2015, okraszony zwycięstwami w Volta ao Alentejo, Szlakiem Grodów Piastowskich i GP Czech Republic. Te dały wstęp na poziom Professional Continental.

Przygoda w polskiej formacji VERVA ActiveJet skończyła się jednak wraz z zakończeniem funkcjonowania ekipy, a na domiar złego została skrócona kontuzją. Ciąg dalszy nastąpił w Domin Sport, gdzie miejscami na podium w Pucharze Uzdrowisk Karpackich, Małopolskim Wyścigu Górskim i klasyfikacji górskiej Bałtyk-Karkonosze Tour Bernas uzyskał drugą przepustkę na poziom prokontynentalny. W barwach CCC Sprandi Polkowice zajął drugie miejsce w Great War Remembrance Race (1.1), a po awansie zespołu do grona ekip UCI WorldTour, na najwyższym poziomie znalazł się jako jeden z pięciu "pomarańczowych" Polaków.

W CCC Team Bernas oddelegowany został do pomocy bardziej utytułowanym kolegom, a ciężka praca miała wystarczyć do przedłużenia kontraktu na kolejny rok. Jak sam jednak wyjaśnia, ostatecznie polski zespół nie zdecydował się na podpisanie z nim kontraktu. Po raz kolejny musiał zatem wykonać krok w tył, choć dużo mniejszy, niż ten wcześniej wykonany do przodu.

W barwach Mazowsze Serce Polski otrzymał szansę walki na własne konto. Sezon rozpoczął błyskiem w mniejszych imprezach kontynentalnych, wygrywając Grand Prix Alanya, zaś Grand Prix Velo Alanya i International Tour of Rhodes kończąc kolejno na drugim i trzecim miejscu.

Jego plany, podobnie jak innych kolarzy, storpedowała pandemia wirusa SARS-Cov-2, przez którą odwołano wszystkie wiosenne wyścigi. Bernasowi nie brakuje jednak motywacji i chęci dalszej pracy nad sobą, aby znów wskoczyć na wyższy poziom.

Z 29-letnim Polakiem rozmawialiśmy o doświadczeniach ścigania na najwyższym poziomie, debiutach w nowej ekipie i radzeniu sobie w czasie pandemii.

***

Za tobą jeden sezon na poziomie WorldTour, w barwach CCC Team. Czego cię on nauczył?

Pokory na pewno, chociaż tej mi chyba generalnie nie brakowało. Ale zawsze wejście na wyższy poziom to jest kolejna lekcja pokory. Bardzo skupiłem się też na diecie w zeszłym sezonie, więc dużo rzeczy, których nauczyłem się współpracując z dietetykiem, stosuję sobie w tym sezonie. No i kurczę, życiowo bardzo dużo mi [ten sezon] pokazał. Startowałem w kilku wyścigach, które dla mnie były mega ważne, Vuelta a Espana, Criterium du Dauphine, Gandawa-Wevelgem, kilka mniejszych, ale fajnych wyścigów jak [Tour of] California. Zresztą nie muszę wymieniać, wystarczy spojrzeć na mój kalendarz z ubiegłego roku, nie narzekałem na brak startów. Super, fajne przeżycie i szkoda, że się skończyło.

Jakie wyznaczano Ci zadania? Na Vuelcie, ale także w tych mniejszych wyścigach?

Zawsze mieliśmy określone zadania, głównie pomoc liderom, zabieranie się w odjazdy i, jak się dało, walka o jak najlepsze wyniki. Myślę, że gdybym w tym sezonie kontynuował jazdę w WorldTourze, te wyniki by się pewnie pojawiły, bo już byłbym bardziej objeżdżony na tym poziomie i przede wszystkim miałbym więcej pewności siebie. Czuje też, że prezentuję inny poziom sportowy w tym roku, mimo że ścigam się w wyścigach niższej kategorii. Super efekty dał zeszły sezon, to dało mi taką aklimatyzację.

Czy czułeś jakąś większą presję w WorldTourze?

Nie, chyba największą presję sam na siebie nakładałem. Może to też trochę mnie blokowało w pewnym momencie. To jest sport, im wyższy poziom, tym wyższa presja, wiadomo, to nic odkrywczego. Ale chyba największy problem stanowiła presja, którą sam na siebie nakładałem, a nie ta, która przychodziła z zewnątrz.

Czy jest jakiś szczególny moment z ubiegłego sezonu, który zapamiętałeś?

Nie, nie mam jakiegoś… Vuelta przejechana na antybiotykach i w większości w chorobie [śmiech]. To na pewno wpada w pamięć.

Poznałeś przez to nowe granice organizmu?

Tak, z tego też się pozytywy wyciąga, zdecydowanie.

Na pewno siódme miejsce na etapie Tour of California to był dla mnie taki bardzo miły dzień. Zrozumiałem, że jeżeli jadę wyścig odpowiadający mojej specyfice, to jestem w stanie pojawić się w czołówce. Siódme miejsce... wiadomo, to nie zwycięstwo, czy nawet podium. Ale potem szybko wyciągałem sobie wnioski, że gdybym poprawił parę rzeczy, to może udałoby się dwa-trzy miejsca wyżej. Gdyby tych okazji pojawiło więcej, to można by kiedyś myśleć o zwycięstwie etapowym w jakimś wyścigu czy bardziej regularnie o dobrych wynikach. To na pewno był fajny dzień w Kalifornii.

fot. ©Getty Images

Dlaczego po tamtym sezonie podjąłeś decyzję o przeniesieniu się do grupy Mazowsze Serce Polski?

[śmiech] To nie ja podjąłem tę decyzję, ta decyzja została podjęta za mnie, jeżeli chodzi o nieprzedłużenie kontraktu. Miałem kontrakt obiecany, było potwierdzone dwa albo trzy razy, że będę go miał. Po Vuelcie, chyba dwa czy trzy dni po tym, jak została podana informacja, że Katusha się łączy z Israel Cycling Academy, czyli de facto cały jeden skład zostaje na lodzie, ja dostałem telefon, że mój kontrakt zostaje wstrzymany. Obudziłem się w takiej rzeczywistości, że na rynku jest około 50 kolarzy bez kontraktu. A ja nie szukałem sobie tej drużyny wcześniej, bo byłem zapewniany, że wszystko jest ok, że drużyna jest ze mnie zadowolona. W międzyczasie coś się musiało wydarzyć takiego, że zespół nie chciał ze mną dalej współpracować. Zaczęły się poszukiwania, które stanęły, gdy Darek Banaszek stworzył nową drużynę. Nie wahałem się wtedy, nie szukałem już dalej, jak wiedziałem, że ta drużyna powstaje – też późno się o tym dowiedziałem. Jestem gdzie jestem, drużyna jest fajna, rozwija się, fajny projekt z dużym wsparciem władz Mazowsza.

Patrząc na twoje wyniki w tym sezonie, nie możesz narzekać na grupę. Wyniki są bardzo dobre, jest powrót do zwycięstw.

No tak. Wiadomo, że to są zwycięstwa w innej kategorii, niższej kategorii. Po sezonie w WorldTourze przychodzi mi to zdecydowanie łatwiej, niż nawet jak się ścigałem wcześniej na tym poziomie i miałem po sześć, siedem zwycięstw w sezonie. Czuję, że od początku sezonu dużo łatwiej mi to przyszło przez to, że cały czas się rozwijam. Ubiegły rok był dla mnie takim „boosterem”, bardzo wystrzeliła moja forma. Wyniki się pojawiały, to też jest fajne. Nawet najmniejszy wyścig wygrać to jakaś przyjemność. Zdaję sobie sprawę, że to nie jest coś, o czym cały świat będzie szumiał, mówił i się zachwycał, ale dla mnie to duża satysfakcja, że została mi powierzona rola lidera nawet w mniejszej drużynie. Myślę, że wywiązuję się z niej dobrze.

Czym różniły się przygotowania do tego sezonu w porównaniu do poprzednich?

Koniec końców, to chodzi o to, co ja zrobię ze sobą na treningach. Wiadomo, że w WorldTourze to zaplecze jest dużo większe, mieliśmy zgrupowania, gdzie zawsze było pełno mechaników, masażystów, kucharzy drużynowych, fizjoterapeutów… nie da się tego porównywać z nowopowstałą drużyną trzeciej dywizji. Natomiast, nawet z najlepszym zapleczem, jeżeli brakuje ci motywacji i nie chcesz pracować nad sobą, to nic z tego nie będzie. Mnie tej motywacji nie brakowało w tym roku, mieliśmy też zapewnione dobre warunki, byliśmy prawie trzy tygodnie w styczniu na Majorce. Wcześniej sam zadbałem o to, żeby sobie na tę Majorkę na końcu grudnia i początku stycznia polecieć. Generalnie, przygotowania przebiegły, można powiedzieć, idealnie na te warunki, które miałem. Raczej nic nie mogłem więcej zrobić. Skupiłem się na tym, co najważniejsze i dało to dobry efekt.

W co celujesz na tym swojej etapie kariery? Jesteś znów w niższej dywizji, jakie masz teraz cele dla siebie?

Powrót do ścigania, w obecnej sytuacji [śmiech]. Generalnie idealnie byłoby, gdyby udało mi się zgromadzić taką liczbę punktów rankingowych i takie wyniki, które dałyby mi możliwość awansu z powrotem do tych drużyn drugiej dywizji, prokontynentalnych. To już byłoby dla mnie zadowalające i czułbym się wtedy bardzo szczęśliwy. Niemniej w tej sytuacji trzeba być realistą: widzimy co się dzieje na świecie, widzimy jaka jest sytuacja gospodarcza w wyniku epidemii. Nietrudno się domyślić, że kilka drużyn nie przetrwa tej sytuacji. Sponsorzy nie będą tak skorzy do wydawania dużych pieniędzy na utrzymywanie swoich sportowych projektów, więc znowu zrobi się ciasno na rynku.

Paweł Bernas
fot. Marek Kosowski/rowery.org

Cieszę się więc, że jeżdżę w nowopowstałej drużynie, która ma wsparcie prężnie rozwijającego się regionu i mam nadzieję, że nasz projekt w budżecie Mazowsza będzie uwzględniany w kolejnych latach. To nie jest drużyna worldtourowa, na którą idą grube miliony euro i która jest znaczącą pozycją w budżecie. Podejrzewam, że niektóre kampanie reklamowe prowadzone przez takie województwa jak Mazowsze są droższe niż roczny budżet naszej drużyny. Na razie czekam na powrót do ścigania i będę na pewno się dalej starał wywiązywać z roli lidera naszej drużyny. Ale jaki to będzie miało skutek w przyszłości, tak bardzo nieznanej w tym czasie, zobaczymy.

Jakie wsparcie obiecuje wam grupa w sytuacji, w której nie możecie się ścigać? Czy jesteście nadal wspierani?

Jak najbardziej, mamy kontrakty podpisane na rok, sytuacja jest jaka jest, ale to nie znaczy, że nie będziemy mieć płacone za miesiące, w których się nie ścigamy. Tak samo nie ścigaliśmy się w styczniu i tak samo nie będziemy się ścigać w grudniu czy listopadzie… choć nie wiem, bo ten sezon siłą rzeczy się przesunie. Ale tak, drużyna dba o swoich zawodników i wie, że jeżeli teraz przestalibyśmy mieć wypłacane pensje, nie mielibyśmy szans się przygotować do dalszej części sezonu. Taka sytuacja nie wchodzi w grę.

Co robisz, żeby podtrzymać dyspozycję fizyczną?

Przeprowadzam takie kontrolowane zduszenie tej formy. Nie zakładam powrotu do ścigania szybciej niż w czerwcu. To jest kawał czasu. Aktualnie jeżdżę sobie tlenowe treningi, nie za długie, ale też nie przejażdżki, czyli tak w okolicach 2,5-3 godzin. Zaczynam sobie wprowadzać akcenty siłowe w domu, bo siłownie są zamknięte. Kupiłem sobie cztery baniaki z wodą, żeby mieć jakieś obciążenie, wiadomo, w domu mamy jakieś sprzęt, gumy i takie rzeczy, którymi można się zmęczyć. Tak będę czekał, myślę, że za jakiś czas wprowadzę trochę intensywności, żeby organizm nie zapomniał. Ale to będą bardziej takie impulsy, żeby też nie było, że przez trzy miesiące nie zmęczę się żadną tempówką, nie wejdę na tętno jakieś wyższe, bo to też nic dobrego. No a potem, jak zostanie podana jakaś oficjalna data powrotu do ścigania, ostatnie trzy tygodnie przed pierwszym startem to będzie tak jak w styczniu: bardzo ciężkie, intensywne treningi. I powinno być dobrze.

Jak radzisz sobie pod względem psychicznym? Nie możesz pracować, nie wiesz, co będzie...

Psychicznie... generalnie miesiąc mnie nie było w domu, więc nie mam teraz problemu z tym, że teraz muszę w nim posiedzieć trochę. Moja żona też pracuje z domu, zaraz... to znaczy będzie rodziła w lipcu, ale i tak zostawała w domu, więc do tego domowego życia się przyzwyczajamy. Nie, nie cierpię pod względem psychicznym w żadnym stopniu. Znajdujemy czas, jak każdy teraz, na takie rzeczy, na które nie ma normalnie czasu w takim zabieganym życiu.

Śmiałem się właśnie wczoraj, że nagle jest czas, żeby codziennie wyjechać za miasto autem do lasu i przejść się z psem [śmiech], a w normalnym tygodniu pracy nie było takiej opcji. Znajduję jakieś plusy i staram się nie zamartwiać, chociaż na pewno trzeba mieć świadomość, że cała ta sytuacja wpłynie na nasze życie w jakimś stopniu.

Jeśli znalazłeś w artykule błąd lub literówkę prosimy, daj nam o tym znać zaznaczając błędny fragment tekstu i używając skrótu klawiszy Ctrl+Enter.

Zgłoszenie błędu w treści

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: